piątek, 12 stycznia 2018

Hippocampinae


Jeszcze trzy.

Zima (biały z domieszkami), Sierpień (zielono-pomarańczowy) i Sorbet (różowy). Szablon ten sam, materiał z tej samej szuflady. Kończę już z tym. Nie będzie więcej takich morskich stworów. Piętnaście wystarczy. Czas wyłamać się z ram. Tym razem poważnie o tym myślę.
Jeden z poprzedniego rzutu poszedł już w świat (Grace). Popłynął. Reszta musi aktywniej zacząć szukać nowego akwarium, bo co to za życie w ciemnym pudle? Konik morski ma błyszczeć i lśnić przed ludzkim okiem.

Przy okazji mam przebłysk świadomości. Nie lubię Rzymian. Naprawdę nie znoszę. Ich cesarzy, koloseów, sentencji, deklinacji, nazywania dzieci cyferkami, ars poetica, świąt, nawet dni tygodnia po włosku. Ze starożytności zdecydowanie wolę grekę (i sama się uczyłam literek, czy ogólnego ładu językowego). A już najlepszy z tych umarłych europejskich reliktów jest starocerkiewnosłowiański i kanciasta głagolica. To nie jest fakt. To moja opinia. Mowa nienawiści. Niech mnie ktoś spróbuje pozwać. Rzymianie lubią swoje prawo, prawnicy lubią swoich Rzymian...
Ale! Ja lubię nazwy łacińskie w przyrodzie. Taka szokująca konkluzja.







Desinit in piscem.


6 komentarzy:

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.