poniedziałek, 5 czerwca 2017

Kosmetyki naturalne DIY: Zmiękczająca maska do włosów z awokado


Majonez do włosów w wersji luksusowej.

Skład jest nieskomplikowany. Wykonanie opisane w książce jeszcze bardziej sobie uprościłam. Zamiast mieszać ręcznie, zmiksowałam wszystko narzędziem do kremowania zupy. Konsystencja wyszła zadowalająca, gładka, majonezowata... Bo co innego wyniknie z połączenia żółtka z oliwą (i resztą produktów)?
Spróbowałam na smak. Przecież to nie trujące. Kwaśny majonez z domieszką awokado. Ale nie o walory kulinarne chodziło.

Uwaga, uwaga! Pani Matka wniosła o sprawiedliwość, więc oświadczam: to od niej dostałam książkę z kosmetycznymi przepisami. Publicznie dziękuję! :)



Ilość wystarczająca dla mnie na 3 aplikacje. Preparat można przechowywać w lodówce do 2 tygodni (przechowywałam w zamkniętym, szczelnym pudełku), więc kalkulując wychodzi na co drugie mycie. A i tak dni było mniej niż 14.

Proces:
Zaaplikowałam na suche włosy przed myciem. Poszło sprawnie, pewnie dlatego, że dokładnie rozdrobniłam awokado maszyną losującą rozdrabniającą. Za pierwszym razem odczekałam 10 minut, za drugim 15, za trzecim też 15.
Włosy przed myciem nie wyglądały specjalnie pięknie, ale i nie specjalnie brzydko. Z umyciem nie miałam problemu. Maska nie wszczepia się we włosy, dość łatwo ją wypłukałam. Po myciu nie używałam odżywek. Sam, bosy szampon, Agafia bez SLS cedrowa. Suszyłam naturalnie, bez sztucznego nadmuchu. Za pierwszym razem okręciłam wilgotne włosy chustką. W pozostałych przypadkach schły samodzielnie, też zwinięte, ale bez chustki. Nie suszę włosów w pełnym rozwiewie, ponieważ:
1. To uporczywe dla mnie, bo latają mokre wokół twarzy.
2. Brzydko później wyglądają. Tak bez sensu.
Albo splatam wilgotne słowy w warkocz, albo skręcam w jeden lub więcej koczków. A co do chustki - używam jedwabnej. Jedwab się jednak najlepiej sprawdza na włosach.


Cedrowy szampon agafiowy. Złotko na etykietce mnie zachęciło... ;)

Efekt:
Trochę się obawiałam, że będę miała problem z rozczesaniem włosów, ale nic takiego nie miało miejsca. Maska wygładziła i rzeczywiście zmiękczyła włosy. Odżywienie od korzenia po same końce prawdopodobnie nastąpiło. Nawet grzywka nie wymagała specjalnego układania (za kilka tygodni ją podetnę, ale póki co jest jak jest). Nie wiem, czy to kwestia powszechna, ale czasami grzywka wysycha mi w jakiejś formie i później muszę trochę ją poukładać. Z maską wyschła bez formy, dość plastycznie była podatna na ułożenie. Pojedyncze włosy nie żyły własnym życiem, a zdawały sobie sprawę z tego, że są częścią większej organizacji.
Po drugiej aplikacji zachowały gładkość i posłuszeństwo na dłużej (po trzech dniach nadal były miękkie i lśniące). Nie elektryzowały się (nadal nie używałam odżywek, lakierów ani innych wspomagaczy), nie plątały przy karku (a to zjawisko czasem u mnie występuje).
Za trzecim razem dzień po myciu użyłam oleju do włosów, żeby warkocze wyglądały ładniej. I wyglądały. Przez dwa dni. Więc włosy same w sobie raczej nie miały szansy, żeby sprawiać wrażenie.

Wnioski:
Czy w przyszłości zrobię jeszcze taką maskę? Niekoniecznie. Nie jest to coś, bez czego nie wyobrażam sobie życia. To prawda, że ukręcenie jest proste, składniki raczej codziennie podręczne (poza awokado). Dobrze się przechowuje (trochę ciemnieje, ale nic poza tym). Działa. Całkiem przyjemna przygoda. Ale poszukam czegoś jeszcze lepszego.

A tutaj poprzedni eksperyment.

6 komentarzy:

  1. Moja córka jest pasjonatką kosmetyków, niekoniecznie diy, ale może to się zmieni, jeśli podaruję jej taką fajną książkę:-) Na włosach widać pozytywne efekty, a ona też ma długie, mogłaby skorzystać:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten efekt to też jest kwestia umycia włosów. Tak naprawdę powinnam jeszcze zrobić zdjęcie po zwyczajnym myciu, żeby było widać faktyczną różnicę. Dopiero po opublikowaniu przyszło mi to do głowy. :)
      Z książki jestem póki co całkiem zadowolona.

      Usuń
  2. Heh ;-) misie nie chce poza tym na mojej długości to na rok termin przydatności trzeba. Ale kto wie, może po kolejnej dekoloryzacji użyję (moment ten się zbliża nieubłaganie, odrost wraży straszy :-D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można uszczęśliwić znajomych i przyjaciół. Następny wynalazek testuję na jeszcze jednym człowieku. Może w przyszłości jeszcze bardziej rozszerzę grono ludzi doświadczalnych. :)

      Usuń
  3. Ałć, właśnie zeżarłam avokado! Ale od środka może też pomoże. Na cokolwiek :D ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drugą połowę zjadłam w sałatce z rukolą, sałatami innymi, niebieskim serem, olejem jakimś (sezamowy albo oliwa) i przyprawami typu zielonego. Z pewnością zadziałało to pozytywnie ;D

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.