poniedziałek, 20 marca 2017

Różowy miś



Przerwa w broszkach. Powstają cały czas, ale to nie jest blog broszkowy. Nie można cały czas tkwić w jednej dziedzinie.

Porządkuję różne rzeczy. Wyrzucam, naprawiam, segreguję. Przyszła też pora na nostalgiczną pamiątkę, symbol dzieciństwa. Nie mam wielu artefaktów, nie jestem zwolenniczką gromadzenia. Nie zrezygnowałam jednak ze starożytnego misia, którego dostałam dziecięciem będąc. Samego faktu nie pamiętam, ale wiem, od kogo i mniej więcej kiedy go otrzymałam. I można powiedzieć, że to dwa podwody, dla których miś został ze mną. Jest stary jak ja, a osoba, która mnie obdarowała była ważną postacią w moim życiu.

Miś był różowy, mechaty i lśniący. Oczy stracił w połowie lat dziewięćdziesiątych. Odgryzł je pies. Nie jamnik, a radziecka rasa inwazyjna. Przyszyłam pierwsze lepsze guziki. W pierwszy lepszy, nieumiejętny sposób.

Po latach doszłam do wniosku, że czas zoperować zaćmę. Dodatkowo wydziergałam sweterek. Postanowiłam zapewnić misiowi odżywcze SPA. Może mechatości już nie przywrócę, ale niech wróci chociaż wyblakły kolor. Po wypraniu okazało się, że kolor jeszcze istnieje. Wybrałam nowe guziki na oczy, wyszyłam nieduży nosek. Ubrałam, ukoronowałam i posadziłam na honorowym miejscu (żeby jamnik się nie dorwał i nie rozszarpał). Ot, wspomnienia.






12 komentarzy:

  1. I miś przeszedł korzystną zmienię odzienia. Pasuje mu zielony kolor kubraczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu się doczekał konkretnego sweterka. Po tylu latach... :)
      Dziękuję!

      Usuń
  2. Wygląda bardzo przytulnie i uroczo po tej metamorfozie:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny! ♥
    Te misie... Najcudowniejsi przyjaciele :-) Mój był niebieski, ukochany, najwspanialszy i najukochańszy. Rozstanie nie było bolesne, bo ucieszył kolejnego dzieciaka, który mu powierzał sekrety i kochał jak się kocha misie - całą swoją dziecięcą osobą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo moich zabawek też znalazło nowy dom. Kilka pomieszkało na strychu i zginęło marnie w zębach jamnika. Ale najważniejszy miś ocalał. W sumie moje przywiązanie bardziej wynika z tego, od kogo go dostałam. Gdyby nie to, pewnie by gdzieś przepadł niezauważalnie i wielce jego losem bym się nie interesowała.

      Usuń
  4. Oj nostalgicznie mi się zrobiło. Mój w bojach rozerwał sobie nogę i zaczął sypać trocinami (tak, wówczas nie słyszano o specjalnych wypełnieniach do zabawek). Mama niestety mi go wyrzuciła. Pamiętam to do dziś. Ot, taka mała trauma z dzieciństwa.

    Twój misio wygląda obecnie zaiste po królewsku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temu pies razem z oczami odgryzł głowę, ale ktoś dorosły (mama? babcia?) okazał się zdolnym chirurgiem i misiek ocalał. Nie jest trocinowy, jest wypchany jakimś syntetykiem, ale pochodzi z przełomu epok. Były obok niego jakieś poczciwe trociniaki. Też bym miała traumę, gdyby go ktoś próbował wyrzucić. Tym bardziej mama.

      Miś zasłużył na koronę. Tyle przetrwał... :)

      Usuń
  5. Kolor rzeczywście odzyskany! Miś jak nowy. Koronacja i sweterek też temu misiu dobrze robią ;) Żałuję, że nie mam żadnych pamiątek po swoim dzieciństwie. Chociaż zabawek misiowych to nie miałam dużo (w ogóle zabawek). Jedego wypchanego trocinami Misia prawie-Uszatka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dopiero operacja plastyczna :D Pamiątek po dzieciństwie mam mało, ostatnio nawet wyrzut zrobiłam rodzicom, że mnie nie kochali, bo zdjęć moich jest niewiele. Sesja okołoroczna, zrobiona przez ciotkę, a później pojawiam się na zdjęciach dopiero, kiedy jest już moja młodsza siostra. I to jakby tak przypadkowo, nie na głównym planie. :D Więc chociaż misia mam swojego.

      Usuń
  6. Super! Dałaś misiowi drugą młodość!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama jakoś nie mam przekonania do starzenia się, więc głupio byłoby misia skazywać... ;)
      Dziękuję! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.