niedziela, 1 stycznia 2017

We are free


Napisałam listę postanowień. Lepszą niż rok temu, ale w podobnej manierze. Nie będzie jej dzisiaj, bo dzisiaj jeszcze nie pora. Dzisiaj jeszcze o przeszłości.

Książka:
Biografia Joan Crawford. Przed lekturą lubiłam ją bardziej. Po co czytałam? Coś mi się wydawało. Moja ulubiona aktorka starego Hollywood, utalentowana, piękna. Przy bliższym poznaniu traci. Mimo, że to przychylna biografia, pieśń wysławiająca nawet. Ukazuje siłę charakteru tej kobiety, ale i cechy charakteru, które może nie są rażące i złe, ale mnie osobiście odpychają od każdego człowieka, nie tylko sławnego. Pomijam kwestię Mommie Dearest.
Na szczęście jest jeszcze Herbert. Podczytuję, ale na głębsze refleksje musi poczekać do jakichś wakacji. Nad morzem. Bez presji i ciśnienia. I chociaż to ciężkie tomiszcze, i tak spakuje do walizki. Albo do czerwca. Bez morza.
I przeczytałam jeszcze "Lion. Droga do domu". Obecnie dość popularna książka. Autor i narrator, Saroo Brierley, opisuje swoje zgubienie i odnalezienie się. Pójdę na film, ale wygląda na to, że jest lekko przedramatyzowany. Nie wiem, czy mi się spodoba.
Teraz czytam opracowania historyczne o regionie.

Agresja:
Krzyczę do szafy. I do telefonu. Grożę ubraniom, że je wyrzucę. Denerwuje mnie, że wybrana sieć jest niedostępna (dobrze, że korzystam z usług dwóch operatorów, ale z drugiej strony to straszne burżujstwo). Denerwuje mnie wszystko. Mam ochotę kogoś pobić, ale brzydzę się przemocą. Piję wodę Słotwinkę, bo się nazywa jak coś sympatycznego i miłego, a jest zalecana w stanach stresowych.




Tłem jest sweter, którym się jeszcze będę chwalić, gdyż wspaniały.

Skarpetki:
Wyjaśnienie: to jest para. Dostałam też wojowniczą parę zupełnie czarnych, więc dla rozpoznania, że ze mnie jest wojownicza księżniczka, wyszyłam sobie literkę swoją, serduszko i gwiazdkę. Bo jestem peaceful warrior. Mimo całej agresji. Grunt to dobrze ukierunkować destrukcyjną energię.

Włosy:
Tak naprawdę jestem wierna kolorom. Imprezowy niebieski pojawia się tylko z powodu okazji i jest jednorazowy. Wróciłam jednak do ciemniejszych tonów brązu. Głębi wyrazu. I jeszcze nigdy nie byłam z tego tak zadowolona. Warto było.
I policzyłam ze stoperem. Kiedyś usłyszałam obraźliwy komentarz, że ty to masz czas się czesać, w warkocze, z takimi włosami to pewnie z pół godziny.  Jeden warkocz zaplatam w 3 minuty (niecałe, bo włączyć stoper, wykonać czynność plecionkarską, zabezpieczyć przed rozwijaniem, wyłączyć stoper, i dalej brakuje kilku sekund do pełnych minut). Czep się tramwaja. Istnieją dowody naukowe.

Osiągnięcia:
Jestem nieomal w przededniu finalizacji sporego projektu. Dużo pracy, dużo zgrzytania zębami, ale jeżeli odniosę (odniesiemy, bo praca zespołowa) sukces, będę miała powody, żeby porywać się z motyką na słońce. Póki co wszystko wygląda obiecująco, więc dlaczego już teraz nie zaopatrzyć się w cały komplet narzędzi ogrodowych niezbędnych do podboju Kosmosu?

Zdrowie i piękno:
Skończyłam kurację ajurwedyjskim tonikiem znanym jako Hamdard Safi Natural Blood Purifier (kupiony tutaj). Wypiłam całą butelkę, zajęło to około 3 tygodni. Czy poprawił mi cerę i dał zdrowe, bezproblemowe życie? Na początku cera wyraziła swój sprzeciw i bunt, wyglądałam jakbym znowu miała 14 lat. Wysyp różnego rodzaju niechcianych gości trwał dwa tygodnie. W trzecim zaczęłam nucić wesoło jaaa, sam siebie nie poznaję...
Czy moja krew została oczyszczona? Nie wiem, nie potrafię sprawdzić. Czy moja cera rozświetliła się i wygląda lepiej? Nie zrobiłam zdjęć, ale mam wrażenie, że tak.
Specfik nie smakuje najlepiej, jest słodko-gorzko-ziołowy. Popijałam dużymi ilościami wody, więc to też dobry efekt uboczny. Sklep, w którym kupiłam, deklaruje również, że Safi zapobiega niestrawności. Mogę stwierdzić więcej. Pierwsze kilka dni prawie wcale nie trawiłam, wszystko dosłownie przelatywało przeze mnie, nie wyrabiając się na jelitowych zakrętach. Zdecydowany dyskomfort. Ale wytrwałam. Udało się.

Kobieta:
Kobiety się źle wychowuje. Zdecydowanie źle. Nie jesteś pół-, ćwierć-, trzyczwarte-, jesteś człowiekiem. Nie w ułamku, nie w ułomku.

Najlepsza piłka, której G-Jamnik jeszcze nie rozgryzł.



Piosenka dla grudnia:
Miała być trochę inna, ale tak udało się bardziej.


11 komentarzy:

  1. Mój jamnik wszystko rozgryzie na czynniki pierwsze więc bardzo ale to bardzo proszę napisać gdzie można kupić taką piłkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłka jest dostępna TUTAJ. Już ponad dwa tygodnie z nią walczy i tylko trochę ją nadgryzł. :)
      Pozdrowienia! :)

      Usuń
    2. bardzo dziękuję już zamawiam
      Pozdrowienia

      Usuń
  2. Kick-boxing dobrze robi na nerwy i potrzebę przywalenia komuś. W Mordorze sypło śniegiem, idzie zima (nareszcie!) i w końcu dobieżał ten Nowy 2017.
    Szczęścia, pomyślności, obfitości i radości! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dodam, że ludzi się źle wychowuje. Ogólnie.

      Usuń
    2. To prawda, wszystkich ludzi się bardzo źle wychowuje.
      U mnie śnieg dopiero w planach. Czekam na mróz, bo łyżwy wypłynęły na powierzchnię, a nie chce mi się płacić za profesjonalne lodowisko. Lubię te sezonowe, pod chmurką.
      Koniecznie znajdę sobie jakiś sport, bo mnie własne emocje wykończą. :D
      Niby rok nowy, ale ludzie starzy ;)
      Pozdrawiam serdecznie! ♥

      Usuń
  3. Ja też mam ochotę krzyczeć na swoją szafę, chociaż powinnam na siebie, za to, że do tego wszystkiego dopuściłam :)
    Co do twoich warkoczy - ja tak mam do paznokci. Im więcej pierdółek na nich namalowanych tym bardziej ta osoba wydaje się mieć nudne życie, no bo kto by miał czas na to? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W większości przypadków też powinnam krzyczeć na siebie :D
      Należę do tych osób, które nie mają czasu na paznokcie. Ale gdybym chciała, pewnie bym ten czas znalazła. Wszystko jest kwestią zorganizowania i priorytetów. :)

      Usuń
  4. Skarpetki bomba! A skład toniku powalający, po samym przeczytaniu już mi lepiej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I do tego ciepłe są, te skarpetki. Akurat przydatne na obecną sytuację pogodową :)
      Teraz będę się wzmacniać sokiem z gorzkiego melona. Poza tym, że to środek na malarię, potrafi też przegonić robaki i ogólnie dobroczynnie wpływa na odporność. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.