sobota, 26 listopada 2016

Świece


Pierwsze śliwki za płoty, pierwsze robaczywki. Ale i tak, jak na pierwsze zetknięcie z tego typu działaniami, nie było źle. Nawet całkiem dobrze.

Zdjęcia nie są najwyższych lotów, bo nie mam ostatnio natchnienia, żeby się rozstawiać i uruchamiać bardziej zaawansowane maszyny.
Świeczki nie są hygge, są zwyczajne, niefilozoficzne. Z pszczelego wosku, bawełnianych knotów, silikonowych foremek. Nie biorę na siebie całej chwały za sukces tego projektu. Pomagało kilka osób. A nawet cały kołchoz.
Udało się nie zagotować wosku. Zniszczeniu przy wyciąganiu z formy uległy w sumie dwie świeczki. Powstało ponad czterdzieści. Po tym próbnym rzucie zatwierdzonych zostało kilka ułatwień procederu. Następnym razem będzie jeszcze lepiej.
Wydawało mi się, że to skomplikowany proces. W rzeczywistości jest tylko trochę trudny. Liczy się precyzja, cierpliwość i zdrowy rozsądek. Zabawa jest świetna. Ale i dużo sprzątania.




18 komentarzy:

  1. aaaaaaaaale super! ♥ bardzo misie podobują :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak bez nich żyłam do tej pory :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dużo talentu nie trzeba, to załatwiają za człowieka gotowe foremki :) Ale cierpliwość ćwiczyłam :D

      Usuń
  3. O, takie świeczki to mi się nawet bardzo podobają.
    Powodzenia w dalszych pomysłach i na inne inspiracje też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł jest zdecydowanie nie mój, zostałam w to wciągnięta. I nawet nie pałałam zbytnim entuzjazmem. A jednak warto było.

      Usuń
  4. ale śliczne! a jak muszą pachnieć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten zapach to ich największa zaleta :)

      Usuń
  5. Widziałam kiedyś podobne na jakimś jarmarku. Ładne są :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Koajrzę takie świece z domu babci są świetne :)
    Obserwuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszczeli wosk jednak wraca, nie tylko babcie go doceniają :)

      Usuń
  7. Jakie świetne!
    Miałam kiedyś ochotę popróbować takiego rękodzieła... Bo z rękodzieła wszystko wydaje mi się ciekawe i warte spróbowania... Z podobnych działalności szalenie podoba mi się też produkcja mydełek. Ale jak na razie nie wyszłam w tych dziedzinach poza podziwianie czyichś prób.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jednak dziedziny wymagające specjalistycznego przygotowania się :) Ja miałam z górki, świeczki właściwie same do mnie przyszły. A mydełka też póki co podziwiam z daleka :)
      Dzięki :)

      Usuń
  8. Mam w domu taki ręcznie robiony produkt świecowy. W fajnym miejscu nabyłam, aż żal mi było spalić i tak sobie stoi już chyba 5 lat nietknięta, ku ozdobie i ku pamięci. Podoba mi się za kolor naturalny. Te wszystkie świeczuszki zapachowe i różne inne cuda chemią zalatujące, których w sklepach pełno - to zupełnie inna bajka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jednak szkoda ich używać. Ja mam teraz tak dużo i zastanawiam się, komu podarować. Bo głupio spalać u siebie :D

      Usuń
  9. SAMA je zrobiłaś??? Rewelacja! Efekt zdumiewający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tylko lałam wosk do foremek. Sama zrobiłam niewiele. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.