wtorek, 18 października 2016

Mostar i Počitelj

 
Zdecydowanie bardziej wolę podróżować, niż opisywać później moje przypadki. Ostatnio moce kreatywne wyczerpały się i nie jestem zadowolona z moich literek. Ale to już ostatni odcinek. Ostatni kraj. Bośnia i Hercegowina.

Zanim dotarłyśmy do Mostaru, półzwiedziłyśmy Počitelj. Miejscowość nie jest duża, ale bardzo pod górkę. Praktycznie całkowicie wykluczono ruch samochodowy, więc chodzenie jest jedyną opcją. Przynajmniej w starej części (o nowej nie wiem). Historia jest burzliwa. Zaczynając od początku - ludzie mieszkali tam od starożytności. A pewnie nawet wcześniej, bo miejsce piękne. Nad rzeką Naretwą, więc nie tylko malowniczo, ale i dogodnie pod względem komunikacyjnym. Po rzymianach przybyli piraci, i to jest moja ulubiona część dziejów. Piraci spływali z rzeką z morza, stworzyli bazę dla swoich wypraw i magazyn zdobytych łupów. W XIV wieku tereny przejął król bośniacki, później węgierski Maciej Korwin, który kulturowo wiele krzywdy wyrządził. Po nim nadeszli Turcy (których się obawiał i fortyfikował przed nimi, ale na nic się to zdało), a w XVII wieku Počitelj na krótko znajdował się pod rządami Wenecjan. Turcy nie kazali długo na siebie czekać, przejęli fort, żeby w końcu ustąpić Austro-Węgrom. W końcu nastał XX wiek, wkroczyła nowoczesność, Jugosławia... I najmniej ulubiona część tej historii - wojna 1992-96. Zabytkowe budynki znacząco ucierpiały. To można odżałować. Można odbudować. Ale przeraża fakt, że duża część mieszkańców została wymordowana.
I tu można powiedzieć - przez te wszystkie lata, od starożytności, powtarzały się przecież takie sytuacje. Jednak ostatnią wojnę widać jeszcze w Hercegowinie.

Počitelj.

Na granicy chorwacko-bośniackiej odstałyśmy w kolejce. Wjechanie zajęło około godziny. Duża odmiana, po unijnych wyprawach, gdzie szybko i bezszwowo mija się kolejne kraje. Ruch turystyczny nie jest skomplikowany, nie wymaga się paszportu. Poruszający się samochodem powinni się jednak uzbroić w zieloną kartę. Jeżeli nie jest się właścicielem samochodu - wymagane jest również posiadanie międzynarodowego pełnomocnictwa uprawniającego do jego kierowania.
Ostatnio czekałam na granicy w 1999 lub 2000 roku, więc dla mnie atrakcja.

Mostar jest zdecydowanie piękny. Ale ja mam problem z tą urodą. Nie ufam jej.
Kraj jest piękny. Ale też specyficzny. Z powodu wzrostu biurokracji (wierzchołkiem góry lodowej jest 3 prezydentów - żeby nikt nie był poszkodowany), ludziom wcale nie żyje się tak ładnie, jak na obrazku z krajobrazem mogłoby to wyglądać. Kreatywnie robią więc w konia stonkę turystyczną. Nie mam pretensji.
Mostar to różnorodność. Takiej w Europie nie widzi się codziennie. Bo to nie są elementy, które ktoś poukładał obok siebie. To jest różnorodna całość.

Oczywiście jest też miejsce na moje narzekanie. Południowa Europa za dużo, za często i w zbyt wielu miejscach (publicznych) pali. Węgry, Chorwacja, BiH - wszyscy oni powinni odpalić mi po 600PLN na ozonowanie osobowości i wnętrzności. Nieprzyjemny nałóg.

Nie zrobiłam najciekawszego zdjęcia. Bardzo żałuję. Bo czułam się jak na Dzikim Południu, kiedy widziałam na sklepowych drzwiach naklejone zakazy wnoszenia broni. Zakaz wchodzenia z lodami, zakaz wprowadzania psów, zakaz wnoszenia broni. Ot, tak...
Kwestia walutowa nie jest ważna, sprzedający przyjmą euro i chorwackie kuny. Z euro jakoś daje się przeliczyć normalnie, kuny bywają warte mniej, niż by się wydawało. Możnaby pieniędzmi grać w karty, i najsilniejsza będzie marka konwertybilna, później euro, a kuny to najgorszy tłuczeń.

Stare miasto odbudowano zgodnie z oryginałem. Mostarski most przedreptują dziesiątki tysięcy nóg. Kto się lingwistycznie orientuje, widzi litery świadczące o tym, że most pamięta. 9 listopada 1993 roku chorwacka artyleria zburzyła symbol miasta. Nowy Stary Most został oddany do użytku w lipcu 2004 roku. Rekonstrukcji dokonano z dbałością o szczegóły, posługując się tą samą techniką co ponad pięćset lat wcześniej.





Największym skarbem, który przywiozłam, jest (była) kawa - Zlatna džezva. I tygiel do jej parzenia (nie chińską pamiątkę, prawdziwy, rzemieślniczy wyrób). Nigdzie indziej nie ma takiej kawy. To jeden z powodów, żeby wrócić.

Przy okazji - Pani Matka wspominała mi o blogu jakiegoś samotnego podróżnika. Po Hercegowinie zrozumiałam, dlaczego można chcieć wędrować samotnie. Towarzystwo nie jest niczym negatywnym, ale ja lubię robić zdjęcia, na których nie ma ludzi, lubię wyszukiwać puste miejsca. I naprawdę nie błądzę.

8 komentarzy:

  1. Oj ten tygielek do kawy zrobił na mnie największe wrażenie, właśnie się zastanawiam nad zakupem, tylko że te oryginalne, miedziane, bardzo drogie, a te nieoryginalne znowu brzydkie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam na początku, czy jest ładny, czy brzydki, jednak szybko doszłam do wniosku, że nie mam doświadczenia w ocenianiu urody tego typu przedmiotów. Był dość drogi, ale świetnie spełnia swoją funkcję. :) Inwestycja opłacalna :)

      Usuń
  2. Ja też chcę taki tygielek do kawy. Widziałam sposób parzenia w nim kawy. Podobno wydobywa a niej nieziemski smak. Zdjęcia są śliczne a most robi wrażenie. Fajnie, ze wypoczęłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że za mało tych zdjęć pokazałam. :)
      Kawa smakuje inaczej, szczególnie ta bośniacka smakowała wyjątkowo (szkoda, że mało kupiłam).

      Usuń
  3. Piekne miejsce!!! Moze w przyszlym toku wyciagne Tam rodzinke :)!!!
    P.S. Dzieki za odwiedziny u mnie :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto to wszystko zobaczyć na własne oczy :) Bardzo malownicze, dobra kawa i jedzenie.
      Myślę, że to nie były ostatnie odwiedziny u Ciebie :)

      Usuń
  4. Do Mostaru nie dotarliśmy, a chcemy bardzo. Za to było kiedyś Sarajewo. Chcemy oczywiście wrócić. Była też przeprawa autem przez górskie tereny, drogą wąska, krętą i w fatalnym stanie, ale widoki...niezapomniane i wysokie. Bałkany bardzo wciągają, jak się je odkrywa, okazuje się, że to ciągle początek. Mogłabym tam pojechać na miesiąc. Ale nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Sarajewa też kiedyś dotrę. Ja bym mogła zimować na Bałkanach. Ale nie mogę. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.