środa, 12 października 2016

Balaton


Jezioro Balaton. Najważniejszy zbiornik wodny Węgier. Największy okaz w Europie Środkowej. Jedno popołudnie i wieczór.

Siófok, Zamárdi, Balatonföldvár. Głownie jednak Zamárdi, ze względu na to, że najwięcej czasu spędziłyśmy na plaży. Trudno jest oczarować mnie jeziorem. I w tym przypadku nie padłam z zachwytu. Jest ładnie, czysto, korzystanie z wody ułatwione schodkami... Ale sobie nie popływałam. Balaton, czyli błotne jezioro, jest płytki, i mimo konkretnego oddalenia się od brzegu, miałam problem. Przyrównać to można do pływania w baseniku dla dzieci.
Z okazji końcówki sezonu plaże nie były zatłoczone. Opłat nikt nie pobierał. Zastałyśmy bardzo dogodne miejsca parkingowe. I toalety płatne "co łaska", z miejscem, żeby się przebrać i ogarnąć. A wszystko to wzbogacone o miejsca spacerowe wzdłuż brzegu, ławeczki, równe trawniki. Okolica zadbana i nieunicestwiona chuligaństwem.
Siófok jest większym miastem, tam zrobiłyśmy zakupy typu pamiątkowego (lokalne wino). Poza tym nauka - środki przeciwbólowe kupuje się w Polsce i wozi ze sobą. U nas można kupić tabletki jak cukierki, Węgrzy nie uznają tej ważnej tradycji.
W Balatonföldvár zjadłyśmy obiad po węgiersku. Mogę nawet polecić miejsce. Udało nam się porozumieć po angielsku, menu napisane jest zrozumiale. Nawet zmieniłyśmy stolik na dogodniejszy, kiedy nasi sąsiedzi zaczęli faszerować się tytoniem. Bo jak się wypoczywa, nie można iść na kompromisy i zgadzać na cierpienie. Obiadowe warunki muszą być idealne.
Po obiedzie szukałyśmy kawiarni. I zanim trafiłyśmy w miejsce wymarzone, udało nam się zwiedzić węgierską spelunę. Nie skusiłyśmy się na alkoholowe rozrywki tam oferowane, ponieważ czekała nas nocna jazda na krańce Chorwacji. Po prostu wyszłyśmy. I tu nauka dla potomnych - niechaj nigdy wam nie będzie głupio opuścić jakieś miejsce, dlatego, że się nie podoba. Głupio jest zostać i wydać pieniądze.

I kwestia jogurtu widocznego na tytułowym zdjęciu. Bo to litewski jogurt, chociaż kupiony w Warszawie. Więc międzynarodowa sytuacja. Miałam 9 opakowań tego typu. Na śniadanie, na kolację, w trasie i w mieście, na plaży i górskich wyżynach. To są jogurty przepyszne i odpowiednio słodkie (czyli nie tak bardzo). Dodatkową zaletą jest obecność błonnikowych paprochów. Posiłek zaprawdę wartościowy. Ogólnie jestem fanką producenta, ser mojego usposobienia to Memel Blue. Niektórzy szaleją za celebrytami, mnie obezwładnia jedzenie.
Wypowiedź ta nie jest sponsorowana, ale nie widzę przeciwwskazań. Przyjmę każdą ilość jogurtu, w zamian za głoszenie jego wyższości nad innymi.




6 komentarzy:

  1. Bardzo chętnie bym spróbowała taki jogurt, ale póki co muszę obejść się ze smakiem :)
    Jezioro wcale nie wygląda na takie płytkie, jak opisujesz. Wręcz przeciwnie!
    Też bym nie została w miejscu, które mi się nie podoba. Szanuję swoje pieniądze, wspomnienia i ... żołądek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdawało się, że jest dość głębokie. Zawiodłam się niespodziewanie. :D
      I właśnie o ten szacunek chodzi. Chociaż wspomnienia mamy dzięki temu zdarzeniu bogatsze. :)

      Usuń
  2. Pływanie w takich zbiornikach wodnych zupełnie mnie nie kręci, od pływania jest basen;-).
    Za to objechać takie jezioro rowerem, albo pływać po nim rowerkiem wodnym... O, to jest atrakcja na moją miarę! Spędziłam kiedyś tydzień nad jeziorem Omulew w taki włąśnie sposób, to były dla mnie jedne z najpiękniejszych wakacji:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie lubię pływać (rękami, bo kajak/łódka/żaglówka to coś innego), ale głupio było nie spróbować w Balatonie. Basen to dla mnie miejsce odległe, niepriorytetowe. Ale objechanie jeziora rowerem to bardzo dobry pomysł. :) Mieszkam w tej jeziornej okolicy, a nigdy czegoś takiego nie zrobiłam. Do nadrobienia. Taki balatoński rajd musiałby potrwać kilka dni, a nawet tygodni, żeby nie ominąć ciekawszych miejsc.

      Usuń
  3. Jakoś nigdy nie chciałam spędzać czasu nad Balatonem. Ale nazwa mi się zawsze podobała :D
    A z tymi tabletkami to fakt. Ja na wojaże wożę więcej leków niż kosmetyków. Nauczona doświadczeniem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno północny brzeg jest ciekawszy.
      Też miałam zapas, ale akurat przeciwbólowe trochę rozdałam, bo była potrzeba. A podczas jazdy powrotnej, przez całe Węgry i Słowację łeb puchł mi coraz bardziej od wewnętrznej walki, którą stoczyły zwoje mózgowe (myślę, że mam starczą chorobę lokomocyjną). Z drżeniem serca wspominam pierwszą polską przygraniczną stację benzynową. Inna jakość życia :D

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.