sobota, 13 sierpnia 2016

XXXIX Międzynarodowy Jarmark Folkloru w Węgorzewie


Obrazki są już od dawna, brakowało mi tylko natchnienia (motywacji i ambicji), żeby wykrzesać z siebie trochę literek, które opisałyby zdarzenie choćby odrobinę.

Nie pojawiło się.

Ciężka praca jest słusznym dodatkiem do talentu, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że talent jest miłym dodatkiem do ciężkiej pracy. Wmówiłam sobie, że chcę, mogę potrafi. I napisałam.

To był już trzydziesty dziewiąty jarmark. Węgorzewo nie może ścigać się z Gdańskiem, ale wcale nie musi. To ładna liczba sama w sobie. Staram się zaglądać każdego roku. W 2016 odbiłam sobie ubiegłoroczne słabowanie. Stragany zwiedziłam w sobotę, a w niedzielę wróciłam, żeby rzucić okiem jeszcze raz. Nie szalałam zakupowo, chociaż widziałam dużo ładnych rzeczy. Eksponaty, o które się wzbogaciłam, zaprezentuję w podsumowaniu miesiąca.

Ciekawym punktem imprezy są występy zespołów ludowych. Tańczą, śpiewają, grają... Jest, co podziwiać. Dla mnie najbardziej interesująca jest jednak dziedzina wizualna. Stroje, choreografia, akcesoria...
Wyrobiła się w społeczeństwie norma, że jaskrawe kolory są dla młodych, że należy się ich bać. Ludowa odzież zaprzecza tej niesprawiedliwości.






Podobały mi się też pokazy rękodzielników. Nie próbowałam wyplatania, ale usiadłam przy warsztacie tkackim. Można było jeszcze pobabrać się w glinie, ale święci garnków nie lepią, więc nie wypadało.

Tkanie okazało się procesem nieskomplikowanym, ale wymagającym samodyscypliny i pamiętania kolejności następujących po sobie czynności. Z rozmowy z panią rękodzielniczką wynikło, że o wiele trudniejsze jest przygotowanie warsztatu do pracy, nawlekanie nitek, wykoncypowanie wzoru i ogólnie techniczne zagadnienia. Ale nie trzeba załamywać rąk. Z tym też ludzie sobie radzą.

Nie zaskakuje mnie i nie zadziwia, bo też nie należę do tych osób, które powiedzą:
- I chciało się komuś to robić?
Ale z drugiej strony mam szacunek do ludzi, którzy potrafią coś zrobić. Rękodzieło i różnego rodzaju produkty ludowe może wyglądają rustykalnie, ale na tym niewątpliwie polega ich urok. To jest coś stworzonego prawdziwą, materialną ręką człowieka. Doceniam wysiłek, wyobraźnię i umiejętność.



Tak, tak, to ja.

Zdjęć straganowych nie zrobiłam dużo. Wybrałam poniższe, ponieważ uważam je za wystarczające. Wszędzie było za dużo ludzi, tłumy napierały, więc naprawdę trzeba było kombinować, żeby nie dać się przejechać wózkom z bobasami, nie fotografować cudzych głów, rąk, nóg i innych części ciała, a do tego uchwycić jakiś sens, mieć coś na celu w tym całym zamieszaniu. Udało mi się też nie zgubić dziecka, które pożyczyłam w niedzielę. To jest osiągnięcie godne wzmianki w życiorysie.



6 komentarzy:

  1. Marzę o tym, by mieć krosno. Niestety, te domowe są bardzo drogie. Fajna ta impreza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, niestety są bardzo drogie. To chyba ich jedyna wada :) Impreza jest naprawdę warta uwagi :)

      Usuń
  2. Zacne wydarzenie, bym chętnie, ale na razie przeprowadzka i same zmiany (wydaje się, że na lepsze ;-)) mję absorbują!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Takie gonitwy są zazwyczaj wyczerpujące. Więc oby jak najlepiej i w jak najkrótszym czasie :)

      Usuń
  3. Takie imprezy to ja garściami biorę i łykam:) Uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.