piątek, 26 sierpnia 2016

Słabe czytanie


Nie było łatwego czytania. Ale odbiję sobie we wrześniu. Teraz jestem jeszcze dość zajętym człowiekiem.

Zanim się pojawiłeś przeczytałam szybko. Ze względu na to, że to książka kolejkowa, za mną czekały na nią inne osoby.
Nie jestem oczarowana. Ale to też nie jest jakaś marna lektura. Ciekawa historia, interesująca perspektywa. Różne życiowe tragedie i niepowodzenia przedstawione bez dramatyzowania, czy spazmów. Plus za poczucie humoru.
Po konsultacji z innymi kolejkowiczkami stwierdziłam, że jestem człowiekiem bez serca, ponieważ nie płakałam. Ale wzruszyłam się, nie zaprzeczam.
Film też mam już za sobą. Trochę szkoda, że niektóre sprawy pominięto (a były wręcz niemal kluczowe), ale mimo tego reprezentuje przyzwoity poziom.
Nie sięgnę po kolejne części. Wystarczy mi jedna. Główna bohaterka budzi sympatię, jednak nie na tyle, żeby fascynowały mnie dalsze losy. Domyślam się, co mogło ją spotkać.
Tak sobie tylko pomyślałam, że co by było, gdyby sparaliżowany bohater nie był bogaty? Albo gdyby inne zbiegi okoliczności się nie zbiegły? Jeszcze gorzej... Książka skłania do dłuższej refleksji.
Zdecydowanie godna uwagi.

Później męczyłam już Sekrety mody. Po kawałeczku, w wolnych chwilach.
Zaczęło się ładnie-pięknie. Pierwsze rozdziały naprawdę ciekawe, dość szczegółowe. Psuje się od Balanciagi. Powoli, ale skutecznie. Przy Diorze załamałam ręce. Ale twarda ze mnie sztuka, czytałam dalej. Zupełnie, jakby to była prasa tak zwana kobieca (patronem jest Styl.pl, więc o co mi chodzi?). Język powoli nudzi, bardzo dużo self-made mana. Niemal wszystkie postacie świata mody zawdzięczają wszystko sobie.
I, szczerze wyznam, myślałam, że więcej będzie tytułowych sekretów mody. A te niestety zostały zastąpione przez sekrety ludzi.
Bardzo konstruktywna recenzja do przeczytania TUTAJ. Mam bardzo podobne odczucia, a nie jestem Amancio Ortega, więc zalinkuję cudzą wypowiedź, zamiast wklejać u siebie.

Zostało jeszcze kilka pozycji z listy. Grzebałkowską odpuszczam, nie jestem psychicznie gotowa. Kitzinger rozważam, ale jest za duża objętościowo, żeby na przykład zabrać na wakacje. Poza tym mam jeszcze kilka dokupionych ciekawostek (nie chodź, dziewczyno, do księgarni...). Wrzesień będzie czytelniczo bogatszy.


6 komentarzy:

  1. Ja przytaszczyłam nową porcję książek z biblioteki, w tym coś, co powinnam przeczytać 15 lat temu, jak chodziłam na zajęcia z psychologii. "Psychologia społeczna" Miki. A zaczynam od "Toksycznych ludzi" L. Glass. Samo mi wpadło w łapy, a jakoś tak temat mi cholernie znany. Miłego czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam "Toksycznych ludzi", ale już niewiele pamiętam. Póki co tkwię w biografiach, mam kilka etno-książek i dziewiętnastowieczne powieści.
      Powodzenia w psychologicznych wędrówkach :)

      Usuń
  2. Ja wolę nie myśleć o zakupie nowych książek, bo kolejkę do przeczytania mam już dość długą, a czasu co raz mniej... Co do książki zamieszczonej na ostatnim zdjęciu to koleżanka mi polecała, że warto i dojrzewam w sobie do jej zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy warto ją kupować. Lepiej pożyczyć :) A czasu zawsze jest za mało.

      Usuń
  3. Książki nie czytałam, a film mnie nie zachwycił, czym nawet byłam zaskoczona, bo temat się wydaje ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabrakło czegoś, żeby się zachwycić. Niestety.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.