sobota, 6 sierpnia 2016

Olecko z Krzysztofem


Noga moja postanęła na obcej ziemi. W sumie nie do końca takiej obcej, ponieważ Olecko odwiedzam w celach nieturystycznych, czasami mijam w drodze do Suwałk i dalej. Aż tu nagle okazja, żeby przez chwilę powędrować po mieście.

Architektonicznie nie można spodziewać się fajerwerków. Koniec wojny i mieszające się masy wojskowe unicestwiły większość budynków. Więc szału nie ma, ale nie znaczy, że jest brzydko. Jest z górki i pod górkę, bo to w końcu Mazury Garbate, jest dużo zieleni i zakazów dla psów. Wokół Placu Wolności dużo cukierni (i budek z lodami), kwiaciarni i kilka sklepów z odzieżą używaną. Nie sposób też nie zauważyć porządku, ogólnej czystości ulic. Naprawdę jest dużo zieleni.

Tabliczki rozmieszczone w różnych punktach miasta zachęcały mnie do skorzystania z Wiewiórczej Ścieżki. Nie wiedziałam, co to jest i w co się pakuje. Poszłam tam. Okazała się trasą wzdłuż brzegu jeziora. Malowniczo, ze strategicznie ustawionymi ławkami. Doszłam aż do plaży miejskiej i schodów donikąd. Odpoczęłam chwilę. Pięknie!

Olecko to miasto kaczek. Kaczki są wszędzie, gdzie tylko jest trochę wody - nad rzeką, nad jeziorem. Jest ich więcej niż wędkarzy, rowerzystów i matek z dziećmi. Są też łyski, perkozy, a także inne ptactwo wodne. Raczej łatwo uchwycić je fotograficznie.

Czystość i zadbanie gubią się trochę wśród trzcin przy ścieżce. Widać, że ludzie lubią wypić piwo nad wodą. Mimo licznych spacerujących jest spokojnie i cicho. Do tego dochodzi jeszcze walor edukacyjny, ponieważ Wiewiórczą Ścieżkę wzbogacają tablice informacyjne na temat napotykanej fauny oraz flory.
Na ławce z widokiem na jezioro dobrze słucha się muzyki. Na przykład takiej.

Pojawiła się jeszcze kwestia niewidzialności. Ludzie zupełnie nie zwracali na mnie uwagi. Bardzo mi to nie przeszkadzało. Musiałam jednak kombinować, czekać na odpowiednie momenty, bo zupełnie nie przejmowali się wchodzeniem w kadr. Zajęci własnym życiem, bez względu na nic. A ja lubię zdjęcia bez przypadkowych ludzi.

Prawdopodobnie jest w Olecku jeszcze wiele ciekawych miejsc, ale z powodu upału krążyłam przez godzinę. Poza tym część zdjęć zrobiłam źle ustawiwszy ustrojstwo, więc nie jestem z nich specjalnie zadowolona.



Jedno z niewielu zdjęć raczej bez ludzi. Dość krzywo, co zauważyłam po edycji.


Trochę historycznie:
Olecko, wcześniej Marggrabowa, a tuż przed wojną Treuburg, to coś w rodzaju Augustowa. Przynajmniej z założenia. Było tak - Albrecht von Hochenzollern spotkał się z Zygmuntem Augustem i z wrażenia każdy z nich postanowił zbudować miasto. Polski król założył Augustów, a ostatni mistrz krzyżacki w Prusach - Margrabową. Skąd się więc wzięło Olecko? Nie jest to głupie pytanie, odpowiedź też nie, biorąc pod uwagę inne mazurskie historie.
Miejscowość, czy raczej miejsce, a dokładniej zamek, który krzyżak sobie upatrzył, nosiło nazwę Oletzko, co prawdopodobnie wynikało z położenia nad rzeką Legą (Letzką).
W latach międzywojennych, kiedy w Prusach propagowano wyższość Niemiec ponad wszystkimi, zmieniono nazwę na Treuburg, czyli Wierne Miasto. Na pamiątkę wygranego plebiscytu z 1920 roku. W Olecku nie padł ani jeden głos za Polską.

Dla mnie interesujący jest związek Christiana Ludwiga von Kalksteina z Oleckiem (starosta olecki 1654, 1656), co wynika z faktu, że jestem wierną widownią serialu "Czarne chmury". Prawdopodobnie powinnam napisać, dlaczego to najlepszy serial, ale może innym razem.

Perkoz w nostalgicznej czerni i bieli.




Drzwi do lasu, brama do jeziora.

Schody Donikąd. Poważnie. Weszłam na górę.

- Gdzie jest Krzysztof?
;)

6 komentarzy:

  1. Ludzie w kadrze i ludzie robiący zdjęcia - których jest więcej? ;)
    Łykam wszelkie info o tych ziemiach, zwłaszcza podawane przez kogoś, kto zna.
    Schody - no, powiem, że uruchamiają wyobraźnię. Tak jak Krzysztof. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam wrażenie, że tych w kadrze jest więcej. Trzeba być cierpliwym :)
      Przez jakiś czas chciałam sobie zrobić przewodnicze uprawnienia, czytałam jak szalona, ale nie było konstruktywnego finału. ;)
      Może to są schody imienia Krzysztofa? ;)

      Usuń
  2. Krzysztof pewnie w domu ;-)
    piękna wycieczka! dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysztof to taki typ, co nigdy nie ma go w domu.
      Proszę bardzo! Szybka wycieczka, ale ja też jestem zadowolona. :)

      Usuń
  3. Mnie też podoba się każdy zakątek Polski mi nieznanej. Mogłabym wszystko zwiedzić. Schody są piękne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię znane i nieznane zakątki. Ale odkrywanie tych drugich ma niewątpliwie większy urok :)
      Schody są bardzo ciekawe, dość wysoko można się wdrapać, popatrzeć na jezioro z góry.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.