czwartek, 18 sierpnia 2016

Muzeum Budownictwa Ludowego, Park Etnograficzny w Olsztynku


Sezon tułaczkowy w pełnym rozkwicie. Czasem lepiej, czasem gorzej.
Tego dnia nastąpił atak przelotnych deszczy. Tego dnia zajechaliśmy drogę warszawskiemu kierowcy. Chociaż raz my... Tego dnia nie spełniły się marzenia.
Żadna wyprawa nie jest bezwartościowa. Niektóre nie tyle uczą, ile dają nauczkę. To, że miejsce jest znane, uznane i pozornie fantastyczne, wcale nie znaczy, że trafi w mój osobisty gust.

Ładnie, ale biedniutko. Czego zabrakło? Porządku. Cały festyn był taki sobie, trochę interesujących stoisk, jak na przykład z kawą. Całość, jak dla mnie, wyglądała na ciekawostki dla ludzi z miasta. Ja jestem wieśniakiem z krwi i kości, do szpiku, więc nic mnie nie zadziwi, nie zauroczy. Albo to już mój umysł zamienia się w niezaskoczony, emerycki. Największymi zdarzeniami całego dnia było spotkanie znajomych, których już dawno nie widziałam. A najbardziej atrakcyjnymi eksponatami to zwiedzające dzieciaki. Jeden, w wieku ok. 2-3 lat, zajadający się kiełbachą niemal swojej wysokości. Drugi, 1+, który wyrwał muzealny słupek informacyjny (numeracja straganów), i suwenir ten chciał zabrać ze sobą.

Polecam trasę z Olsztynka do Jedwabna. Bardzo leśna, relaksacyjna i malowniczo-przyrodnicza.

Jakie braki zauważyłam w skansenie? Brak informacji o wyposażeniu chałupek. Chciałabym dowiedzieć się, co to za sprzęty, do czego służyły. Za dużo domysłów. Nie każdy jest etno-światły. Owszem, niektóre panie skansenistki wyjaśniały. Ale były też osoby burczące i nieprzyjaźnie nastawione do zwiedzających. Rozumiem, że to robota uciążliwa, ale jeżeli ktoś wie, że nie lubi ludzi zadających pytania, to niech zostanie komornikiem. Z takim nie będą dyskutować.
Zabrakło mi też mapy. Na większych skrzyżowaniach ścieżek, w jakichś strategicznych punktach, niechaj wywieszą plan parku z zaznaczeniem "jesteś tutaj". Bo mi się kierunki pomyliły.
I niech etno-policja ściga turystów karmiących zwierzęta. To nie jest śmieszne.

Więcej tam nie pojadę. Ale teraz przynajmniej nie będę już tęsknić za przygodą wśród staroświeckich chatynek. Byłam, widziałam, wystarczy.

A jak trudno było zrobić zdjęcia bez ludzi!

Ja się już chyba nie potrafię bawić. W kolejce do biletów podsłuchałam rozmowę dwóch znudzonych turystek. Jedna powiedziała:
- Pojechaliśmy na te pola lawendy, mówię ci, w końcu je znaleźliśmy, całe, wielkie pola lawendy, no i już nie wytrzymałam, taka byłam wściekła, że musiałam zapalić.
Coś w tym rodzaju.

Ludzie się włamują przez łąkę.


Bróg, rekonstrukcja.


Bardzo ładna waga.


10 komentarzy:

  1. O, jak fajnie! I krooooooooowy! *lubimy kroooooooooooowy!* :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. Letnie tułaczki zawsze wzbogacają. Ja póki co zjeżdżam Małopolskę i mimo, że wypady nie zawsze są tak udane to zawsze wnoszą coś do mojego życia, a o to chyba chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda :) Dlatego staram się jak najwięcej tułać, zaglądać w najróżniejsze miejsca :)

      Usuń
  3. O tak krowy niedługo będą prehistorią na wsiach. Chałupki cudne. Mogłaby w jednej z nich żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krowy nieźle się trzymają. Póki co. Gdyby taką chałupkę zmodernizować i dostosować do wymogów współczesności, to ja też chętnie zamieszkam :)

      Usuń
  4. Super są takie letnie wypady. W Polsce jest tyle fajnych miejsc do zwiedzania Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie wycieczki poszerzają horyzonty. Pod wieloma względami :)

      Usuń
  5. Urzekło mnie pierwsze zdjęcie z tym przepięknym oknem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Budownictwo ludowe samo w sobie jest urzekające.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.