poniedziałek, 1 sierpnia 2016

I wanna thank you


Zrobiłam dużo zdjęć nieba. Za dużo. Ale niebo zawsze wygląda inaczej, zawsze coś nowego się na nim pojawia. Niektóre zostawiłam dla siebie, kilka można znaleźć poniżej.

Włosy:
Genialny wynalazek - jednodniowa koloryzacja. Metaliczny róż, niebieski, zielony... Co tylko przyjdzie do głowy. Cały ruch zapoczątkowała Pani Matka (co zadziwiło niektóre osoby). W zaprzyjaźnionym sklepie znalazłyśmy produkty Venita. Spray łatwy w obsłudze, krótkotrwały, nadający włosom piękny kolor i konsystencję waty cukrowej, ładnie pachnący. Bo jak nie latem, to kiedy?
I kilka słów o obcinaniu włosów. Wiele osób żałuje, zastanawia się, długo myśli... A to tak naprawdę nie jest trudna decyzja. I argument, że długie włosy to atrybut kobiecości.  Albo, że doczepione pasma to oznaka ułomności umysłowej. Albo jakiekolwiek inne bezpodstawne twierdzenia. Ach.
I coś takiego - nie lubię, kiedy ktoś tyka moje warkocze. To są moje włosy, nie towar na straganie. Że grubo, że na bogato, ale kto do człowieka podchodzi i go ściska za fryzurę? Niedorzeczność i niegrzeczność. Jam ci nie okaz. Żywa ja istota.

Pro:
Nie lubię się pakować. Potrafię, ale nie lubię. I zawsze zajmuje mi to za dużo czasu, ponieważ strasznie dużo z tego obezwładnia międzyczas upływający na różnych nieważnych sprawach. Słucham muzyki, piekę ciasto, wychodzę na zakupy (ale trampeczki śliczne...), oglądam suknie ślubne filipińskich kobiet na Instagramie, zaplatam włosy, czytam zaległe rozdziały, dziergam, planuję przemeblowanie, wyrzucam puste opakowania i przeterminowane kosmetyki, maluję brwi na fioletowo, maluję paznokcie...
Pro. Jak prokrastynacja.

Książki:
Strasznie słabo mi idzie. Następuje spiętrzenie, ustawiłam się w kolejce do książki krążącej, ale nie wiem, kiedy dokonam czynów czytelniczo-heroicznych.

Kowalik na czereśni.



Ot, kalafior na horyzoncie.

To przecież nie starość:
Dość popularnym zjawiskiem konwersacyjnym jest zagadnienie cofania się w czasie i udzielania sobie z przeszłości rady życiowej. Ja miałabym dla siebie jedną:
- Dorośnij!
I nie mogę oglądać filmów dla dzieci. Zamiast wzruszać się na "Gdzie jest Dory?", głupio chichotałam w najbardziej dramatycznych momentach. Na usprawiedliwienie oświadczam, że były tak banalne i grubymi nićmi szyte, że się nie dało powagi zachować. Strasznie tanie były te wzruszenia wkalkulowane w film.
Odmawiam partycypacji w imprezowych zdjęciach. Ludzie na początku myślą, że żartuję, ale szybko przestają się śmiać. Nie chcą zrozumieć moich racji, a przecież mam argumenty.
Coraz więcej spraw mnie denerwuje, a jednocześnie nie obchodzi. Rozdwojenie emocjonalne. I radzę sobie z tym świetnie.

Przeczytane:
Jakoś dużo się zrobiło dzieci w moim życiu. Więc przeczytałam o konsekwencjach, żeby się z małoletnimi lepiej komunikować, lepiej rozwiązywać problemy, i być odpowiedzialnym dorosłym.

Oczyszczanie:
Poza piciem naparów z ziół dla zdrowia i urody, pozbyłam się wszystkich ubrań, które nie były wystarczająco ładne albo wystarczająco użytkowe. Albo w złym rozmiarze. Mam w końcu porządek w szafie. I postanowiłam nie kupować niczego nowego. Przez jakiś czas. Żyje się lepiej.
A zioła pitne mam nabyte z Zielarni Warmińskiej.




Piosenka dla lipca:
Chciałam wybrać coś ze słuchanych przeze mnie bollywoodzkich hitów, ale one zachęcają do piractwa na drodze, a ja nie mogę na siebie brać odpowiedzialności za promocję niezdrowego trybu życia. Chodził mi też po głowie "Bursztynek, bursztynek...", ale nie byłam na plaży.
Więc Kleerup.



8 komentarzy:

  1. "Bursztynek, bursztynek" pamiętam doskonale. Z czytaniem u mnie tak sobie, a ścieżką wśród łąk pochodziłabym sobie z piesą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi - chętnie się spaceruje, pogoda służy, więc na czytanie nie ma już czasu :)
      O "Bursztynku" nie da się zapomnieć :D

      Usuń
  2. Mam tą Venitę do włosów, siwą.

    "Coraz więcej spraw mnie denerwuje, a jednocześnie nie obchodzi. Rozdwojenie emocjonalne. I radzę sobie z tym świetnie." - mogę cytowac? Bo to i o mnie, a trudno mi było zebrać w słowa ten stan, kiedy komuś tłumaczę. Nierozumiejo. ;)

    Podoba mi się muza, takie rytmy tchnące czymś co już kiedys dawno było, a jednocześnie jest modern.

    Uwielbiam Twoje posty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam róż z blaskiem metalicznym, ale planuję jeszcze biały i turkusowy.
      Jeżeli pasuje, cytuj ile chcesz. :)
      Kleerup jest fajny. Syntetyczne, rustykalne brzmienie.
      Dziękuję za piękny komplement. :)

      Usuń
  3. Ej, Venita w sprayu jest gupia! Kupiłam zieloną. Przez 3 godziny nie wyschła i zafarbowała wszystko, czego dotykały moje włosy. Za drugim razem byłam sprytniejsza i podsuszyłam suszarką. I nic nie było widać! Oszustwo :( Nadmienię, że miałam również piankę, użyłam na rozjaśniane końcówki, co były już i tak do ścięcia, zatem żeby się bardziej zmotywować rozjaśniłam. I potem nałożyłam tę fioletową piankę. Zafarbowała na niebiesko. Za pierwszym i drugim razem. Potem już ścięłam. No i ja nie wiem, co ta Venita, jakoś u mnie nie działa :(

    A książki czytam ostatnio na potęgę i ekspresowo, bo w pracy mogę pożyczać, ale tylko na tydzień, bo jak nie, to ban, więc się mobilizuję :) Polecam taki bat nad głową. Pożyczone książki czytam w 2-5 dni, własne leżą mi od lutego na półce i leżą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam z Venitą takich problemów. Trochę sobie ręce umazałam, ale poza tym całkiem nieźle się trzyma włosów i nie sieje zniszczeń. Nie wiem, z czego to wynika.

      Pożyczyłam książkę i przeczytałam w ciągu kilku dni. To działa, szczególnie, jeżeli jest kolejka i inni czekają :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.