piątek, 1 lipca 2016

And summer comes to knock me off my feet


Po pierwsze - ale mało zdjęć! Niemal do końca miesiąca byłam przekonana, że zrobiłam ich tak dużo, że są ładne i ciekawe. Okazuje się, że można się zwieść. Ani tak wiele, a wśród nich tylko kilka wartych. Instagram ograbił mnie z materiałów obrazkowych.
Na koniec czerwca przypadło też zmęczenie spowodowane bieganiem w milion stron świata, więc nie wysiliłam się na zbyt bogate podsumowanie.

Ciekawi ludzie:
Ja osobiście nigdy nie wiem, co się dzieje w okolicy, chyba że zacznę się silnie interesować. Mam jednak orientujących się znajomych, którzy wyśledzili spotkanie z profesorem Jerzym Bralczykiem i Michałem Ogórkiem w Węgorzewskim Centrum Kultury.
Główny wniosek z wydarzenia - ludzie muszą ze sobą rozmawiać.
Drugi wniosek - nigdy więcej żadnych autografów. Wzięłam co prawda mój egzemplarz "500 zdań", głupio mi jednak było stanąć w kolejce. Przyjaciele i rodzina stwierdzili, że to przecież normalne, tak się robi. I to było moje pierwsze tego typu, celebrytyjskie, przeżycie. Mam kilka płyt podpisanych, mam pracę zbiorową z dedykacją od profesorów i innych zebranych w niej autorytetów, ale to co innego. Takie masowe podpisywanie jest bezduszne dość i nie czuję się komfortowo. Nie jestem pod wrażeniem sławy, mój egzemplarz nie stał się bardziej treściwy, a ja nie wzbogaciłam się wewnętrznie. Autografy są głupie, jeżeli nie wynikają z czegoś więcej niż tylko przepychającej się kolejki ustawionej do autora. Z ludźmi trzeba rozmawiać, wchodzić w interakcje. Ten podpis nie ma znaczenia.

Aktywność:
W końcu udało mi się upolować gumę do grania. I, na początku miesiąca, udało mi się nawet pograć. Okazuje się, że należę do pokolenia szalenie owładniętego nostalgią. Nie miałam problemu ze znalezieniem współgraczy.
Radość nie trwała długo. Po doznaniu kontuzji musiałam zadowolić się oglądaniem, jak ćwiczy Anna Lewandowska. Od samego patrzenia człowiek czuje, że ma mięśnie. Z odwzorowaniem poczekam, aż kolano wróci do normalnego funkcjonowania.

Kolor:
Ulubionym w czerwcu był czarny. Nie zdarza mi się to często, ale dlaczego nie? Zaczęło się od spódnicy, którą dostałam. Później jeszcze kolczyki. I tak powoli, coraz bardziej, intensywniej i świadomiej, zaczęłam wybierać z szafy zapomniane, czarne sztuki odzieży. Czarne z czarnym, czarne z kontrastem, czarne jako dominująca treść. Czarny to dobry kolor.

Piękno zewnętrzne:
Śmieszy wynalazek, ale przydatny. W maju wpadł mi w ręce bielendowy Fixer. Nie jest idealny. Używając po raz pierwszy prawie się oślepiłam, ponieważ siła i natężenie kropli tej "mgiełki" są dość konkretne. Stosuję głównie do oczu. Żeby tusze nie spływały podczas upalnych dni i wieczorów. Poza tym słabuję z mejkapami. Lato nie jest dobrą pogodą na te rozrywki.
I wróciłam do najlepszego żelu do twarzy. Patanjali: Neem & Tulsi (kupuję tutaj). Pięknie oczyszcza, nie wysusza, nie powoduje podrażnień (nie wyżera oczu), jest poręczny, nie irytuje zapachem i mentolem (jak milion innych produktów tego typu). Jest najlepszy.

Przyjaźń:
Tragedie życiowe weryfikują listę. Zrozumiesz, kiedy kolano przemieści ci się wewnętrznie i jedna osoba ruszy z pomocą, a druga zacznie robić zdjęcia.
W rzeczywistości druga nie zdawała sobie sprawy z tego, jak poważna była kontuzja, której doznałam. Chociaż, biorąc pod uwagę naszą znajomość wypełnioną podobnymi przypadkami, powinna się spodziewać.

Powrót do sportów dzieciństwa - guma.

W ośrodku zdrowia.

Gryczany wafel w kształcie zniewolonego umysłu.

Opalenizna:
Jestem bladym człowiekiem. Z natury mam odcień skóry jak dom prezydentów USA. W tym roku jednak udało mi się opalić, więc teraz wyglądam jak normalny człowiek przed rozpoczęciem znajomości ze słońcem. I niektórzy mają czelność mówić:
- Czemu jesteś taka blada?
Wszystkie wysiłki na marne.

Rozczarowanie:
Kiedy ludzie postanawiają obrazić się na ciebie, żebyś ty pierwsza tego nie zrobiła.

Euro 2016:
Dobrze się ogląda, szczególnie w dobrym towarzystwie. Po co sport, jeżeli oglądałoby się w samotności? Bardzo udana Strefa Kibica z przyjaciółmi.
Na ostatni mecz wyciągnęłam Panią Matkę. W mojej rodzinie kobiety są bardziej usportowioną płcią. Chyba dlatego, że nie wierzymy w stereotypy.
I to była piękna gra. Z nerwów pochłonęłam tyle kalorii, ile cała drużyna straciła. Nikogo nie jest mi żal, bo nikt nie jest pokrzywdzonym biedaczkiem. A jeżeli ktoś chce zbesztać Ronaldo... Nie tutaj, nie ze mną.

Nowa torebka.


Kiedy burza wyłączyła prąd.


Piosenka dla czerwca:
Słuchałam dawno temu, przypomniałam sobie robiąc porządki w zbiorach.



9 komentarzy:

  1. Guma! Ooooo! Fajnie, że masz z kim grać! :-) I torebka debeściarska!
    Przykrość wielka z powodu kontuzji, mam nadzieję, że szybko się wykurujesz! ♥
    Co do ludzi, to wiesz :-D wciąż liczę na przybycie kosmitów, którzy mnie stąd zabiorą ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam z kim grać, ale jeszcze kolano mi nie pozwala :) A torebka jest trochę mała, co motywuje mnie do nie dźwigania ze sobą połowy dobytku :D
      Z kontuzji w kontuzję, tak mi mija życie ;) Nie ma się czym przejmować.
      Kosmici nie przylecą, bo boją się z nami zaczynać ;)

      Usuń
    2. No wiesz co? Nie rujnuj mej wiary w życie pozaziemskie ;-P
      Z kolanem to słabo, moje w neoprenie z naproxenem także rozumiem, aż za dobrze...
      A propos wafla, to dokładnie tak wygląda mój mózg w upalny dzień, tylko trochę bardziej obślizgły. Piekarnik na razie nie grzeje (niech już przestanie - nie upałom!) i wracam do świata żywych.
      A muzycznie u mnie takie fleciki (Bleach ma ponad 300 odcinków, wymiękłam w okolicach 67, heh).
      https://www.youtube.com/watch?v=pp47flcst1M&list=PL6CB18A0BFA8474FD&index=2

      Usuń
    3. Kiedyś czytałam książkę futurystyczną, w której pozaziemianinowi tłumaczył ziemianin, dlaczego psy wyginęły. Bo ufały ludziom. I pozaziemianin jak najszybciej uciekł do siebie (po kilkunastu rozdziałach zmagań z innymi ziemianami, którzy na niego czyhali). Więc myślę, że na bliższe znajomości nie ma co liczyć. ;)
      Zacznę może rzeźbić drewniane nogi? O tym słyszałam historię, ale jest tak dobra, że nie mogę jej tanio sprzedać. Na to przyjdzie odpowiednia chwila.
      Te wafle to ostatnio moje ulubione przegryzki.
      Niezłe fleciki. Szukam właśnie czegoś, co się nada do kilkugodzinnej podróży samochodem. Żeby nie zasnąć.
      :D

      Usuń
    4. mortal kombat - OST z jedynki, oooo jak się przy tym dobrze jechało :-D

      Usuń
  2. Gdybyś mi zaproponowała grę w gumy też bym nie odmówiła, dobra byłam, "szyję" skakałam bez problemu:-)
    Sport uprawiać lubię, oglądać nie bardzo. Gdy grają Polacy nie wytrzymuję nerwowo, gdy Polacy nie grają, to mi się nie chce patrzeć. Chyba żeby na Ronaldo;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba zorganizować ogólnokrajową gumową ligę. To lepsze od jakiegokolwiek fitnessu :) Też kiedyś wysoko skakałam, ale obecnie różne dziwne kroki już na kostkach sprawiały mi trochę trudności :) Ronaldo ma strasznie długie nogi. W gumę byłby pewnie nie do pokonania.

      Usuń
  3. Taaa, gdyby kózka nie skakała..., al poskakała, więc bęc:)
    Lubię poczytać ciebie, co u ciebie, co u żyrafy, co w czerwcu...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby kózka nie skakała, zesztywniałyby jej stawy, szybciej by się zestarzała i zanudziłaby się na śmierć. A gdyby wiedziała, że upadnie, to by się położyła. :)
      U żyrafy się ostatnio dzieje :) Dzięki!

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.