środa, 1 czerwca 2016

The better man


To był miesiąc walki i wyrzeczeń.  Albo wcale nie. Miałam mało czasu, jeszcze mniej niż w kwietniu, a poza tym nie chcę, żeby umarło moje życie towarzyskie, więc blog musiał poczekać. Ale pocieszająca prognoza zapowiada, że ma być już tylko lepiej, lżej i przyjemniej. Czy tak będzie? Nie wiemy...
Zostały mi jeszcze całe pęczki zdjęć. To nie przepadnie. Za kilka dni opublikuję więcej.
Temat osiągnięć przygodowych pomijam. Nie stało się nic.

Defekt:
Mój mózg wyłącza się, kiedy w momentach stresujących podawane są liczby. Najprawdopodobniej zapamiętam tylko pierwszą i ostatnią. Irytujące, szczególnie, gdy chodzi o daty.

Książka:
Powtórka z rozrywki, czytałam już wcześniej.
Agata Christie, "Pięć małych świnek". Dobry kryminał, detektywistyczna zagadka, ale czytanie tak bardzo mi nie szło... Jest to raczej wina okoliczności przyrody.
Detektyw Poirot po latach bada okoliczności zabójstwa pana malarza, który żył życiem niespokojnym. Pięć osób opowiada zdarzenie ze swojej perspektywy. Jedna z nich jest zakamuflowanym mordercą.
Książka na lato. Żeby trochę ruszyć mózgiem, a przy tym spędzić czas z Herkulesem Poirot.

Architektura:
Podziękowania kieruję do Pani Matki, która przesłała mi link. Zestawienie naliczników, kopalnia inspiracji, szeroka gama kolorów, przepiękne zdobienia, wspaniałości, wspaniałości...






Serial:
Zaczęłam oglądać "Sherlocka". Trochę mi się podoba, a trochę nie. Kończę drugi sezon i zdecyduję, czy chcę dalej oglądać. Podoba mi się fakt, że flaki nie latają po ekranie, ale odstrasza mnie trochę przerysowana postać głównego bohatera. Ale chyba taki był zamysł. Więc nie będę nikomu ubliżać.

Refleksja:
Jak to dobrze, że nie muszę być we wszystkim najlepsza, że nie mam ambicji przodownika, nie noszę żółtych koszulek, wawrzynów i medali. Ile męki mniej... Nie równam się, nikt nie równa się ze mną. Nie ma to jak istnieć indywidualnie, bez punktów odniesienia w niedoskonałej rzeczywistości. Bo jak dążyć, to do ideałów, a nie do tego, co robią Ania, Frania i Pirania.





Skorupka na chodniku. Ktoś się wylągł.

Drugie śniadanie dla dwóch osób.


Piosenka dla maja:
Bardzo dobra do śpiewania podczas jazdy samochodem. Najlepiej w samotności, żeby nie ranić niczyich uczuć.


10 komentarzy:

  1. Ursus, moja miłość :-)
    Dobrze, że jesteś, bo jużem się stęskniła!
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To leśny Ursus :)
      Dzięki za pamięć :D

      Usuń
  2. Książka - nie czytałam, ale oglądałam ten odcinek Poirota, bardzo mi się podobał i uważam tę historię za jedną z lepszych:-)
    Serial - planuję obejrzeć (pewnie dopiero jesienią)
    Refleksja - staram się podobnie, choć nie zawsze wychodzi, strasznie dużo wokół punktów odniesienia;-)

    U mnie też się ciasno zrobiło, blog wypadł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odcinek jest bardzo dokładny, świetna adaptacja książki. Też uważam, że to jedna z lepszych opowieści. A serial jest podobnie detektywistyczny, tylko wydaje mi się, że za mało angażujący dedukcję widza.
      Z refleksją nie zawsze wychodzi, ale jestem właśnie na etapie odpuszczania sobie wielu spraw. Od razu lżejsze istnienie. :)

      Usuń
  3. Kurde, ja usiłuję naciągnąć mojego Fotografa (który już nie jest fotografem, podał się do dymisji, póki co korzystam z uprzejmości Soni) na Sherlocka, ale jakoś zawsze kręci nosem - w ten spsób obejrzelismy juz Garnitury, Press Room, i jesteśmy na etapie oglądania 'Zakaznego Imperium' - ooo stroje i klimat epoki prohibicji zacny w serialu.

    Blog to tylko blog, jak trzeba lezy i kwiczy. Zal zamknąć, ale pisac nie ma czasu, irtująca sprawa, chcialoby się, aby się jakoś rozwijał, ale nie ma czasu.

    Kurczę, fajne te foty. Czekam na jakieś Twoje inspiracje z ciekawych 'zadupi' naszego kraju! Jak coś zwiedzisz, dawaj tutaj :))) !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Press Room" zaczęłam, ale mnie nie wciągnęło. Sherlock jest mniejodcinkowy, dlatego pomyślałam, że dam radę ;)
      Blog pokwiczy jeszcze trochę, bo do połowy lipca mam milion rzeczy do zrobienia. Ale jakoś w międzyczasie coś wcisnę. Pustek nie będzie.
      Mam trochę zaplanowanych wypraw, tylko czasu brak. Muszę coś przy jakiejś okazji zorganizować.

      Usuń
  4. Mam ten sam defekt odnośnie liczb. Tylko, że nawet nie potrzeba mi do tego stresu. Patrzę na nie jak na obrazki i czasem zbyt długo się zastanawiam, co w ogóle przedstawiają :))) O dziwo, mój syn z matmy jest bardzo dobry.
    Książka - chyba czytałam...
    Refleksja - ja to w ogóle nie mam ambicji. Samo słowo działa na mnie źle. I ludzie, którzy są ambitni sztuka dla sztuki, a nie pożytku. A równanie do kogoś - po co, na co, w jakim celu. Jesteśmy indywidualni, tego się trzymajmy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce liczb jest na papierze. Albo w innej postaci nieulotnej. Inaczej nie ma sensu ani racji bytu. Ja, o dziwo, z matmy też jestem dobra, ale nie z zapamiętywania. :)
      Moje ambicje nie są mordercze. Nic na siłę.

      Usuń
  5. A ja myślę, że niektórzy "dla sportu" porównują się z innymi i zawsze znajdą w nich coś gorszego. W innych. Może to podbudowuje ego, albo w ogóle poprawia własny wizerunek i samopoczucie. Że też nie szkoda im na to czasu...Tyle cudowności na swiecie i fantastycznych ludzi, a tu szukanie słomki w oku. Łobrzydliwe!

    Idę oglądać trawy i inne cuda natury w rzeczywistej rzeczywistości. Lato się zbliża, trzeba się nacieszyć, żeby było, co wspominać w innej porze. Miłego, pięknego lata.
    E.M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajdowanie w sobie czegoś gorszego też nie jest dobre. Nie trzeba równać do nikogo, ani nikogo do siebie, trzeba rosnąć do góry. A lato sprzyja... :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.