czwartek, 5 maja 2016

Skarb pana Isakowitza


Na książkę natknęłam się w księgarni. Moją uwagę przyciągnął kolorowy grzbiet. Później tytuł. Gdyby brzmiał "Skarb Isakowitza", nie sięgnęłabym. "Skarb pana Isakowitza" to sympatyczna tajemnica w kolorze morskim i żółtym, z czerwonym samochodem mknącym przez okładkę.

- A więc książka drogi! - pomyślałam. Lubię ten typ. Lubię, kiedy podróże kształcą, kiedy ludzi zmienia przemieszczanie się geograficzne. Filmy jak Bonneville, Prawdziwa historia, Świat według T.S. Spiveta... Więc dlaczego nie dać szansy książce? Przygodowa, międzypokoleniowa powieść o szwedzkiej podróży do Polski. Brzmi nieźle.

Kto, jak i dlaczego? Historię opowiada Danny. Ze swoim ojcem i z synem zdecydował się na wyprawę do miasta przodków. Mają szukać rodzinnego skarbu, który jego pradziadek, pan Isakowitz, ukrył w czasie wojny.
Promem ze Szwecji do Polski, samochodem przez Polskę (Gdynia-Kwidzyn, więc nie jest to długa trasa).
Historia Isakowitzów/Wattinów przeplata się z bieżącymi zdarzeniami. Z mglistych dziecinnych wspomnień, skrawków rozmów z krewnymi i przyjaciółmi dziadków, odnalezionych dokumentów i wskazówek od historycznie zaangażowanych osób, układają się wojenne losy żydowskiej rodziny mieszkającej w nazistowskiej Rzeszy.
Z drugiej strony mamy do czynienia ze zwyczajnymi konfliktami pokoleniowymi. Uniwersalne problemy każdego, kto chociaż raz wyruszył z rodzicami/dziadkami na wycieczkę. Moje osobiste doświadczenia podpowiadają, że narodowość nie ma w takiej sytuacji znaczenia. Przeżyłam to, doświadczyłam, rozumiem. Z całą wielką miłością, ale do takich wypraw trzeba dodatkowych pokładów cierpliwości (obustronnie). Co przepięknie zostało uchwycone przez autora książki.


Mamy wojenne tło historyczne, poszukiwanie skarbów, dialog trzech pokoleń, dobre i bolesne wspomnienia, wspólne przeżycia kształtujące osobowości, drobne spostrzeżenia i konfrontację wyobrażeń z rzeczywistością. A wszystko posklejane nostalgią raźno doprawioną przyjemnym, niegroźnym poczuciem humoru.

Książka może się nie podobać. Jest osobistym wspomnieniem, zapisem specyficznej perspektywy, trochę wygładzonej żartem i grzecznością zamaskowaną sarkastycznymi uwagami. To też wizja poszukiwania tożsamości przez pielgrzymkę do kraju przodków. Polacy mogą się dodatkowo obrazić za zbyt tłuste pierogi, ogólna tłustość jedzenia i brak znajomości angielskiego ekspedientki w sklepie alkoholowym.

Była to antyrecenzja powieści "Skarb pana Isakowitza" autorstwa Danny'ego Wattina. Chcę jeszcze dodać, że w pewnym momencie podany jest przepis na skandynawski kryminał-bestseller. Bardzo pouczający fragment.

12 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ty tu nie rozsiewaj serduszek, tylko czytaj książkę ;)

      Usuń
  2. O kurczaki! Coś z miksu Pana Samochodzika, Potopu Szwedzkiego, Idy, Początku. Szczerze mówiąc książka równie zachęca, co odpycha. Przygoda ok, ale relacje w wojennej i po Polsce najprostsze nie są. Mimo wszystko warto spróbować sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś jakby, ale mimo wszystko grzeczniejsza wersja. Relacje wojenne są niemieckie, w Polsce tylko współczesność. Warto sięgnąć, ale bez spodziewania się gwiazd i fajerwerków.

      Usuń
  3. Chyba mam zboczenie, ale mnie zastanowiło co w tych pierogach takie tłuste było?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierogi są moim zdaniem potrawą idealną, ale może ta tłustość zależna była od miejsca serwowania? Może trafili na nietrafną reprezentację?

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że warto poczytać o tym jak nas odbierają za różnymi granicami... Z całą tą trudną historią Polski, którą tak lubimy epatować. Nawet (a może zwłaszcza) jeśli jest w tym nuta krytycyzmu (nie mylić z hejtem). O ile dobrzez zrozumiałam, co można spotkać w tej książce. Podróż, dialog i walka międzypokoleniowa, historia w tle - to bliskie mi sprawy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przypadku Polski to nawet nie jest krytyka, to raczej wyraz niezadowolenia z konkretnych zjawisk i sytuacji. I są one dość różnorodne. Cała książka opiera się na historii rodziny. Granice (różnego rodzaju), Niemcy i Szwecja odgrywają kluczowe role. Polska jest dość przypadkowa.

      Usuń
  5. Ciekawa jestem tej książki. Lubię takie wspomnienia. Ciekawa jestem czy bohater znalazł skarb w tym ograbionym przez wiele państw kraju:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię wspomnienia. I prawdziwsze historie.
      Nie mogę zdradzić zakończenia :)

      Usuń
  6. A mnie się klimatem (z szaty graficznej okładki) skojarzyło z przygodami Pana Samochodzika:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma w sobie coś z Pana Samochodzika :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.