sobota, 16 kwietnia 2016

Zdjęcia pro-rodzinne


Gdybym organizowała większą imprezę, zdarzenie jakieś, typu rodzinne nagromadzenie, w zaproszeniu zawarłabym adnotację - zakaz fotografowania. I tylko człowiek z akredytacją mógłby robić zdjęcia. To wcale nie fanaberia, wcale nie wymysł i fochy. Mam rację.

1. Ile zamieszania się robi, kiedy wszyscy chcą uchwycić np. młodą parę? Ciocia, stryjek, szwagier, bratanica i każdy kuzyn oddzielnie. Robi się ciasno, jeden przepycha się przez drugiego... A każde zdjęcie, zrobione przez 15 osób, i tak wygląda tak samo.

2. Zostajemy przy ślubie. Wiekopomna chwila, składają sobie młodzi przysięgę, że już forever together, o, o, o... Taka romantyczna chwila, podniosły moment! A goście, zamiast siedzieć na tyłkach, prześcigają się w kreatywności. Niektórzy nawet urzędnikom za biurko wchodzą, wdrapują się w nieodpowiednie miejsca, zwisają z żyrandoli. Ani to eleganckie, ani ładne, ani potrzebne. Poza tym, ciocia się potknie, nie zrobi wcale wartościowego upamiętnienia tej ważnej chwili. Praca profesjonalnego fotografa usiana przeszkodami, musi slalomem omijać różnorodnych paparazzi. Reszta gości rozproszona, zdekoncentrowana. Percepcja utrudniona.

3. Bardzo śmiesznie wyglądają ludzie robiący foty tabletami. Jeszcze śmieszniej wyglądają, kiedy są przy tym wystrojeni w balowe kreacje. Nie chce wskazywać palcem, ale wszyscy wiemy, że są tacy wpośród nas.

4. Upominanie się o zdjęcia u osoby odpowiedzialnej zacieśnia więzy rodzinne. Jest pretekst, żeby się odezwać. Wiadomo też, do kogo.

5. Autoryzacja. I mamy kontrolę nad tym, żeby nikt nie wyglądał jak worek ziemniaków z czterema podbródkami. Nigdzie nie wyciekną kompromitujące zdjęcia.

6. W tym całym szale amatorskiego fotografowania, na boczny tor schodzi cały sens. Gość ma się bawić, brać udział w imprezie, a nie biegać po zakamarkach, wbijać się między innych gości i uwieczniać.

7. To rodzinna impreza, czy hollywoodzki czerwony dywan? Trudno powiedzieć, słysząc pokrzykiwania:
- Ania, popatrz tutaj!
- Nie tam! Teraz na mnie!
- Ania, uśmiechnij się!
- Ania, Ania, Ania!
- Nie ruszaj się! Odwróć głowę!
- I jeszcze dla mnie!
- Ej! Ja nie mam zdjęcia! Ania!

I nie ma, że hahaha, ktoś tu żartuje. Po pierwszym złamaniu przykazania - upomnienie, po drugim - ostrzeżenie. Za trzecim razem - pakujta swoje cekinowe torebki, zwijajta krawaty, proszę opuścić lokal. I niech mnie nie lubią, niech marudzą. Jak w westernach - bez przebaczenia. Tak, mam na drugie imię Clint Eastwood. Albo przynajmniej ciężko na to pracuję.
Poza tymi negatywnymi zaletami, są też pozytywne, np. robię dobre drinki.

22 komentarze:

  1. wszystko racja, podpisuję się. niestety wszechobecność ustrojstw do trzaskania fotek zabiła sztukę robienia zdjęć, gdzie każdy kadr jest przemyślany... uch!
    ściskam serdecznie ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde nadużycie jest szkodliwe.

      Usuń
    2. ponieważ szanuję pracę innych, to jednakowoż wolę dać zarobić fachowcom, w każdej dziedzinie.
      tęsknię za czasem analogów i 36 klatek...

      Usuń
  2. To jest chore. I na co tym wszystkim ludziom tyle zdjęć. Przecież tego i tak się potem nie ogląda. Morderstwo sztuki fotografowania do tego. Jak to jest,że dawne fotografie ogląda się prawie na klęczkach, z zachwytem i wierząc w zatrzymany na nich czas, emocje, Coś. Teraz - im więcej tego, tym mniej uwagi się poświęca. Wszyscy cykają, nikt nie ogląda. Cieszę się, że się załapałam na swój ślub w czasie, kiedy w telefonie nie było aparatu i stosunkowo mało kto miał czym robić fotki. Autoryzacja - nooo, to jest coś! Trzeba dzieci o tym w szkołach uczyć. Niektórzy w ogóle nie kumają, że nie mają prawa publikować bez zgody niczyjego wizerunku. Ostatnio mnie spotkała sytuacja - siedzimy na zebraniu szkolnym, chichramy się z koleżanką, a tu nam inna taka foty wali i na fejsie publikuje. Tylko spróbuj - mówię, a dla niej to żart. Wporzo, nic takiego się nie stało. Niby. Ale summa summarum - nie może tak być, no... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam w podobnej sytuacji i przeprowadziłam poważną rozmowę ze sprawcą publikującym zdjęcia bez zapytania i powodu. Jestem jak skarbówka - nie daruję. I będę walczyć również z innymi.
      Masz rację - nikt tych zdjęć nie ogląda. Tak samo jak kiedyś - nikt nie oglądał tasiemcowatych filmów z wesel. A człowiek w stresie nerwowo ogląda się przez ramię, czy może zatańczyć, bo gdzieś jednak jakaś kreatura z telefonem siedzi w kącie i wszystkie kompromitacje utrwala dla trudno-powiedzieć-kogo.

      Usuń
    2. Ale skoro potem i tak nikt tego nie ogląda... No to niech cykają, aż ich palce rozbolą. Ale w czasie ceremoni - basta! Nikt prócz zatrudnionego fotografa nie ma prawa.

      Usuń
    3. Nikt nie ogląda, ale internety zaśmiecają.
      Brakuje w rozfotografowanym narodzie jakiegoś savoir-vivre'u.

      Usuń
  3. Zgadzam się, też mam dość tej wszechobecnej manii fotografowania, to jakaś masakra, wszyscy wszystkim przy każdej okazji robią zdjęcia. Fotograficzne molestowanie niemalże.
    Ja to bym się nawet doczepiła i tych akredytowanych i profesjonalnych, też nierzadko przesadzają i z ilością i powtarzalnością ujęć.
    Serwuj tego drinka, upić się tylko pozostaje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dobre nazwanie problemu - molestowanie :)
      Znam panią fotograf, która jest niewidzialna na imprezie, a zdjęcia robi wspaniałe. Po prostu mistrzostwo na wielu płaszczyznach. Ja sama robię zazwyczaj kilkaset zdjęć, ale po wyrzuceniu nieudanych/niekochanych zostaje może 20 najważniejszych.

      Do wypicia:
      1 szklanka soku ananasowego (niesłodzonego)
      1 szklanka soku mandarynkowego (jak wyżej)
      sok z połówki cytryny, sok z połówki limonki
      jasny cukier trzcinowy (1-2 łyżki, ale jeżeli ktoś lubi, można więcej)
      Wstrząsnąć, nie zmieszać. Dolać drugie tyle białego półwytrawnego wina. Wymieszać. Dobrze, jak refleksyjną chwilę spędzi w lodówce. Nie ma wielkiej mocy rażenia, ale upić się można bardzo elegancko i odświeżająco.

      Usuń
    2. To rozdane, tego nie trzeba kraść ;)

      Usuń
  4. Ehhh, szkoda nawet gadać. Ostatnio słyszałam, że podczas slubu w Kosciele, jakaś Ciocia przesunęła ministranta z obrączkami, bo jej przeszkadzał w sfotografowaniu przysięgi. No przecież w centrum wydarzeń chciała być, się rozumie.

    Odkąd nastały czasy 'piedziaparacików' cyfrowych za kilka złotych, a robienie zdjęć na karcie wielokrotnego użytku jest zupełnie darmowe - wszak nie trzeba ich nawet wywoływać, kliszy zakupić, to jest już wolna amerykanka -'dup, dup, pstryk, pstryk...'

    Najgorsze jest to, że większość tych fot jest tak 'śmieciowa', że nawet oglądać się jej nie da :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż w człowieku spokojnym agresja narasta. To nie jest zdrowa sytuacja.
      Zgadzam się - jakość często nie jest równomierna do zamieszania wywołanego w czasie powstawania zdjęć. Bez sensu.

      Usuń
  5. Święta prawda!
    Ale choć wszędzie wszyscy robią zdjęcia wszystkim i wszystkiemu, to wciąż się dziwią i gapią, jak ktoś ot tak pozuje sobie do zdjęcia- mam to na co dzień:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli chodzi o imprezy typu komunie czy śluby to zgadzam się. Mnie i tak by się nie chciało biegać i cykać zdjęć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zdjęcia mają być pamiątką, a nie całym sensem wydarzenia :)

      Usuń
  7. Podpisuję się obieram rękami pod tym postem :D Zmuszanie do zdjęć przez dziesiątki osób na takich imprezach zatraca ich prawdziwy sens...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie należy się poddawać temu terrorowi ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.