piątek, 22 kwietnia 2016

Uwaga! Promocja!


Natchnęła mnie Pani Matka. To ona przyniosła problem, zarys sytuacji. Poziom sensacyjności? Prawdopodobnie żaden. Bo chodzi o pojemniki Pyrex. Temat jednak wcale nie jest banalny, bo dotyczy życia, a życie to wielkie źródło, ogromna siła i odwieczna szarpanina sił przyrody, przypadku i cywilizacji.

Uwaga! Nie chcę nikogo do niczego zniechęcać lub zachęcać, to tylko zapis mojego toku rozumowania. Róbta, co chceta, naprawdę. Nie jestem strażnikiem osobistych skarbców, nie neguję atrakcyjności promocji. Tak sobie tylko wykarkulowałam.

Co się stało? Pani A wyjawiła Pani Matce swoje postanowienie o udziale w promocji sieci supermarketów Stokrotka. Akcja polega na tym, że klient zbiera znaczki. System prosty. Za każde wydane 20 złotych dostajemy znaczek.
50 znaczków i 1 gr to naczynie 0,8 lub 0,85 l;
55 znaczków i 1 gr to naczynie 1,1 l;
65 znaczków i 1 gr to naczynie 1,6 l;
70 znaczków i 1 gr to naczynie 2,6 l;
75 znaczków i 1 gr to naczynie 4 l.

Przeliczmy to na walutę:
1000,01 zł;
1100,01 zł;
1300,01 zł;
1400,01 zł;
1500,01 zł.

No tak, powie ktoś: Ale za te tysiące mam moje powszechne zakupy spożywcze. Do tego odniosę się niżej.

Śmiechem-żartem, Pani Matka wspomniała o podobnej promocji, z którą w ubiegłym roku zetknęła się w Tesco. Poszukałam i znalazłam. Ten sam Pyrex, podobny system znaczkowy, trochę inne proporcje.
20/25* znaczków i 12,49 zł to naczynie 1,1 lub 0,85 l;
20/25 znaczków i 16,99 zł to naczynie 1,6 lub 2 lub 1,5 l;
20/25 znaczków i 21,99 zł to naczynie 2,6 l.

Czyli ile dokładnie pieniędzy trzeba wydać?
412,49/512,49 zł;
416,99/516,49 zł;
421,99/521,99 zł.

*Pierwsza liczba - z kartą stałego klienta, druga bez przywiązania do sieci.

I znowu mamy nasze powszechne zakupy dołączone do znaczków. Owszem. Ale o kilku sprawach warto pomyśleć. Ja o nich myślę, ponieważ lubię, kiedy różne procesy przetaczają mi się przez czerep rubaszny.

1. Nie mam zwyczaju kupować w Stokrotce czy w Tesco. Pojawiam się w tych przybytkach od przypadku do przypadku. Zobowiązanie w postaci wyznaczonego terminem trwania promocji zbierania znaczków zaburzyłoby moje zwyczaje konsumenckie.
2. Trzeba naklejać na specjalną karteczkę, ogarnąć to, mieć przy sobie, żeby sfinalizować nabytek.
3. Jestem z natury i nazwiska osobą legendarnie chytrą. Powszechne zakupy spożywcze lubię tańsze, a naczynia żartoodporne można zakupić za grosiwo zaoszczędzone z tej okazji. I jeszcze by zostało. Ale tak się składa, że nie lubię potrzebować tylko dlatego, że mam w zasięgu ręki.

Nadeszła chwila skonfrontowania promocyjnych zakupów z mniej promocyjnymi. W zwyczajnym sklepie z różnego rodzaju skorupami domowymi znalazłam podobne pojemniki. Komplet składający się z 3 sztuk o pojemnościach 2,5 l, 1,1 l, 0,4 l. Cena kompletu w okazyjnej cenie, nawet dla niestałych klientów: 49 zł. Bez znaczków i zobowiązań, od ręki.

12 komentarzy:

  1. No, to się uparłaś i kupiłaś taniej. Wiadomo od dawna, że wszelkie promocje to ściema, tylko, skąd te kolejki w Carrefour za schabem w cenie 8 zł. Czy chciałabym to znów jeść? Miałam okazję i nie polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jak w różnego rodzaju przetargach - opcja najtańsza nie zawsze jest najbardziej opłacalną.

      Usuń
  2. Ha, kiedyś dostałam taką książeczkę i znaczki na stacji benzynowej. Po krótkiej euforii wyszło mi, że aby zdobyć upragniony ekspres do kawy powinnam jeździć tirem i tankować 2 razy w tygodniu. Od tego czasu promocje omijam szerokim łukiem i z uśmiechem oddaję znaczki czy nalepki innemu klientowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też oddaję znaczki innym. Jeżeli ktoś jeździ tirem i tankuje 2 razy w tygodniu - jego sprawa. Tak sobie tylko czasami myślę, że te wszystkie promocje są bardzo zanieczyszczające środowisko. Produkcja książeczek, znaczków, akcesoriów związanych z akcją. Biedna planeta.

      Usuń
  3. To złe z mej strony, ale jak mi pani kasjerka proponuje takie znaczki to mam taką półmyśl, żeby jej przykleić na czole. Ja wiem, to nie jej wina, pewnie jakiś stopień wkurzenia i żenady przeżywa, tak ludziom to wciskając. Taka robota niewdzięczna. Ale, no, mam taką myśl ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam różne myśli, których nie urzeczywistnię. Ot, podpalić coś, zaorać, zasypać wapnem, zalać betonem...

      Usuń
  4. Ej, ja zbieram pieczątki w drogerii. Za każde wydane jednorazowo 30 zł jedna pieczątka. 4 pieczątki = 20% zniżki na produkty nieprzecenione. Efekt taki, że mam w łazience zapas na pół roku :P Kupowałabym kolorówkę, ale mam tego tyle, że chyba czas nauczyć się wizażu w wersji pro i malować dziunie na wesela, bo sama nie zużyję ;)

    A w niektórych Teskach pracują spoko panie, od jednej kiedyś przy niewielkich zakupach dostałam tyle naklejek, że wystarczyło do oklejenia całej karteczki i kupienia plecaka w promocji, huehuehue :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to nie jest 20 czy 50 pieczątek. I w nagrodę kupujesz cokolwiek sobie wybierzesz. Nie rozumiem kupowania czegoś tylko dlatego, że można to kupić.
      Zostań jutubuwą malarką twarzową, a zużyjesz sama ;)

      U mnie panie w Teskach są bardziej rygorystyczne niż skarbówka. Nikt nie rozdaje znaczków ponad miarę. Jak masz 19,99 to nawet okiem nie mrugnie w tym kierunku.

      Usuń
  5. a to nie jest tak jak ze znaczkami w zabkach i freshmarketach? niby jeden znaczek za np. 10 zl, a i tak dostaje sie ich duzo wiecej, np. za produkty z 'magicznego koszyczka przecen', albo bo zwyczajnie nikt sie po te znaczki nie upomina i w sklepikach kameralnych maja ich mnostwo do rozdawania. my swojego czasu zbieralismy w zabkach na maskotki The Dog, pozniej na maskotki Winnie the Pooh. i nigdy nie wyszlo nam tak, by dostawac znaczki za faktyczne kwoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby są te produkty z koszyczka przecen, ale to straszne dziadostwo, którego nikt nigdy nie chciał. A ludzie walczą o te znaczki, jakby to były medale olimpijskie.

      Usuń
  6. Ha, ha, masz żyłkę dziennikarza śledczego. Jestem specjalistką od handlu i marketingu więc świat działań promocyjnych nie ma dla mnie tajemnic, a i tak niejednokrotnie się na nie nabieram... Ale nie na takie jak opisujesz - nie lubię się zaglębiać w tak skomplikowane akcje, gdzie za dużo trzeba kalkulować i o zbyt wielu rzeczach pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze na tropie sensacji! :)
      Ja się bardzo nabieram na ładnie wpleciony product placement.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.