wtorek, 1 marca 2016

When you're near, there's such an air of spring about it

Widok z balkonu na wymarłe miasto.



Co to za zima? Wiosna, jesień, troszeczkę mrozu, ale nie za dużo. Niezima. 29 dni nielutego.

Realizacja przygód:
1/16
Nie było miejsca, luty to miesiąc o ten jeden dzień za krótki. Ale jestem przygotowana do jednej, czekam tylko na sprzyjające okoliczności.

Kosmetyki:
Zgodnie z sugestią styczniową - Bielenda. Wśród oferty odnalazłam takie - serię do cery suchej. Na początek ucieszyło mnie wyznanie firmy, że z powodu uczuć względem naturalności i przyrody, nie testują swoich kosmetyków na zwierzętach. To miłe. Niby XXI wiek, ale nie każdy się pokusi na gest przyjaźni względem braci mniejszych.
Do meritum. Zdecydowałam się na kremy - dzienny i nocny. Każdy o 3 cudownych składnikach. Na dzień kwas laktobionowy (dla odżywienia, regeneracji i wyrównania kolorytu), mocznik (by silnie nawilżyć) i olej makadamia (z witaminą F, aby uchronić przed odwodnieniem twarzy). Na noc kwas laktobionowy i mocznik, ale w celu bariery antyodwadniającej lanolina (wygładzająca, bo po co zmarszczki starym ludziom?).
Co najważniejsze - oba kremy są bezzapachowe. Rezultat stosowania - różnicę odczułam już po pierwszej aplikacji. Nie wystąpiły żadne reakcje alergiczne, krem "zakotwicza się" i wchłania szybko, pozostawia po sobie uczucie satysfakcji. W końcu! Suchość i ściągnięcie przepadły!
Producent zaświadcza, że dzienna wersja jest dobrą bazą pod makijaż. Muszę przyznać, że nie jest źle.
Sięgnęłam też po kwas mlekowy, który podobno pomaga odnowić skórę, pozbyć się zmarszczek i równomiernie się zakoloryzować (a ja - blada twarz w czerwone, fioletowe i zielone plamy). Rozcieńczyłam początkowe 80% w wodzie różanej i używam zamiennie z tonikiem. Nie wiem, czy jest już jakiś efekt, ponieważ zdarzenie zbiegło się ze zmianą kremu. Wyglądam lepiej, ale to może być efekt właściwego nawilżenia.

Makijaż:
Jak już jesteśmy przy temacie... Poza tym, że znalazłam prosty przepis na ładne oko, zetknęłam się w lutym z opinią, że kobiety oszukują mężczyzn makijażem. Nakładą tapety, stosują zwodnicze sztuczki, a usidlony biedak dowiaduje się ostatni, że to świat iluzji.
Po pierwsze primo - jaką trzeba być ofiarą, żeby wierzyć w naturalne wyrastanie wokół oczu złotych powiek, rzęs o wyglądzie nóg pająka boa i półuśmiechniętych kresek eyelinera? Rozumiem, czasem uda się nabrać na opcję makeup-no-makeup. Aczkolwiek każdy dorosły zdaje sobie chyba sprawę z popularności i działania makijażu? To trwa już tysiące lat. Nie jest tajemnicą. Tak? Nie? Trudno...
Po drugie, sprawa dość tajemnicza, być może. Ogromna część kobiet nie maluje się dla mężczyzn. Nie powinno być to wielkim zaskoczeniem, jeżeli weźmie się pod uwagę fakt legendarnej już spostrzegawczości płci nie-takiej-pięknej. W tapecie nie chodzi o zmylenie wroga. Kobiety lubią makeup, lubią ładnie wyglądać dla siebie i innych kobiet. Przeciętny chłop i tak się nie zna. Ale siostra, koleżanka, antagonistka, szefowa, pani w sklepie obuwniczym zauważą i docenią perłowy połysk. Najlepsza jest jednak autorefleksja w lustrze. +50 punktów do samopoczucia.


Jestem bardzo światła, czytam książki.

Szybko namalowane w czasie choroby.

Książka:
Hanna Kondratiuk, "Białoruś. Miłość i marazm".
Zbliża się sezon tułaczkowy. W ramach przygotowania przeczytałam reportaż z podróży po Białorusi. Trudno mi coś na ten temat stwierdzić. Przeczytałam, ale nie jestem zachwycona. Nie jestem też wielce zawiedziona. Ciekawa literatura, ale nie porywa. Dużo historyczności, o których raczej się nie słyszy. Trochę wesołych interakcji z ludnością, trochę uzasadnionych westchnień. Sympatycznie, ale sucho. Odniosłam wrażenie, że to książka dla wtajemniczonych.
Zaczęłam czytać jeszcze w styczniu, kiedy musiałam odsiedzieć godziny na poczekalniach przeróżnych, ale skończyłam dopiero, kiedy rozchorowałam się na początku lutego. Zabijanie marnowanego czasu.

Absurdy chodzą po ludziach:
Skaleczyłam się kapustą. Myślę, że warto odnotować taki ewenement. Główką kapusty!

Cierpliwość:
Deficyt, ale robię, co mogę. Nie mogę przecież robić tego, co nie.

Dieta:
Luty to nie był miesiąc zdrowotny i odtłuszczony. Zaczęło się od pizzy, później różne próby związane z bogatą osobowością kulinarną Marthy Stewart. Do tego baklawa i flan autorstwa utalentowanego znajomego.
Ale! Za zdrowotne odkrycie miesiąca uznać muszę koktajle warzywne. Po lekkim doprawieniu (sól) - oszałamiająca smakowitość. Gorący kubek dla ludzi obsesyjnie liczących witaminy.

Życie i inne wynalazki:
Tyle się narzeka na młodzież. Też bym mogła znaleźć kilka zażaleń. Ale tym razem postanowiłam zadziałać w drugą stronę. Chodzi o wujków i ciotki 50+. Całe te ich "Za moich czasów..." traci moc prawną. Bo oto nagle, nie wiadomo skąd i w jakim celu, wyposażyli się w telefony z jakże ważną funkcją foto-foto, którą zadręczają innych przedstawicieli rasy ludzkiej bez uzasadnionej okazji. Nam, młodszym, wmawia się, że nie potrafimy należycie cieszyć się chwilą, że uwieczniamy każdą kawę w naszym życiu, że powodujemy zrywanie więzi rodzinnych. Ale to nie my maltretujemy małe dzieci, ganiając je i usadzając w słodkich pozach, żeby wydobyć tysiąc pięćset sto dziewięćset zdjęć. Szybkie selfie z bobasem, może 10, żeby wybrać to 1 lepsze, a później żyj neonacie własnym życiem, przestajesz być istotny. Ciocia i wujek (ale obserwacje bardziej jednak przychylają się w kierunku cioci) nie dają za wygraną tak szybko. Bobas je zupkę? Foto-foto. Bobas rozpakowuje prezent? Foto-foto. Bobas usiłuje bawić się prezentem? Foto-foto. Bobas się przewraca? Foto-foto. Bobas siedzi? Foto-foto. Bobas stoi? Foto-foto... Papa-paparazzi, cytując Lady Gagę. I życie nie może się toczyć, bo sesja trwa.
Albo ustawianie się do zdjęć grupowych. Stoimy dzielnie. Szybka runda. I nagle wszystkie ciotki, wszyscy wujkowie wyciągają te swoje machiny dręczenia i wołają:
- Zrób jeszcze moim!
- I dla mnie!
- Ja też chcę!
Tłumek ustawiony musi stać nieruchomo, jakby zdjęcia zrobione przez pierwszą osobę nie były wystarczające dla wszystkich. To nie te czasy, że się tydzień czeka na odbitki i za każdą sztukę płaci.
A później znajdujesz swojego bobasa i miliony innych trofeów foto-foto na fejsbukach. I szlag trafia twoje wegańskie postanowienie, żeby nie publikować oblicza nieletnich w mediach społecznościowych. A i twoja twarz, skrzywiona, zezowata, niedoszlifowana filtrami i fotoszopem. Nieautoryzowane wizerunki, które ciocia i wujek postanowili upublicznić.

Malarstwo:
Emma Lindström. Przepiękności. Odgapię, tylko znajdę folię, która ochroni podłogę. Worek śmieciowy, czy coś w tym rodzaju.



Historyczny miś, czyli ukoronowanie przeszłych lat.
Key lime pie, wersja 3.

Utrudnienia po nocnym wietrze.
Ciemne plamy to błoto na szybie samochodu. Takie są warunki w terenie.

Po czasie, ale zaplotłam!


Piosenka dla lutego:
Jedna z najlepszych.

11 komentarzy:

  1. Boże, boże, boże... też miałam takiego misia. Tylko mu noga odpadła i kaleka sypał trocinami. Nie pozwolili mi go zostawić. Trauma z dzieciństwa do dzisiaj.
    Jak Ci się udało dokonać tego kapuścianego samookaleczenia? Przebiłaś moją wypadkowość.
    Kremy interesujące. Polskie, więc chwilowo mi niedostępne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój miś jest endemitem, nawet do głowy by mi nie przyszło pozbywanie się go. Zabytkowy, bo mam go niemal od urodzenia. Poza tym dostałam go od ważnej dla mnie osoby. Też bym miała traumę.
      Z kapustą poszło bardzo szybko. Wypakowywałam zakupy i nabiłam się paznokciem w kapustę do tego stopnia, że polała się krew. Trudno nawet powiedzieć, co się dokładnie stało.
      Można kupić Bielendę z wysyłką zagraniczną, tylko wtedy koszt wysyłki przemawia za tym, że dla jednego kremu nie warto.

      Usuń
  2. Za widok na miasto - piona! :D
    Bielenda -o TAK! Robi furrorę i żaden krem się nie równa. Z tym, że ja do tłustej.
    Białoruś - dwadzieścia lat temu zajrzałam tam, niestety tylko do Brześcia, ale i tak był kosmos. Przemycałam alkohol ;) ojciec mi kazał :D
    Dzieło malarskie wskazuje, że chorowałaś na jesień ;)
    Kapustą? Brawo TY!
    Miś w koronie jak Mały Książe - takie skojarzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miasto już po rozbiórce - poszło na części. Została po nim tylko pamięć w postaci dysku.
      Dużo ciekawości w tej Bielendzie :) Dużo kremów w życiu przetestowałam i ten jest jednym z najlepszych. I do tego jeszcze sprzyjająca cena.
      Też kiedyś dotrę na Białoruś, może niekoniecznie w celach przemytniczych :)
      Chyba zamaluję dzieło malarskie i zrobię coś innego. Nie bardzo jest ładne. Poziom bardzo przedszkolny.
      Mały Książę pasuje do misia :D

      Usuń
  3. Koktajl warzywny - pierwsze widzę, ale już mi się podoba:-)
    Widok na miasto - super, choć ucięłabym nieco kadru u góry.
    Ogólnie rzecz biorąc wydaje się, że luty nie był takim najgorszym miesiącem. Choć u mnie też mogłoby się wydawać, że nie był, a jednak był, tak go odczuwam.
    W kontekście moich przygotowań do foto-wyzwania Być kobietą, Twoje rozważania o makijażu są dla mnie bardzo pouczające:-). Dzieki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepsze, moim zdaniem, są koktajle czerwony i biały (zdecydowanie mój ulubiony), zielony może być, a pomarańczowy - taki sobie. Żółteto jeszcze nie próbowałam.
      Ucięte miasto faktycznie wyglądałoby lepiej :)
      Też zaczęłam zastanawiać się nad Byciem kobietą, może coś z tego będzie. Cieszę się, że mogłam Ci pomóc :)

      Usuń
  4. Podoba mi się zdjęcie misia. Wiekowy ale daje radę.
    Książki też czytam, nie potrafię obyć się bez. O własnie, a w poczekalniach ludziska zamiast czytać, to albo o chorobach gadają, albo w komórki są wpatrzeni. Zranić się kapustą? nie spotkałam takiej rany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten miś jest ze mną od zawsze :)
      A książki na poczekalni pozwalają nie skupiać się na przykrości czekania. Dobrze, jak się czeka z kimś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia. Nie lubię licytacji, kto łyka więcej tabletek. A z telefonem trochę mi głupio, nie lubię publicznie bez ważnego powodu... :)

      Usuń
  5. Ostatnio tak jakoś z eksperymentowaniem na kosmetykach mam na bakier. Coś tam lepię na buzię, ale nie za wiele. A jakie plany na ten sezon tułaczkowy? Białoruskimi szlakami, czy to rozpoznanie terenu ;) ?

    Książki czytam ostatnio tęgo, na łyżwach często - zgodnie z postanowieniem noworocznym.

    Fajny Miś :), no lepszy niz ten od Jasia Fasoli, duużo lepszy :) !

    Nie, facebookowym bobasom zdecydowane nie. Może one nie chcą, i będą wkurzone za 20 lat, że z dżemem na buzi internetach od dziecka gwiadorzą, hę ;) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, żeby to była Białoruś, ale jeszcze zobaczymy. Trochę planów i tras już mam wyznaczonych.
      Brawa dla Ciebie, za wytrwanie w łyżwiarskim postanowieniu! Tylko nie czytaj książek w trakcie jazdy ;)
      Pewnie, że miś lepszy, przynajmniej dla mnie ;D
      O przyszłości tych bobasów za mało się myśli.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.