wtorek, 29 marca 2016

Kowno


Co napisać? Sezon tułaczkowy uważam za otwarty. Pierwszy osiągnięty cel - Kowno. Pogoda dopisała, towarzystwo jeszcze bardziej. Trochę ciekawostek udało nam się zobaczyć, a nawet uchwycić fotograficznie. Kilometrów pokonanych: 441,5. Czy coś w tym rodzaju...



Jakie ciekawostki? Zobaczyłam buty, które niesamowicie mi się spodobały. Okazało się, że Ryłko. Widziałam ładny płaszcz. Uszyty w Warszawie. To może słodycze? A na sklepowej półce polskie żelki. Za to dużo mniej produktów rosyjskich. Zabrakło między innymi sosnowej coli, co wcale mnie nie ucieszyło.
Co jeszcze? Pani w kibiniarni nie znała języków. Nie musi być zaraz po polsku, tak nie wymagam. Ale angielski? W lokalu przy głównym deptaku miasta? Nic? Niemiecki i rosyjski też nie. Nasze zamówienie zostało przez nią pomylone, ale postanowiłam nie żywić urazy (bo przez pomylenie za mało jedzenia było, żeby marnować na takie pasożyty).

Skończyły mi się słowa.

Gerai.

Miasta partnerskie, fragment tablicy.

Zmęczony pomnik odpoczywa, dookoła remont.


Lśniący disco but z Polski.

Nie będę Julią wierną na balkonie...





Fiu-fiu-fiu-fiu-fiu-fiu...

12 komentarzy:

  1. Nie będę Julią... uwielbiam Twoje skojarzenia!:-)
    Bardzo fajna wycieczka.
    My otworzymy w najbliższy weekend (mam nadzieję!), tylko tułać się będziemy nieco bliżej domu i rowerami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam nadzieję, że będzie więcej takich wycieczek.
      Z rowerem to jest dobry pomysł. Też wezmę pod uwagę. W sumie nie ważne dokąd, ważne z kim ;)

      Usuń
  2. Tak, sezon otwarty :) Kowno - marzyłam żeby dojechać, ale się nie udało. Może kiedyś (jak wszystko). Ode mnie ze 600 km. Niedaleko :D
    Ja tam lubię jak po angielsku nie gadają. Nawet czasem mnie to wkurza, że ta angielszczyzna wszędzie - człowiek jedzie tysiące kilometrów, żeby nowego języka obcego posuchać, a tam tubylcy: sękju, kenjuhelp? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dojedź kiedyś, warto! :) To był tylko taki mały wypad, w sumie 3 ulice (Giedymina, Aleja Wolności i Wileńska) ale spokojnie można kilka dni tam spędzić.
      Mogą nie gadać po angielsku, tylko niech w sytuacjach okołoobiadowych przejawiają chęć skomunikowania się jakiegokolwiek :) Ale przy tym narodziło się doświadczenie najmłodszej uczestniczce wyprawy, dla której to był pierwszy świadomy zagraniczny wyjazd. Zastanawiała się, jak to jest być gdzieś, iść ulicą i niczego nie rozumieć. Stwierdziła, że ciekawe przeżycie :)

      Usuń
  3. Ale fajna wycieczka! Uwielbiam łazikować:)
    Disco buty bym przygarnęła:)
    Suuuper zdjęcia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza butami disco były jeszcze ciekawe złote, ale ze smoczej skóry, więc nieetycznie wyginięty gatunek tak barbarzyńsko eksploatować. Disco disco ponad wszystko.
      Dzięki :)

      Usuń
  4. To daleko ode mnie, a szkoda. Świetna wycieczka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ode mnie jest daleko w inne, ciekawe miejsca ;)

      Usuń
  5. Buty fajne, ale Ryłko... kiedyś to oznaczało, że fajne ale drogie :D Na początku tak mi się też skojarzyło, potem zaskoczyłam, że szukałaś czegoś bardziej lokalnego. Przy obecnej globalizacji ja już porzuciłam nadzieję na znalezienie rzeczy lokalnych podczas moich podróży. Za to H&Mów jest pod dostatkiem. Smutne.
    Kupiłaś coś poza tym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ryłko faktycznie drogo wychodzi, a do tego dość konkretnie dyskryminują większe stopy, więc bida. Bardzo dużo jest tego, co jest wszędzie.
      Kupiłam jedzenie i kosmetyki. Mam ulubione litewskie odżywki do włosów (Margarita).

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.