sobota, 5 grudnia 2015

Komplikacje w torebce


Nie chciałam nagłaśniać sprawy. To naprawdę nie jest nic ważnego. Ale temat okazał się wydarzeniem o tyle lifesyle'owym, że nie dało się go ominąć. Bo może jednak to interesująca kwestia? (Nie, wcale.)

Od lat (albo od zawsze, trudno powiedzieć, nie pamiętam życia przed) noszę piórnik/kosmetyczkę w torebce. Przy częstotliwości zmieniania torebek, którą praktykuję, taka organizacja najpotrzebniejszych przedmiotów jest naprawdę wartościowym rozwiązaniem. Zdarza mi się w ciągu dnia używać jednej torebki, wieczorem przeprowadzam się do drugiej, a rano następnego dnia najbardziej pasuje trzecia. Noszę ze sobą pół domu, więc przenoszenie wszystkiego pojedynczo byłoby procesem skomplikowanym. Nie mam koncentracji do takich misji.
Mój dotychczasowy piórnik przeterminował się. Był złoty i błyszczący, ale wytarł się, zamek zaczął szwankować. Nie wyglądało to dobrze. Zamiast wziąć się w garść, zajęłam się marudzeniem. Że muszę uszyć, że wymienić, że czas na zmiany... Do akcji wkroczyła Pani Matka. Podarowała mi przepiękny, błękitny, infantylny, cukierkowy, lśniący. A co najważniejsze - pojemny. Idealny!
Przed złotym posługiwałam się piórnikiem pluszowym z mordą buldoga. W życiorys mam wpisane nietutejsze kreacje. Dlaczego? Dużo łatwiej jest coś takiego znaleźć w przepastnej czeluści gigantycznej torebki jednokomorowej (takie zazwyczaj noszę).


Zawartość.

Co znajduje się w moim piórniku?
  • Długopisy, przede wszystkim. Do tego zakreślacz. Często się przydaje.
  • Bibułki matujące, żebym na twarzy nie wyglądała jak córka króla smalcu.
  • Chusteczki higieniczne, które są dobrem z wszech miar uniwersalnym.
  • Chusteczki odświeżające - nie zawsze mam możliwość umyć ręce, kiedy bym chciała.
  • Krem do rąk, szczególnie zimą. Ochrona organu chwytnego zgodnie z zasadami bhp.
  • Tabletki przeciwbólowe, bo mogą się przydać. Nie można sobie pozwalać na chwile słabości.
  • Masło do ust lub wazelina. Artykuł pierwszej potrzeby. Również bhp.
  • Chusteczki do czyszczenia okularów. Lubię mieć wizję niezanieczyszczoną.
  • Taśma klejąca i nożyczki. Bo MacGyver. Czasami również spinacze biurowe.
  • Tusz do rzęs. Nigdy nie zaszkodzi.
  • Kolorowa pomadka. Potrafi uratować życie?
  • Gumka do włosów i wsuwki dają poczucie bezpieczeństwa. W razie czego jestem przygotowana na niezbędne ingerencje we fryzurę.
Idealnym dopełnieniem piórnika jest mój osobisty, najważniejszy kalendarz. Nie mam pamięci do niczego istotnego. Jeszcze tylko portfel (pieniądze, dokumenty, karty, wizytówki, dyspozycje zdrowotne w razie wypadku) i telefon. I jestem podstawowo wyposażona do stawiania czoła rzeczywistości. Mam jeszcze drugi portfel (pugilares raczej, bo starożytny i ogromny) ze zdjęciami (do dokumentów, moim licem w wersji frontowej i półprofilowej), biletami parkingowymi, dokumentami mniej ważnymi, różnymi nieistotnymi rupieciami promocyjnymi.... Ale nie zawsze noszę go przy sobie. W razie wyjazdu zagranicznego posługuję się portfelem nr 3 - na obcą walutę. Bo nie lubię, jak się bełta razem. Ktoś mógłby powiedzieć, że to system rozrośniętej komplikacji, prawdopodobnie miałby rację. Ja się jednak w tym odnajduję.

Jako tło mój stół roboczy, naturalnie ubrudzony farbą, nie do wyczyszczenia.

12 komentarzy:

  1. Kosmetyczka jest słodka. Kobieca torebka powinna stać się tematem jakiejś epopei. Przynajmniej moja. A temat zawsze dla mnie był ciekawy. Od czasu wywiadu z Krystyną Jandą, w którym opowiedziała jak porządkowanie torebki skróciło jej czas przed jakimś przesłuchaniem przestałam się przejmować zawartością mojej. A jest w niej wszystko i jeszcze trochę. Zdarza się, że ktoś ją bierze za bagaż podręczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej torebce, poza niezbędnymi rzeczami, są artykuły, które umożliwiają przeżycie w dżungli. I nawet komunikację, bo jakieś rozmówki obcokrajowe, książka, sto innych rupieci. Ostatnio musiałam dłuuuuugi czas czekać i przeczytałam obszerny esej o zdrowotności ludzkiej z czasu międzywojennego. Kiedyś się zaplątało...

      Usuń
  2. Torebka to bardzo potrzebna rzecz. Własna, prywatna, nikt w niej nie grzebie. Kocham ją. Wrzucam do niej wszystko, co przewija mi się przez ręce, jak do śmietnika. Kiedy nie mogę znaleźć istotnej rzeczy, wtedy ja porządkuję. Zdarzało mi się wszystko wysypać, by dotrzeć do kluczy. Też mam piórniczek ale kupny. Trzymam w nim długopisy i słuchawki.
    Twój piórniczek jest cudowny, nieco zadziorny, ale słodki. A czy ten jest własnoręcznie zrobiony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piórnik nie jest własnoręcznie robiony (100% kupny), ale ja własnoręcznie go dostałam do mojej własnej Mamy, więc coś w tym jest osobistego :)
      Słuchawki! Nawet nie zauważyłam, kiedy przestałam je ze sobą nosić... A to w sumie też przydatne.

      Usuń
  3. Ha! To już wiem dlaczego noszę stale jedną torebkę! Nie mam piórnika i nie chce mi się ciągle przenosić całej zawartości ze wszystkich torebkowych kieszeni i schowków. A piórnik sprawę sprytnie rozwiązuje. Pomyślę nad piórnikiem:)
    A nie nosisz parasolki? Bo mnie ona najwięcej miejsca zajmuje, ale jakoś bez niej nie czuję się w pełni wyposażona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie noszę parasolki z jednej prostej przyczyny - wszystkie te małe, torebkowe, wielokrotnie składane za szybko zużywam. Nie potrafię ich jak człowiek składać i rozkładać, zawsze się połamią, wyłamią... Mam dużą. I jest szalenie nieporęczka. Więc mam dobrą kurtkę przeciwdeszczową na wiosnę, lato oraz wczesną jesień i dobrą kurtkę nieprzemakającą na późną jesień oraz zimę. Parasol tylko w momencie krytycznym.
      Poza tym - jeżeli parasolki nie zniszczyłam, to zgubiłam. Jak rękawiczki. I czapki.

      Usuń
  4. To ja mam bardzo podobnie. Znaczy podobna zawartość i torebka jednokomorowa, w wielokomorowych niczego nie mogę znaleźć... Kiedyś zrobiłam sobie coś piórnikopodobnego na szydełku, ale, żeby coś w nim znaleźć i tak musiałam wyjąć z torebki. No to wygodniej mi jednak grzebać w torebce;-). Stosuję taką nie za dużą (głębokość do połowy przedramienia) i przestałam ją zmieniać, żeby niczego nie przenosić.
    Piórniczek od Mamy jest przesłodki, aż mi to do Ciebie nie pasuje, bo Twój blogowy wizerunek jest nieco inny, ale Mama na pewno wie najlepiej:-). Pozdrowienia dla Was obu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę trudno jest znaleźć dobrą torebkę.
      To jest dopasowanie na zasadzie kontrastu ;) Dziękujemy i pozdrowienia odwzajemniamy!

      Usuń
    2. Ha, ha, Twoja Mama musi mieć fantastyczne poczucie humoru:-)

      Usuń
    3. Takie poczucie humoru to rodzinna tradycja :D

      Usuń
  5. Masło do ust lub pomadka ochronna i chusteczki to u mnie PODSTAWA, chociaż bywa, że ku szybszemu skorzystaniu, trzymam w kieszeni. A chusteczki to i w kieszeni, i w torbie. Piórnik - słodziak infantylny to fakt, ale to taka ciutka dziewczyńskości, przemycona do czasów dorosłych. Zawsze lubiłam sklepy papiernicze i z przyborami biurowymi. Pod pretekstem zakupu ważnych elementów jak papier do drukarki, można pozerkać na takie właśnie piórniczki. Do swojej torebki nie stosuję jednak. Wrzucam jak leci wszystko co trzeba, po powrocie wywalam, by mieć pod ręką. I tak wkoło. Kiedyś miałam w tym temacie pedantyczne zapędy, ale na szczęście poznikały. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje pedantyczne zapędy pojawiają się raz na jakiś czas, ale szybko się rozmywają.
      Sklepy papiernicze i budowlane należą do moich ulubionych. I może jeszcze księgarnie.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.