niedziela, 8 listopada 2015

Imię i nazwisko

Często natykam się na dziwną manierę. Ludzie w zdumiewający sposób zapisują swoje nazwisko poprzedzone imieniem. Pierwsze jest imię. Zaczynają wielką literą. Za imieniem nazwisko, ale tym razem wszystkie literki są małe jak dzieci w przedszkolu. Na przykład:
Marika kartofelska
Nie rozumiem. Może to sprawi, że będę postrzegana jako osoba z nerwicą natręctw, ale ja lubię porządek. Jeżeli coś robisz, rób to konsekwentnie. Albo Marika Kartofelska, albo marika kartofelska (jeżeli już tak kochasz, powiedzmy, postmodernizm, albo czcionka ma brzydkie wielkie litery). Nie wiem, czy chodzi o to, że imię i nazwisko pełnią funkcję zdania. Wtedy powinno być:
Marika kartofelska.
Ale co to zdanie robi, jaką ten równoważnik treść zawiera? Całe życie, całą istotę, psyche? Dla komunikatu musi być odbiorca, nawet Witkac nie wystrzelał słów bez zastanowienia lub celu.
Ja nie rozumiem przekazu. Gdyby kropkę zastąpić znakiem zapytania - może intryga złowiłaby mój umysł. Gdyby był wykrzyknik - czułabym zagrożenie spowodowane nieuzasadnioną ekspancją ciała obcego. Agresję, natarczywość.

A może przykładowa Marika kartofelska lubi swoje imię, utożsamia się z nim, ale nazwiska nie uważa za godne uwagi? Kompleksy? Trauma rodowa? Trudno zgadnąć. Ja uważam, że człowiek powinien szanować siebie, a dowodem tego (między innymi) jest zapisywanie się wielkimi  literami.
To Ja.

Poza tym - szanujmy edukację. To, że możemy się uczyć. Jeszcze lepiej - musimy! To jest szczęście ogromne. Pomyśl o tych wszystkich ludziach, którzy nie mają dostępu (wstępu) do szkół, którzy nie potrafią swojego istnienia wyrazić literami. I następnym razem napisz:
Marika Kartofelska
Bez kropki. Życie nie może kończyć się na nazwisku. Od tego się dopiero zaczyna.

Nie jestem policją językową, każdy zasługuję na jakąś ekspresję. Nawet, jeżeli bywa irytująca. Niech to jednak nie będzie pustka, niechaj czyn poprzedzony będzie powodem. Do tego - żeby dobrze łamać zasady, trzeba je najpierw dobrze poznać i opanować. I być pewnym tego, co się robi.

Pablo Picasso powiedział: Ja nie szukam, ja znajduję.

14 komentarzy:

  1. Też mnie irytuje ta niekonsekwencja, ale jeszcze bardziej włos mi się jeży, gdy dostaję zaproszenie na ślub, a tam moje dane w mianowniku. Albo dzwoni do mnie ktoś i pyta czy rozmawiam z panią Joanną, i tu następuję zjeż włosa, nazwisko w mianowniku, zwykle odpowiadam, że nie. No bo nie, moje nazwisko się odmienia! Jak większość polskich nazwisk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem dokładnie, o co chodzi. "Mamy zaszczyt zaprosić Stefana Burak..." i aż się odechciewa iść. Co to jest?

      Usuń
  2. A mnie do szału doprowadzają zdrobnienia. Jak osoba, powiedzmy, dojrzała nazywa siebie Anulką, Mikusią czy inną niunią, kiedy bierze do rączek drutki (zamiennie druciki) i dzierga z fantastycznej wełenki mięciutki sweterek (dla siebie, rozmiar dorosły) a potem robi temu udziergowi focie na blogaska....Szczególnie denerwuje mnie ten blogasek. Oczywiście przykład z naszej działki, ale zdrobnionka atakują zewsząd...
    Czy tylko ja tak mam?
    pozdrawiam
    Urszula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech będzie niunią, ale nie w sytuacjach oficjalnych. Prywatnie. Wełenka ma uzasadnienie tylko wtedy, jeżeli chodzi o tkaninę. Ale generalnie nadużywanie zdrobnień zasze przypomina mi o pewnej piosence.

      Usuń
  3. Podziwiam Cię za tak wnikliwą analizę przypadku, bo pewnie sama nie zwróciłabym na to uwagi. I może właśnie nie zwróciłam, bo nie przypominam sobie, bym gdzieś się z taką manierą spotkała. Ale to faktycznie niezrozumiały zabieg...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety coraz częściej się z tym spotykam. Różne rzeczy widziałam/czytałam, ale tego chyba najbardziej nie rozumiem.
      :)

      Usuń
  4. W dobie internetu, mało rzeczy mnie dziwi. Tak więc zdrobnienia imion, śmieszne przeinaczenia, czy nazwiska w mianowniku.
    Wszak sama telewizja propaguje chodnikowy język polski w programach, dla młodszych ode mnie, obywateli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już wiem, na czym polega mój problem. Nie oglądam telewizji! :) Nie jestem na bieżąco.
      Dużo jestem w stanie zrozumieć, ale potrzebuję choćby lichego uzasadnienia zjawiska. Zdrobnienia - bo "słodko, cute i ♥♥♥". Śmieszne przeinaczenia - "jestem taka kreatywnie roześmiana, słodka, cute i ♥♥♥". Nazwiska w mianowniku - ludzie boją się odmieniać, bo bez odmieniania brzmi bardziej uczenie. Jednocześnie: to, że rozumiem, nie znaczy, że się z czymś zgadzam.

      Usuń
  5. Hmmm, właściwie to osobiście się nie spotkałam z taką manierą, ale zgodzę się z tym, że w dobie internetu i sms-ów, to już mnie nie nic zdziwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem nietutejsza, mnie wszystko zadziwia ;)

      Usuń
  6. GCzłowiek jest zmęczony samym sobą, i po wysiłku na wielka literę w imieniu już go nie stać na podobny trud rozpoczynający nazwisko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nazwisko traktuje się po macoszemu.

      Usuń
  7. W dokumentach się nie spotkałam z takim przypadkiem. Ale w necie lub smsach to już tak. Ale to chyba niedbalstwo, pośpiech. I olewactwo. Jeśli tak dalej pójdzie, to "polska jezyk bedzie coraz prostsza jezyk" :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam w dokumencie - wydrukowane właśnie tak dziwnie, a do tego podpis ręczny już normalny.

      A taki ładny język...

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.