poniedziałek, 23 listopada 2015

Tornister

I odblask, zwiększający moje cenne bezpieczeństwo.

Do dnia dzisiejszego dysponuję torbą, którą cieszyłam się w przedszkolnym życiu. Mama uszyła mi ją posługując się burdowym wykrojem. Inne dzieci zazdrościły. Zazdrościła nawet młodsza siostra... Ale to opowieść dla wnuków, których jeszcze się nie spodziewam.
Później przyszedł czas na tornistry. Współczesne dzieci mają kolorowe plecaki na kółkach. Ja dźwigałam na plecach skórzany, ciężki tornister godny czołgisty. Bardzo przydatny w razie ataku szkolnego znęcacza. Jak się człowiek dobrze rozmachał, mógł konkretnie zdzielić.
Następne były różne plecaki i torby. Ostatni plecak, z którym kończyłam szkołę średnią, służy mi teraz za bagaż przygodowo-wędrowny. Warto inwestować, warto szanować. Minęło już trochę czasu, ale jego ząb nie nadgryzł ani nitki.

Przechodząc do meritum - tornister wrócił. Dzielna Mama przechowała go w bezpiecznym miejscu. Trochę przybrudzony, zakurzony, wyblakły. Pierwszym krokiem było wyczyszczenie. Później wypastowałam brązową pastą do butów. Wypolerowałam do blasku. I poprawiłam pastą bezbarwną. Tornister jest o tyle dobrze zaprojektowany, że przewiduje przepięcie szelek do formy paska. Dlatego zmienił status ontologiczny. Został torbą.


sobota, 21 listopada 2015

Kreatywność i inspiracja


Zostałam wytypowana do zabawy, dostałam tematy do wyboru. Postanowiłam chociaż krótko się wypowiedzieć.  Sytuacja jest taka, że mimo urody, zdolności i doświadczenia życiowego, a może właśnie dzięki tym czynnikom, cierpię na urodzaj życia pozablogowego, dlatego niedokoncentrowałam się na wypowiedzi tak silnie, jakbym chciała. Niedosyt. Zawsze następuje po nakreśleniu myśli bez pokolorowania ich w odpowiedni sposób. Albo po paczce misiów-żelków. Nie pamiętam już, która opcja dopadła mnie w tym przypadku.

Wybrałam temat nr 2. KREATYWNOŚĆ I INSPIRACJA. Dwa pojęcia które zrobiły karierę w ostatnich latach. Co napawdę oznaczają a do czego się sprowadziły. O ile w ogóle zachodzi rozbieżność...


Nie jest problemem słownikowe stwierdzenie. Bardzo lubię słowniki, kiedyś czytałam nałogowo, ostatnio nie ma w moim życiu miejsca na nałogi. Kreatywność i spokrewniona z nią kreacyjność, silnie wiążą się z tworzeniem. Może dotyczyć wielu dziedzin. Dla mnie kreatywność to owocne myślenie poza szablonem. Inspiracja (tak zwany zapał twórczy) to bodziec, powód, który uruchamia kreatywność. Może pochodzić z zewnątrz, ale można też inspirować się wewnętrznie. Nie wierzę w wenę. Tajemniczego natchnienia, które pojawia się nagle, wyłania z niebytu w chwili niemal mistycznej, potrzebuję do rzeczy, których nie chcę robić. Do sprzątania na przykład... Coś mnie nagle złapie za gardło (kurz?) i mówi: Szmatkę w łapkę i do boju!

Co mnie inspiruje? Wszystko? Oczy otwieram szeroko, słucham, doświadczam. Coraz częściej zdarza mi się pokonywać moje zatwardziałe słabości. Zastanawiam się, czy faktycznie mam podstawy do mówienia "nie", czy tylko dla wygody, jadę na komfortowym biegu, bo boję się prędności? Im bardziej się wypróbujesz, tym lepiej siebie poznasz. Uważaj, bo jeszcze wyjdzie na to, że możesz więcej, potrafisz. Szukanie inspiracji to nie tylko przeglądanie obrazków, to niebezmyślne wystawianie się na różnorodne czynniki. Na muzykę, film, deszcz, relacje międzyludzkie, uczucia, słowa...

Kreatywność polega na szukaniu nieoczywistych rozwiązań. Nie zawsze jest dobra (testy wyboru po prostu irytują, za mało jest na świecie pytań otwartych). Nie zawsze jest drogą na skróty, ale zawsze jest drogą na przełaj.

Percepcja jest subiektywna. Każda kropla na szybie opisuje świat ze swojej perspektywy, pod unikalnym kątem. Nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że li i jedynie moje zdanie jest w tym przypadku słuszne. Określiłam, co kreatywność i inspiracja oznaczają dla mnie. Jak wygląda ogólne wyobrażenie na ten temat? Czasami wydaje mi się, że bardziej odtwórczo niż twórczo. Z drugiej strony - dlaczego mam wymagać od innych czegoś, co zdaje się satysfakcjonować moje aspiracje estetyczno-twórcze? Czy może powinnam w swoim interesie żonglować cytatami autorytetów? Trochę wyrwać z kontekstu, żeby zaokrąglić rogi mojej racji? Rzecz w tym, że nie chodzi o to, by toczyć wojnę o semantykę, prawdziwość przekazu i wyższą jakość życia. Kreatywność powinna dawać wolność, a przynajmniej dowolność. Nie jest też jednoznaczna z geniuszem, nie trzeba zaraz wylatać nad poziomy, do chmur, czy tam nawet wyżej.

A tak naprawdę, nie jestem na tyle społeczna, żeby przebadać zjawisko, wyciągnąć wnioski i zrozumieć, co się dzieje w narodzie. Lubię być wolnym elektronem. Lubię też robić zdjęcia, kiedy zobaczę coś ciekawego, do czego chciałabym w przyszłości wrócić. Kolekcjonuję. Szczegół codzienności potrafi zaskoczyć.




PS. To nie są siwe włosy! To włosy mądrości.

Nie wymyśliłam swoich tematów, nie nominowałam nikogo. Aż tak kreatywna nie jestem. Śni mi się ostatnio alternatywna historia mojej rodziny, to bardzo wyczerpuje potencjał.

czwartek, 12 listopada 2015

Hałas kolorów


Rozświetlenie egzystencji. Dostałam trochę drewnianych, kolorowych korali, zastanawiałam się, jak je wykorzystać. Pierwszym pomysłem była ozdoba lśniąca i kolorowa. Tęcza to zjawisko charakterystyczne dla wiosny, majowych i czerwcowych burz. Taka ekspresja potrzebna jest jesienią. Dla przypomnienia, dla energii.
Później dwie kolorystycznie zorientowane w mniej więcej jednoznacznym kierunku. Bardziej bogate w formie. Z drewnem można, drewno nie jest ciężkie.
Listopad jest trudny. Kumulują się wszystkie czynniki przeciwświetlne. Naturalnego prawie nie ma, sztucznym zadowalającym nie dysponuję. Życie nie jest łatwe.
Podczas składania tematu, słuchałam piosenki. Trudno mi było utrzymać reprezentacyjną ekspresję twarzy z tego powodu. Nie da się nie podśpiewywać.



wtorek, 10 listopada 2015

Pigwy z miodem


Człowiek idzie kupić kawę. Wychodzi ze sklepu z kawą, psimi smakołykami i trzema ogromnymi pigwami.
W tym roku pigwowiec odmówił współpracy, więc nie udało się przygotować specyfiku słodko-kwaśnego do herbaty. Aż tu nagle, niespodziewanie, pigwy wielkości pięści Arnolda Terminatora. I jeden cel.
Ciekawostka:
W tej właśnie chwili, kiedy to piszę, jamnik Gustlik śpi obok i szczeka przez sen.
Owoce umyłam, obrałam (skórka jest dość twarda) i pokroiłam na pół, na cztery, na osiem. Jeden ósme pocięłam poprzecznie na plastry średniej grubości. Wsypałam do garnka, doprawiłam miodem. Wygotowałam witaminy i wartości prozdrowotne. Nieduży ogień, dużo czasu, systematyczne mieszanie. Powstała złota, słoneczna maź o wyraźnych znamionach kawałków owoców. Na gorąco zapakowałam do słoiczków, zakręciłam.  Zassało się przy stygnięciu. Gotowe!

Nadal nie wiem, czy to konfitura, czy marmolada, czy coś jeszcze innego. Marmoladka, bo taka niedokonana i niepewna. Wyszło kwaskowato i słodko. Bardzo słoneczny smak.




niedziela, 8 listopada 2015

Imię i nazwisko

Często natykam się na dziwną manierę. Ludzie w zdumiewający sposób zapisują swoje nazwisko poprzedzone imieniem. Pierwsze jest imię. Zaczynają wielką literą. Za imieniem nazwisko, ale tym razem wszystkie literki są małe jak dzieci w przedszkolu. Na przykład:
Marika kartofelska
Nie rozumiem. Może to sprawi, że będę postrzegana jako osoba z nerwicą natręctw, ale ja lubię porządek. Jeżeli coś robisz, rób to konsekwentnie. Albo Marika Kartofelska, albo marika kartofelska (jeżeli już tak kochasz, powiedzmy, postmodernizm, albo czcionka ma brzydkie wielkie litery). Nie wiem, czy chodzi o to, że imię i nazwisko pełnią funkcję zdania. Wtedy powinno być:
Marika kartofelska.
Ale co to zdanie robi, jaką ten równoważnik treść zawiera? Całe życie, całą istotę, psyche? Dla komunikatu musi być odbiorca, nawet Witkac nie wystrzelał słów bez zastanowienia lub celu.
Ja nie rozumiem przekazu. Gdyby kropkę zastąpić znakiem zapytania - może intryga złowiłaby mój umysł. Gdyby był wykrzyknik - czułabym zagrożenie spowodowane nieuzasadnioną ekspancją ciała obcego. Agresję, natarczywość.

A może przykładowa Marika kartofelska lubi swoje imię, utożsamia się z nim, ale nazwiska nie uważa za godne uwagi? Kompleksy? Trauma rodowa? Trudno zgadnąć. Ja uważam, że człowiek powinien szanować siebie, a dowodem tego (między innymi) jest zapisywanie się wielkimi  literami.
To Ja.

Poza tym - szanujmy edukację. To, że możemy się uczyć. Jeszcze lepiej - musimy! To jest szczęście ogromne. Pomyśl o tych wszystkich ludziach, którzy nie mają dostępu (wstępu) do szkół, którzy nie potrafią swojego istnienia wyrazić literami. I następnym razem napisz:
Marika Kartofelska
Bez kropki. Życie nie może kończyć się na nazwisku. Od tego się dopiero zaczyna.

Nie jestem policją językową, każdy zasługuję na jakąś ekspresję. Nawet, jeżeli bywa irytująca. Niech to jednak nie będzie pustka, niechaj czyn poprzedzony będzie powodem. Do tego - żeby dobrze łamać zasady, trzeba je najpierw dobrze poznać i opanować. I być pewnym tego, co się robi.

Pablo Picasso powiedział: Ja nie szukam, ja znajduję.

piątek, 6 listopada 2015

W powiększeniu 3


Trzecia część podróży przez pory roku. Było lato, była złota jesień, zaczęła się jesień mglista. Jeszcze kilka kwiatków odważnie trzyma głowy w górze, ale większość przekwitła, uległa mumifikacji. Mgła znacznie ograniczyła głębię przestrzeni, ale w tym wypadku to tylko dodatkowa zaleta - tajemnicze tło dla uschniętych roślin.
Dwa ostatnie zdjęcia zdecydowanie spoza ogródka, ale powiązane tematycznie, co jest powodem ich pojawienia się.






niedziela, 1 listopada 2015

Nes diena, kai tu gimei - lijo, lijo, lijo



Wydarzenie:
Konkurs Chopinowski. Uzależniający. Muzyka, dla której chce się siedzieć do późnych godzin i słuchać. Chopin nie jest moim ulubionym kompozytorem, Konkurs nie jest moim ulubionym konkursem. Mimo wszystko trudno się nie wciagnąć. Jestem zadowolona z wyników, chociaż moje wymarzone wyglądały inaczej. W przyszłym roku Wieniawski.

Książka:
Wojciech Eichelberger, "Kobieta bez winy i wstydu". Generalnie zacna koncepcja, ale nie czytało się łatwo. Ja jestem człowiek prosty, nie potrzebuję wywodów o Matkach Ziemiach, legendarnego mistycyzmu i pocieszenia w stylu "kobiety, kiedyś byłyście ważne". Dużo jest tam jednak ciekawostek oraz wartościowych informacji skłaniających do refleksji. Z niektórymi kwestiami się zgadzam, niektóre są dla mnie zbyt wydumane i na siłę, ale nie jestem psychologiem ani psychoterapeutą, więc prawdopodobnie się nie znam, albo jeszcze gorzej - żyję w zaprzeczeniu.. Z drugiej strony, jedną z ulubionych książek Eichelbergera jest podobno "Winnetou", co nieco podkopuje jego autorytet.

Film:
"Kamerdyner". Bardzo silne rozpoczęcie, ciekawe rozwinięcie, akcja, że chce się oglądać, a koniec jakiś taki nie za bardzo. Ale to dobry film. Porządny. Zaskoczyła mnie Oprah Winfrey. Nie spodziewałam się po niej aż tyle talentu. Jakoś umknęła mi jej kariera aktorska.
"Belle". W końcu udało mi się zobaczyć, a planowałam od dawna. Trochę sentymentalnie poprowadzony, lekki lukier i romantycznie fabularyzowany. Historia nosi jednak znamiona prawdziwości. O czarnoskórej, angielskiej arystokratce. I z tej strony wyrażam mój wniosek, do którego już jakiś czas temu doszłam - bohaterka była tak samo czarno- jak białoskóra. Ojcem był przecież szlachetny pan angielski lord. Nawet bardziej była biała, bo wychowana została przez rodzinę ojca, w Hampstead (dzisiaj dzielnica Londynu). Przy okazji ciekawie pokazany jest status kobiety, nawet zamożnej. Nadal aktualne zabobony o wychodzeniu za mąż, czy półgłowkowatości płci tzw. pięknej.

Kosmetyki:
Zmotywowana wcześniejszymi przygodami, tym razem postawiłam na mniej inwazyjny sposób farbowania włosów. Wybór padł na łatwą w zastosowaniu naturalną farbę i odżywkę w kolorze brązowym. Kolor wypadł całkiem przyjaźnie, zgodnie z oczekiwaniami. Jest nawet dość trwały (tyle-o-ile). Ale głownie na tej części włosów, która zaznała wcześniej chemicznego barwienia. Odrosty złapało słabiej. Ogólnie jestem zadowolona. Następnym razem wypróbuję jednak dzieło innego producenta. Bo mam taką możliwość. Jako odżywka produkt spisał się bardzo dobrze. Włosy zalśniły, zmężniały i są mniejszym utrapieniem niż przed zabiegiem. Skóra głowy nie ucierpiała ani trochę. Hurra!
A teraz będzie już tylko zachwyt. We wrześniu wyłudziłam Lip Seduction Lipstick, sztuk dwie. Siostra nie była z nich zadowolona, a ja stwierdziłam, że kolory bardzo odpowiadają moim upodobaniom. Kolory nr 02 i 05. 02 jest bardziej neutralny, 05 mówi głośniej. Działają bez  zarzutów, nie wysuszają, są trwałe, ładnie się nakładają i nie marzą. Do tej pory nie praktykowałam zbyt często używek tego typu, ale te zmieniły moje życie. W sumie nie od dziś wiadomo, że czeska myśl kolorystyczna stoi na wysokim poziomie.

Ogłoszenie specjalne:
Serdecznie dziękuję za wszystkie dzienniki podróży, które dostałam. Mam  już chyba zapas tomów na całe życie. Z chęcią przyjmę każdą dotację na podróże. W tym roku nie planuję wyjazdów, ale od stycznia mogę poświęcić każdy dzień na włóczęgę choćby dookoła świata.

6 nowiutkich dzienników czekających na zapisanie. Dzięki! :)





Superksiężyc z końca września.

Girls just want to have fun, czy coś w tym rodzaju.



Piosenka dla października: