wtorek, 1 września 2015

When August winds are turning


Sierpień to bez wątpienia mój ulubiony miesiąc w całym roku.  W tym roku może pogoda (czytaj: susza) nie do końca wymarzona, ale zawsze mogło być gorzej (mogło?).
Czy zdarzyło się coś, co zmieniło moje życie? Tak. Przypomniałam sobie, że potrafię grać w siatkówkę. Ostatnio dla towarzystwa, wsparcia i motywacji zaangażowałam się w dietę (ubyło mi 0,5kg, ale to dopiero początek). Nie spodziewam się spektakularnych efektów, ale może pozytywne nawyki zakorzenią się na dłużej.
Trochę myślałam o życiu (jako pojęciu ogólnym i szczególnym). Po wielu próbach i błędach odkryłam optymalny sposób na ułożenie grzywki. Wróciłam do farbowania włosów (po półrocznej przerwie).

Piosenka tytułowa: Sting - August Winds

Do czytania: Wolne lektury. W końcu zabrałam się za "Piekło kobiet" Tadeusza Boya-Żeleńskiego. W związku z wizytą w księgarni rzuciłam się też na "500 zdań polskich" Jerzego Bralczyka. Planuję też zrobić porządek wśród posiadanych tomów różnych różności i zezłomować bezużyteczne książki. Może niektórym wydać się to barbarzyństwem, ale bardziej cenię pustą przestrzeń.

Film: Jaki jest nasz ulubiony aktor? Jeff Bridges. W związku z tym postanowiłam zobaczyć "Rok pod psem". Całkiem dobrze się ogląda, wszystko nieźle, ale dlaczego takie nagłe zakończenie? Nie jest rewelacyjnie, ale w sumie warto zobaczyć.

Ominęło mnie trochę imprez cyklicznych, przez kontuzję kręgosłupa na początku miesiąca bardzo pobieżnie zetknęłam się z 38 Międzynarodowym Jarmarkiem Folkloru w Węgorzewie. Upały skutecznie wypędziły mi z głowie myśl o rozrywkowej podróży do Suwałk, ale z tego, co wiem, Suwałki są gdzie były, wiem jak je znaleźć. Ważniejsze jest to, że w sierpniu zdarzyło się sporo okazji do spotkań z przyjacielskimi ludźmi (niektórych z nich spotykam na żywo sporadycznie). Czas jest zdradliwy, nie zawsze można pozwolić sobie na normalne, charakterystyczne (zdawałoby się) dla człowieka pogadanie. I to dobry pretekst, żeby wyjść z domu. Owszem, można się pomumifikować we własnym zaciszu, trzeba czasami, ale nie przesadzajmy z niczym.

Bardzo udany, nieprzewidziany spacer.

Kultura mieszana, czyli babka kartoflana tikka masala.

Upiekłam w związku z zaplanowanymi gośćmi. TUTAJ przepis.

Na węgorzewski Jarmark Folkloru

Zakup miesiąca - jajka na sól i pieprz.

6 komentarzy:

  1. Przypomniałaś mi o babce ziemniaczanej. Pycha. Musze to zrobić w najbliższych dniach.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, z całego sierpnia ta babka ziemniaczana najgłośniej do mnie przemówiła:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, w Węgorzewie nas nie było już dobre kilka lat! Warto by nadrobić tę zaległość, przykładowo w kolejnym sezonie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim osobistym zdaniem Węgorzewo nie jest bardzo ciekawym miejscem. Nie wiem, czy jest co nadrabiać.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.