wtorek, 8 września 2015

Silginy


To będzie wyprawa w trzech odcinkach. Kolejne polowanie na pałace. Tym razem bardziej owocne. W przeciwieństwie do poprzedniej (TU i TUTAJ), nie czuję się oszukana. Zobaczyłam to, czego się spodziewałam (mniej więcej), nie było problemów ze znalezieniem nieruchomości.

Wyznaczam trasę, żeby nie kręcić się bez sensu po terenie. Dla ułatwienia na mapie zaznaczyłam najbardziej sensowne miejsce startowe. A jeżeli chodzi o zakończenie wyprawy - jest skrót, którego mapy googlowskie nie przewidują. O tej drodze napiszę w następnym odcinku. Dzisiaj pałac w Silginach.



Można powiedzieć, że wyprawa rozpoczęła się w Barcianach. Droga na północ prowadzi w stronę granicy państwowej, ale tym razem Michałkowo nikogo nie obchodziło. Kurs zmienił się za Rutą. W lewo na Frączkowo, Skandawę i docelowe Silginy.

Ciekawostka:
We Frączkowie rośnie dąb szypułkowy będący pomnikiem przyrody. W momencie wciągnięcia go na listę zabytków florystycznych (rok 1994), obwód drzewa wynosił 670 centymetrów.
Krajobraz za Barcianami

Skandawa (prawdopodobnie). Spichlerz, czy coś... ;)

Jedziemy, jedziemy, droga nie taka najgorsza, da się żyć. Zgodnie z przeprowadzonym dochodzeniem, w Siglinach przejeżdżamy przez mostek, parę metrów dalej znajdujemy miejsce do zaparkowania i rodzi się rozmowa:
- To co? Szukamy ruin.
- Ciekawe, czy znajdziemy... - wzdycham na wspomnienie błąkania się po zdziczałym parku w Arklitach. Wyglądam przez okno, by okiem rzucić na gęsty drzewostan. Między dębami zauważam pałacowe mury.

Zanim wysiadłam z samochodu... Może niekoniecznie dobrze widać, ale widać.

Na początku byli krzyżacy. Jak to mieli w zwyczaju, obsadzili we wsi rycerza, prawdopodobnie Prusa z krwi i kości, który jednak nie nazywał się Bolesław, ale Swilge (jak podaje znaczna większość źródeł). Stąd też nazwa miejscowości. Tysiąc pięćset przeskształceń później osiągnęła formę Silginnen/Sillginnen, a po przejęciu ziem w ramach odzyskania, spolszczono ją na Silginy.
Neoklasycystyczny pałac jest kreacją dość nową. Kamień narożny mówi 1843, ale jako datę powstania podaje się 1836 rok (tak mówią Garncowie w "Pałacach i dworach dawnych Prus Wschodnich", powtarza to Wikipedia, a Tomasz Sowiński w "Tajemnicach Warmii i Mazur" nie zaprzecza). Osobą odpowiedzialną za budowę była żona arklickiego Egloffsteina, Annette von Viereck (emerytowana dama dworu królowej Luizy Pruskiej). Przez rodzinę dalszą, bliższą, różną, stała się właścicielką majątku (ona, nie mąż, a niby dawne dzieje zacofane, a kobiety bez praw głównie w Anglii). Po jej śmierci pałac przeszedł w ręce krewnych, nie działo się nic nadzwyczajnego. Ziemie sprzedano, pałac został rodzinie von Kalckstein. Po krótkotrwałych perturbacjach własnościowych, partia NSDAP przekształciła go w ośrodek szkolenia młodzieży. W 1937 Hitlerjugend ustąpiło miejsca domowi starców (przeniesionemu z pobliskiego miasta - Gerdauen (dziś Żeleznodorożnyj w Rosji). W styczniu 1945 Armia Czerwona przejęła budynek. Utworzono tymczasowy szpital. Po wojnie istniał tu ośrodek kolonijny dla dzieci, a później utworzono mieszkania dla pracowników państwowego gospodarstwa rolnego. Na początku lat 90. XX wieku pałac zakupiła dziwna fundacja. Niby jakiś remont, niby coś, plany stworzenia Domu Przyjaźni Polsko-Niemieckiej... Plotka głosi, że chodziło o wydobycie skarbu. Kiedy władze fundacji osiągnęły już, co zamierzały (był gdzieś w piwnicy ukryty, zamurowany), po przyjaźni, remoncie i samej fundacji, nie zostało ani śladu.







Przekrój wewnętrzny.


Od frontu.

Uwaga! Interesujący detal architektoniczny!
Półkolisty ryzalit, czyli "występ z lica elewacji", w tym przypadku umiejscowiony z boku. Taka jakby narośl na bryle budynku, ale nie oszpecająca, bo w zamiarze i rzeczywistości dodająca uroku. Ożywia budowlę, powiększa metraż, a do tego ładnie musiało to wyglądać, kiedy park i ogród jeszcze istaniały w formie okiełznanej. Na piętrze znajdował się balkon otoczony żeliwną balustradą. I okna z wyobraźnią - od zewnątrz zachowujące półkolistośc, ale od środka "normalne". Specjalistyczna robota.
Dzisiaj na schodach rośnie drzewko, elementy możliwe do rozszabrowania zniknęły, a całość zawali się niedługo w niezbyt spektakularny sposób.

Pozdrowienia dla Pani W Niebieskim! :*




8 komentarzy:

  1. Widowiskowe ruiny... w czasach świetności to musiał być piękny pałac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie udało mi się znaleźć zdjęcia z "epoki", jest tylko ilustracja. Ale po ruinach widać, jaki okazały był ten pałac. Do tego park nad rzeczką, liczne zabudowania gospodarcze. Działo się.

      Usuń
  2. Interesująca wycieczka. Czekam na następne opowieści, ponieważ sama na taką wycieczkę z różnych powodów wybrać się nie mogę. Jestem Ci ogromnie wdzięczna za to, że chce Ci się to też opisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro będzie druga część, a jeżeli zdążę z opisem, to w sobotę ostatnia. Dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  3. Jejku, żal serce ściska, że pozwolono pałacowi na taki upadek :( Powinno być jak na Dolnym Śląsku – kupujesz, nie remontujesz → odbierają ci i nara. W ogóle Prusy Wschodnie to cmentarzysko pięknych niegdyś pałaców, dworków i innych szlachackich/junkierskich obejść. Żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To skomplikowane. Tak naprawdę, każdy pałac, który silnie zaniedbano w latach 90. nie nadaje się już do niczego. Zburzyć i zaorać, bo fabryka grzybów, mchu i paproci. Nikomu się nie opłaci remontowanie. Poza tym jest problem z ochroną zabytków. Nie jest łatwo uporać się z biurokracją, remont "z epoki" to kolejny koszt. Poza tym Mazury są obecnie końcem świata, a te pałace nie leżą nawet przy atrakcyjnych, jeziornych terenach. A nawet jeśli (Sztynort, Sztynort, Sztynort, na, na, na...), patrz powód pierwszy i drugi. Kupić to jedno, wyremontować drugie, ale problemem jest też utrzymanie. Centrum konferencyjne? Hotel? Do tego potrzebna jest też infrastruktura, dojazd jakiś. Do Silgin nieźle nas wytrzęsło i trzeba było użyć koncentracji, żeby trafić.
      Drogosze na początku kupił nieremontujący, zalegający z opłatami biznesmen. Odebrano mu. Kupili następni. Wycięli trochę drzew, coś tam zrównali, rozebrali parkiety, połatali kilka dziur. Koniec. Chętnie sprzedadzą, ale kto kupi?

      Usuń
    2. Witam,super zdjęcia! Fajnie,że Ktoś wreszcie wstawił nowe zdjęcia tego niegdyś pięknego pałacu.Jeszcze niedawno pałac był oferowany do sprzedaży przez Dolana Nieruchomości za śmieszne pieniądze.
      pozdrawiam

      Usuń
    3. Może jeszcze wczesną wiosną uda mi się tam wybrać. Drzewa byłby bez liści i łatwiej ogarnąć fotograficznie całą bryłę budynku.
      :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.