sobota, 19 września 2015

Okowizna


Czasami z niezbyt udanego dnia wykrzesa się zdarzenie, które zmienia sytuację. Nie będę się wgłębiać w negatywne szczegóły (można je obrazowo określić jako odpad powstający przy hodowli zwierząt, który bywa stosowany jako użyźniacz gleby). Nie chcę marudzić, bo na dzień dzisiejszy sprawa jest już nieaktualna. Nawet nie zacytuję klasyka.
Promieniem jasności było okrążenie kolejnego obiektu historycznego. Nieplanowane, przypadkowe, z biegu i trochę w biegu. Ale zaczęło się od sarniaka, który przebiegł nam drogę.
Nie wszystkie zdjęcia zrobiłam ja, ale dla niepoznaki nie zaznaczę obcych. Takie wytycznie dostałam.


Okowizna, czyli niemieckie Numeiten, to niewielka miejscowość znajdująca się na trasie miedzy Harszem (większą miejscowością) i Ogonkami (również większą miejscowością).




Nie znalazłam licznych ciekawostek na temat obiektu, znalazłam za to zdjęcie przedwojenne. To była piękna siedziba. Pałac wybudowano w 1918 roku, w miejscu budynku zniszczonego na skutek działań wojennych w roku 1915. Neobarokowy, ale bez zbytniego, architektonicznego szaleństwa. Mój ulubiony, mansardowy dach. I uwaga, nowe słowo: lukarna. W tym przypadku powiekowa. Jest to okno w dachu stworzone w celu udostępnienia światła strychowi. Od frontu podjazd, schody, drzwi z ciekawym okuciem. Od ogrodu był kiedyś murowany ganek. Pałac remontowany parę lat temu, obecnie w stanie rozkładu. Dojdziemy do tej części historii, nie będzie happy endu.
Na miejscu pojawił się pan z psem (bardzo ładny owczarek, a do tego grzeczny i towarzyski). Objaśnił, że wewnątrz trwa właśnie uczta grzybów, wszystko się wali i nie nadaje do niczego. Poza tym opowiedział o niemieckich turystach, którzy ukradli klamkę od drzwi frontowych. Na pamiątkę.
Co wstrzymało remont? Właściciel planował otworzyć pensjonat, wszystko zapowiadało się pięknie, zaczął wymieniać okna, naprawiać dach... W połowie listopada 2002 roku Centralne Biuro Śledcze zatrzymało byłego wicewojewodę łódzkiego. Po więcej szczegółów: tutaj albo tutaj.


Przed II wojną światową posiadłość słynęła z hodowli koni gorącokrwistych oraz bydła. Na przełomie XIX i XX wieku przeszła z rąk rodziny Ziehe do rodziny Hagen. W roku 1932 Benno Hagen (który wybudował obecny pałac), weteran spod Verdun, posiadał w Numeiten około 100 koni, 180 sztuk bydła, w tym 60 krów i 20 świń. Był stowarzyszonym hodowcą koni.
W czasie wojny stacjonował tu oddział popleczników Ribbentropa.
Po wojnie funkcjonowały tu biura i mieszkania pracowników państwowego gospodarstwa rolnego, sklep oraz przedszkole. W 1998 budynek z przyległościami kupił wspomniany już biznesmen-polityk.
Na uwagę zasługuje również (zaniedbany) park z różnorodnym drzewostanem. Ten, kto sadził te klony, jawory, dęby, świerki wiedział, co robi.

Elewacja frontowa.


Przyjazny pies.


Elewacja ogrodowa.


Nie wiem, czy jest z czego się tak cieszyć...




15 komentarzy:

  1. ech... wielka szkoda, że obiekt nie został pensjonatem...
    psisko cudne! nawozowych dni u mnie nie brakowało ostatnio też, aczkolwiek tłumaczę se, że bez nawozu nie urośłoby takie ładne ;-)
    uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że szkoda, ale na to raczej nie mamy wpływu :) Dlatego postanowiłam zobaczyć ten niedoszły pensjonat jeszcze przed całkowitym zruinowaniem.
      Wszystko zależy, jak się na ten nawóz patrzy :)

      Usuń
  2. Szkoda wielka tego miejsca, tym bardziej, że dach nowy, widać, ze ktoś chciał to podnieść z ruiny. Skoro ukradli klamkę to i pewnie te dachówki rozkradną, aż mi się smutno zrobiło. W mojej okolicy też jest sporo takich obiektów i rzadko który dożywa rozkwitu, zwykle inwestor idzie z torbami bo mu inspektoraty wszelakie takie dopusty nakładają, że się nie da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co słyszałam (i widziałam) dach nie został skończony, na oknach osiedliły się glony (czy tam inne porosty), więc tak naprawdę to zmarnowana inwestycja. Też znam kilka budynków, które doczekały rozkwitu, ale jednak statystyka jest smutna. Bywa naprawdę różnie.
      Następnym razem postaram się znaleźć jakiś pozytywny przykład zagospodarowania terenu pałacowego :)

      Usuń
  3. Jak patrzę na zachmurzone miasto pełne bloków za oknem, to stwierdzam jedno chciałbym być na Twoim miejscu :) Magiczne miejsce i do tego tyle zieleni :) Dziękuję za podróż w wyobraźni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo :) Mimo zruinowania, na otoczenie miło się patrzy :)

      Usuń
  4. A byłby taki ładny pensjonat....
    Choć nie wiem dlaczego żałuję, pewnie i tak nie byłoby mnie stać, by się w nim zatrzymać, bo że się kiedyś wybiorę w te tereny to pewne;-) Jak już otworzą tę rowerową autostradę, to mam plan, by przyjechać rowerem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli nie byłoby nas stać, to chociaż można by było z daleka popatrzeć na coś ładnego :) Ścieżki się rozbudowują cały czas, całkiem nieźle to wygląda. W przyszłym roku infrastruktura powinna już zdumiewać :D

      Usuń
  5. Zawsze mi żal takich budynków. Historyczne budowle są takie piękne, teraz już się takich nie robi. Zamiast to remontować i zachowywać jako dziedzictwo, to patrzy się jak z roku na rok przekształca się w coraz większą ruinę. Może ktoś jeszcze tchnie tam nowe życie, potencjał ma wspaniały,,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam niedawno na muzealnej prezentacji w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa i tytuł brzmiał: "Pałace i Dwory Prus Wschodnich – dziedzictwo powtórnie utracone?". To wszystko jeszcze niedawno (pamiętam z dzieciństwa) funkcjonowało, cegła trzymała się cegły, była szansa na przywrócenie świetności. Niejednokrotnie brak funduszy, chętnych, różnego rodzaju inne przeciwności i katastrofy, pozwoliły tej historii obrócić się w ruinę.

      Usuń
  6. O kule, taki fajniuchny budynek i marnieje. Cegła, to to by przetrzmało jeszcze ze 100 lat, nie szajs jak "wielka płyta".

    Żeby chociaż jacyś filmowcy tam serial chcieli kręcić, taki wiesz "Hagen Famile", jak kiedyś "Złotopolscy". Ehh. Cisza i ruina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet film by się nadał. Jegławki dostały "Wenecję" Kolskiego, a teraz są w porządnym remoncie. Ten jest wygnity od środka. Na zdjęciach nie udało się uchwycić, ale stropy podtrzymywane są przez las belek i rusztowań. Tylko wierzch się trzyma, w środku już robak i grzyb toczą.

      Usuń
  7. Podążam za Tobą, śladem Twoich wędrówek, aż sama w realu trafiłam w podobnie miejsce tu u nas, w Małopolsce. Bo tu też dużo takich strachów, łącznie z tym u mnie w miejscowości. Dużo za dużo, niestety ciągły "brak funduszy" w naszych gminach, władzach, a raczej brak zaradności dawnych i obecnych włodarzy, nie pozwala być optymistą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie planuję kolejną wyprawę. Jeśli się poszuka, takich miejsc jest przerażająco dużo. I tak jak piszesz, nikt nie ma pieniędzy na inwestowanie w te budynki. Chociaż zdarzają się pozytywne przykłady zagospodarowania. Prawdziwe perły wśród gór ogólnego gruzu.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.