środa, 12 sierpnia 2015

Zapomniane słowa

Wspaniałe tło w postaci mojego brzydkiego stolika roboczego.

I książka. "Zapomniane słowa" pod redakcją Magdaleny Budzińskiej.

To świetny pomysł. Osiemdziesiąt osiem osób, o ile nie przegrzał mi się mózg i policzyłam zgodnie z rzeczywistością, pisze o słowach, zjawiskach konwersacyjnych, zwrotach, i nawet obelgach, które powoli odchodzą do lamusa, albo już obrosły kurzem w jakimś kącie. A przecież sam lamus nie jest już tym, co pierwotne zamierzenie przewidywało. Jest Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Wojciech Młynarski, Jan Miodek, Maja Komorowska i wiele innych ciekawych nazwisk. Niektórzy piszą zgrabnie i lekko, czyta się łatwo, przyjemnie, z uśmieszkiem zadowolenia na twarzy. Inni... hmm.

Świetne słowa (w większości świetne). Przejmuję czuczeło, łapserdak nigdy nie wyszedł u mnie z użycia, i w końcu wiem, czym się różni kobiałka od łubianki. Wiedza praktyczna.

Klik! by powiększyć i zapoznać się z całym spisem treści.

Tak naprawdę moją uwagę zwróciła okładka. Nie ocenia się po tym książki, ale jeśli coś się rzuci w oczy, człowiek zaintryguje się, to wiadomo, że element zaskoczenia i mózg estetycznie otumaniony. Tom tak jest ładny, że chce się go przy sobie nosić jako akcesorium fashionisty. Taka jestem modna i stylowa, a do tego mam książkę... W różnym świetle wygląda różnie. Na półce też się prezentuje. Udane połączenie formy z treścią. Prima sort.

Gdybym ja miała napisać o moim ulubionym słowie, które powoli odchodzi w zapomnienie, miałabym problem. Książka udostępnia miejsce do notatek własnych, na końcu są dwie strony przeznaczone do tego celu.
Brakuje mi na przykład korsarzy, których piraci wyparli już prawie całkowicie. Korsarz jest bardziej elegancki. Pirat raczej nie dba o higienę osobistą.
I prawdziwych ekspedietnów prawie już nie ma. Nie mogę dopatrzeć się łacińskiego znaczenia we współczesnych sprzedawcach, którzy nijak nie są użyteczni. Najczęściej na uprzejme pytanie "W czym mogę pomóc?" odpowiadam automatycznie "Dziękuję, nie trzeba", bo jeśli nawet nie wiem, co robię, to wolę zrobić to sama. Dziwna nachalność, która nie zostawia miejsca na moje własne refleksje oraz potrzeby, zniechęca do korzystania z oferowanego doradztwa. Nie jestem ekspensywna. Nie reflektuję na każdą jedną rzecz.
Jest jeszcze tuzganie, burlanie i cała masa innych regionalizmów przekazywanych w rodzinie z pokolenia na pokolenie.

8 komentarzy:

  1. Pamiętam chyba na wiosnę taką akcję w jakiejś stacji radiowej - słyszałam po drodze z pracy:-) To pewnie ta akcja znalazla finał w postaci ksiażki. Szalenie mi sie podoba i na pewno też nie przeszłabym obojętnie obok takiej pozycji.
    Facecje pamiętam z Nad Niemnem z wypowiedzi Benedykta Korczyńskiego - bardzo ładnie brzmiące słowo:-). Miglanc - tak mówiła babcia o moich chłopakach;-), łapserdak też miły dla ucha... Oj, zapisuję na listę najbliższych zakupów w księgarni:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka jest teraz do dostania w promocyjnej cenie. Niby nic, ale zawsze coś.
      Po przeczytaniu stwierdziłam, że to wstyd, żeby brakowało słów do nazwania czegokolwiek. One są, tylko zapomniane.

      Usuń
  2. ja bardzo lubię absztyfikanta, który koniecznie musi być filuterny ;-) mają to w mobi? :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I afekt! Do absztyfikanta pasuje. Wszystko mają :)

      Usuń
  3. Książkę chętnie bym przeczyatała.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaintrygowałaś mnie tą książką. Nazwiska, które wymieniłaś przyciągają :) Na pewno sięgnę po nią :) Dzięki. Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze względu na różnorodność, bardzo dobrze się czyta :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.