środa, 26 sierpnia 2015

Przygoda! część 2

Gałęzie historycznego drzewa.

Pierwsza część TUTAJ. Nadal podtrzymuję, że nie stosuję poprawnych terminów, więc dosłowne cytowanie mnie nie jest dobrym pomysłem. Przyjamniej w wykształconym towarzystwie.

Jedziemy dalej!
Mijamy Mołtajny, czyli Molteinen. Tu też znajdziemy ślady rodu von Schliebenów. W kościele (niegdyś ruinistyczny, dzisiaj wyremontowany) znaleźć można podobno płytę nagrobną z ich herbem. Nie wiem, nie widziałam. Interesowały mnie Arklity! Ja byłam kaowcem tej wycieczki, więc mogłam wybierać cele.

Ciekawostka - na Jeziorze Arklickim znajduje się wyspa, która zawiera cmentarzysko Bartów. Tak słyszałam.

Mój dziennik podróży zawiera wpis:
11:53 Arklity. Będziemy szukać ruin.
Później: Nie z tej strony. Las jest ładny, nawet historyczne drzewa, ale ruin nie widać.
Później: Ruiny nieosiągalne. Leśnia dzikowizna albo ogrodzenia.

Poszukiwania...

To był kiedyś pałacowy park.

Pałac wybudowano w latach 1780-1782. Inicjatorem tego przedsięwzięcia był generał Albrecht Dietrich Gottfried von und zu Egloffstein, gubernator Królewca we własnej osobie. Naprawdę architektonicznie zaszalał, ale co z tego, skoro wszystko poszło z dymem w 1983 roku? Pałac remontowano po I wojnie światowej, zelektryfikowano, doprowadzono bieżącą wodę, skanalizowano. Przetrwał II wojnę, w lutym 1944 roku ewakuowali się mieszkańcy. Rozszabrowany, ale nadal nadający się do użytku, wykorzystywany przez państwowe gospodarstwo rolne. Mieściły się w nim mieszkania, biura, przedszkole. Nikt jednak nie dbał o stan techniczny obiektu. Popadał w ruinę, opuszczono go na początku lat 70., nie powiodły się plany utworzenia tam ośrodka wypoczynkowego. Stał i niszczał, aż w końcu spłonął.

Warto wspomnieć o jednej z mieszkanek pałacu. Julie von Egloffstein (1792-1869) była malarką, całkiem nawet zdolną. Ktoś głośno żałował nawet, że z niej pani arystokratka, ponieważ utrudniło to zostanie wielką malarką.

Szczątków pałacu nie udało nam się odnaleźć. Co tu robić? Dalej, do Wielewa.

Prostokątny staw.


Wielewo (Willkamm) leży trochę na uboczu od drogi nr 591. Ucieszył nas znak oznajmiający, gdzie szukać pałacu, a w samej miejscowości tablica informacyjna z wymalowanym budynkiem, stawem z łabądkami... Cuda! Idziemy, idziemy, mijamy prostokątny staw gęsty od zielska. Krzaków coraz więcej, malownicze ule, gąszcz śliwek i innego badziewia, aż w końcu trafiamy do celu. Obraz nędzy i rozpaczy. Spodziewałam się dachu, okien z szybami, a tu smętna ruina pełna niebezpieczeństw. Dach zawalił się podobno całkiem niedawno. Doprowadziło do tego zaniedbanie i splądrowanie ogólne. To był dom jak marzenie! Domu już nie ma, pomarzyć można...


Uwaga! Obiekt zabytkowy!

Herb rodowy nad głównym wejściem.

Główne wejście od, tak jakby, środka

Zapraszamy na salony! "Pomieszczenie" na prawo od głównego wejścia.

Frontowe okno na piętrze.

Tak sprytnie wbudowane były rynny.

Łazienka (?) na piętrze, nie wiem, czy "z epoki", czy powojenna.

Paprotki.

Wspięłam się na najwyższą górę gruzu, żeby zrobić to zdjęcie.

Kilka słów o mieszkancach. Rauterrowie przybyli z Austrii w XV wieku. Ród rozgałęził się na dwie części - pierwsza zadomowiła się w dzisiejszych Drogoszach i trwała tam do drugiej połowy XVII wieku, a druga od 1474 do początku XIX wieku. Później nastąpiły małe perturbacje, zabrakło męskich potomków, ale bardzo postępowy zięć hrabiów przejął nazwisko żony, więc praktycznie do 1945 właściciele się nie zmienili. Po wojnie pałac zajęły siły wojskowe, a na przełomie lat 60/70. ustąpiły miejsca państwowemu gospodarstwu rolnemu. W latach 90. wystawiony na sprzedaż przez Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, słyszałam nawet, że ktoś kupił. Budynek niszczał jednak, nie mogąc stawić oporu upływowi czasu oraz, w ciągu ostatnich lat, bezczelnemu szabrowaniu. Słyszałam, że postanowiono wykluczyć go z rejestru zabytku i rozebrać, co znaczy - niech se stoi, zawali się do końca, a później przyjdzie walec i wyrówna.

Kulturalnie, po schodkach, wychodzimy. Żegnaj, pałacu!

6 komentarzy:

  1. Smutne są te ruiny, za to las zachwyca orzeźwiającą zielenią:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tak, dom marzeń, nędzy i rozpaczy. Ale wycieczka ma aurę tajemniczości, strasznie takie klimaty lubię. Nawet, jeśli dosłownie bywa strasznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki romantyzm ruiny :) Lubię miejsca z historią, chociaż czasami tylko historia z całego miejsca zostaje.

      Usuń
  3. W jakiś sposób robi to wrażenie... świetna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Na żywo" to jest dopiero wrażenie :) Dzięki :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.