wtorek, 25 sierpnia 2015

Przygoda! część 1

Ponad Kanałem Mazurskim przed Bajorami.

Podróżowanie jest ważne. Nawet jeżeli odbywa się po bezkresnych połaciach dzikowizny, które powoli pożerają przedawnione znaki cywilizacji. Nie planuję ocalać od zapomnienia. Chodzi tylko o przygodę. Podzieliłam opowieść na dwie części, ponieważ jeden odcinek byłby zbyt długi.

UWAGA: Nie stosuję profesjonalnych historycznych terminów!

Ratusz w Srokowie. Po prawej równie zabytkowy spichlerz.

Można liczyć, że wędrówka rozpoczęła się w Srokowie. Kierując się tablicami informacyjnymi, wycieczka wyruszyła w stronę Kałek. Droga widowiskowa, nawierzchnia znośna. Las, wioski, ale nawet mocno nie trzęsło. Po drodze, przed Brzeźnicą, krótki postój przy cmentarzu rodziny Totenhoefer, przedwojennych właścicieli majątków Birkenfeld (Brzeźnica) i Sechserben (dlaczego po polsku Kałki?).




Nagrobek doktora Maksa Bertholda (1850-1914) i  jego żony Anny (1849-1937) zdobi trójwiersz:
Największą siłą jest prawda,
Najwyższą prawdą jest mądrość,
Mądrość jest najlepszym dobrem.
(Nie posiadam certyfikatu z niemieckiego, improwizowałam.) 

Brzeźnica nie fascynuje, moim zdaniem dwór z odzobną chorągiewką nie wygląda ciekawie, więc opisu nie będzie. Za miejscowością mija się most na rzece Kanale Mazurskim. Ten Kanał to straszny kanał, tym bardziej, że obecnie susza przekracza wszelkie normy dobrego wychowania.


I dalej mamy już Kałki. Pałac w remoncie, kręci się ludzi wielu. Nie wygląda jak na przeżartych smutkiem zdjęciach z lat poprzednich, wychodzi coś całkiem ciekawego. Zdjęć nie zrobiłam, bo nie będę ludziom w betoniarki wchodzić. Z drugiej strony za to krzaki i nie widać niczego...
Co można napisać o samym majątku? Zanim w pierwszej połowie XIX wieku rozgościli się tu Totenhoeferowie, dobra należały do rodziny von Schlieben - bogatych i zasobnych burżujów, którzy władali niemal całym gierdawskim dystryktem. Ród to stary, ród to znany.
Na początki XX wieku Totenhoeferowie postawili na hodowlę koni w najlepszym gatunku. Do dnia dzisiejszego zachowały się zabudowania gospodarcze (niektóre też są aktualnie odnawiane).
Ciekawa ciekawostka: Rudolf Plock, urodzony w Sechserben w 1922 roku (czyli "za panowania" Rudolfa i Ilse Plock z domu Totenhoefer), zginął jesienią 1944 roku na południu Niemiec.

Kałki, część zabudowań gospodarczych naprzeciw pałacu.

Jedziemy dalej, z Kałek przez Łęknicę do Świętego Kamienia. Po drodze miał być jeszcze jeden cmentarz, ale nie został odnaleziony. Następny przystanek - Asuny.


Tu, naszym zdaniem, miał być zaginiony cmentarz. Nie było.

Na przełomie 1678 i 1679 do Asun dotarł jeden z oddziałów szwedzkich, zatrzymał się tam i wymagał okupów, póki elektor Fryderyk Wilhelm nie "wybawił mieszkańców z tego kłopotu" (Max Toeppen, "Historia Mazur", Olsztyn 1998, str 233-234).

Ośrodek Kultury Ukraińskiej w starej karczmie Asunach.



Niemieckie Assaunen prawdopodobnie wiele wspólnego ma z pruskim jesionem (āsis). Nie chcę opowiadać o krzyżackich dziejach, ponieważ nie są to moje ulubione czasy historyczne. Przeskoczę więc od razu do najciekawszej historii.
Przy kościele znajduje się tablica nagrobna poświęcona siedemnastoletniemu synowi właściciela pobliskich Kurkławek - Carl Louis Friedrich Max Leo hrabia von Klinckowstroem zginął na morzu. Więcej informacji na ten temat TUTAJ.

Miejscowość jest ładna, zadbana, a ponad rzeką Omet przebiega stary, malowniczy most.

Antycellulitowa droga ku dalszej przygodzie.

10 komentarzy:

  1. Miejsca dla mnie nowe, a bardzo ciekawe zarówno krajobrazowo, jak i historycznie, chciałabym sie kiedyś wybrać, żeby to wszystko na własne oczy zobaczyć. Antycellulitowa droga robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też nowe miejsca. Słyszałam o nich, ale dopiero teraz przyszło mi do głowy, żeby zobaczyć na własne oczy. Planuję więcej wypraw w kierunku Barcian, Korsz i Reszla, kolejna trasa wycieczkowa w przygotowaniu. Naprawdę warto zobaczyć na własne oczy :) Biorąc pod uwagę Twoje historyczne zainteresowania, jest co zwiedzać.
      Jestem pod wrażeniem antycellulitowej drogi. Masaż w cenie przejazdu, ale bez wstrząsu mózgu :)

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam w tych rejonach, a tak mogłam choćby dzięki Tobie troszkę pozwiedzać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są rejony trochę osierocone. Turystyka skupia się na Mazurach wokół Wielkich Jezior. A w zakątkach na uboczu też jest bardzo ciekawie :)

      Usuń
  3. Lubię z Tobą podróżować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię ze sobą podróżować ;)
      Dziękuję :)

      Usuń
  4. Fajna wycieczka. Sporo zwiedziłaś. Fotki bardzo ładne.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kałki, bo pobliskie wzgórze nosiło nazwę Kalken Berge. Jeśli to ma związek z językiem pruskim, to albo wapno, albo, jeśli ma związek z folklorem, to wtedy mrożący krew w żyłach horror, po naszemu "kłobuki" się to nazywało, jak się to robiło, nie każdy wie, nie będę tu pisać, chyba, że sobie życzysz (choć może to ranić czyjeś uczucia i poczucia).
    Dziękuję, polecam się na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że każdy czytał Wańkowicza i wie, o co chodzi w horrorze. W wypadku Kałek stawiam na pruską nazwę. To okolice bardzo prusko nazwane.
      Dzięki za komentarz :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.