środa, 1 lipca 2015

As the June light turns to moonlight, I'll be on my way


Lipa na tle nieba.
I czerwiec mamy już z głowy. Krótki miesiąc najdłuższych dni. Miałam mały problem z wybraniem czerwcowej piosenki, ale kto będzie lepszy niż The Beatles? Nie jest to ambitne i odkrywcze, ale do słuchania się nadaje. Nie będę tworzyć elaboratów na temat muzyki, bo każdy ma jakiś własny gust, a akurat ja obawiam się, że nie posiadam żadnego sprecyzowanego. W czerwcu najczęściej słuchałam jednak Ane Burn.

Specjalny korespondent przywiózł mi z Ukrainy słodycze. Bardzo smakował mi baton słonecznikowy z miodem jako kleidłem. Najbardziej wizualnym darem były natomiast galaretki/marmoladki w kształcie owoców. Smak w porządku, ale  uroczość ponadprzeciętna.



Staram się ograniczyć spożywanie różnych słodkich cudów. Nie dlatego, że schudnięcie, czy coś. Nawet udowodniłam sobie w tym miesiącu, że mam mięśnie brzucha nie gorsze niż Chodakowska. Człowiek ze stali, z żelaza i marmuru! Odznaczam się jednak większą skromnością niż trenerka, nie chcę zawstydzać ludzi, więc moje mięśnie ukryłam pod warstwą tkanki tłuszczowej.
Trochę kręcę monster-hula-hop, ciężki z kulistymi kolcami masującymi. Zapomniałam przez lata, że to taka dobra rozrywka. Po przeciążeniu kręgosłupowym, rozmasowałam sobie część krzyżową, co jest plusem gratis. Nie lubię siłowania się na siłowni, wolę rozrywkowe ćwiczenia.

Nie miałam zbyt wielu okazji do wędrówek. Myślę jednak, że w dużej mierze od nas zależy, czy coś interesującego zobaczymy. Nie musi być zamku królewskiego, czasami wystarczy kawałek łąki z sianem skondensowanym w perlistych paczkach. Warto też zatrzymać się, żeby zdjąć sweter. Na leśnym parkingu przyczajają się czasami legendarne stwory reliktowe.

Gdzieś między Kętrzynem a Giżyckiem.

Padalec zwyczajny.


Ciekawe odkrycia sprzyjające zdrowotności. Po pierwsze tłoczony sok jabłkowy o smaku prawdziwego soku jabłkowego. Korzenność polega na urozmaiceniu soku przyprawami. Cena dość wysoka, ale produkt naprawdę wartościowy. Znalazłam przypadkiem w lokalnym snobującym sklepie. Więcej do przeczytania tutaj.
Po drugie - ajurwedyjska pasta chyawanprash. Nazwa niezbyt przystępna. Tradycyjny suplement diety w formie dżemoidalnej, słodko-ostry, ziołowy. Głównym składnikiem jest antybakteryjny owoc liściokwiatu garbnikowego, czyli amli (lub agrestu indyjskiego). Nie będę wrednie skradać cudzych wysiłków, więc po analizę składu odsyłam tutaj. Są oczywiście inne, nie tylko Dabur produkuje ten wynalazek. Jednak daburowy wydawał się najbardziej godny zaufania.
Nie zauważyłam jeszcze jakichś nadzwyczajnych rezultatów wynikających ze stosowania specyfiku. Zajadam się dwa razy dziennie od około 3 tygodni (tak myślę, ale mogę się mylić). Zbiegło się to z wygaśnięciem pylenia moich alergenów, więc to normalne, że czuję się lepiej, ale zawsze o tej porze roku czuję się lepiej, więc nie popadam w skrajną euforię.
Z ciekawych ciekawostek - zrobiłam własną wodę różaną, ale to przygoda godna osobnego opisu. Przy okazji poruszę pewnie inne kosmetyczne tematy, które wcale nie są fascynujące, ale uwzględnię je, ponieważ zadziwiłam się aż dwa razy.

Z innych zdarzeń:

Film: Na zawsze twoja. Duże rozczarowanie. Miałam wrażenie, że budżet pochłonęły dziurawe buty z epoki i zabrakło już na dobre tło do tęsknoty. Zdarzenia na początku budują się powoli, w ładnym tempie, żeby koniec mógł gruchnąć z górki i trochę bez sensu. Z jakimś tam malutkim umoralnieniem, ale tak naprawdę wcale nie. Naprawdę bez sensu.

Serial: Unkind Women. Trzy pokolenia niemiłych kobiet. Babcia, którą dawno temu porzucił mąż. Niedoszła kochanka dziadka. Mama, która przez większość życia wyrzuca sobie, że jest nieudacznicą. Ciotka z gasnącą karierą telewizyjnej prezenterki. Dobrze wykształcona córka, która nie może znaleźć sobie miejsca. Do tego bezpośrednia przyjaciółka mamy, podła nauczycielka z przeszłości oraz knująca asystentka babci. Z tego połączenia może powstać wszystko. Poza spokojną koegzystencją. Zostały mi jeszcze 2 odcinki.

Inspiracja miesiąca: film Optymistki. Dokument o drużynie siatkówki seniorek. Wzruszający, zabawny, zapadający w pamięć. Po wyjściu z kina nie mogłam przestać się uśmiechać. Postanowiłam też iść za przykładem bohaterek i mniej narzekać, więcej pracować nad sobą i swoim życiem. Aż chce się wspinać na wyznaczone przez siebie everesty. Warto, i to jeszcze jak!

Nic więcej nie miało miejsca, albo było taką traumą, że postanowiłam wyprzeć ze świadomości. Uczę się asertywnego wypierania. Ułatwia życie. Weryfikuję poziomy. I zawsze wraca banał - cieszenie się z małych rzeczy. Kwiatka w ładnym świetle, szpinaku w cieście filo, ptaszyska na wysokości w słonecznym przystrojeniu...




8 komentarzy:

  1. Najbardziej zaintrygował mnie padalec. Pierwszy raz widzę. Sok też kupuję z pierwszego tłoczenia. Smak zupełnie innych od wszystkich mi znanych. Mogłabym pić i pić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Padalce są właściwie beznogimi jaszczurkami, są żyworodne i długość ok. 50 cm. Bardzo ciekawe stwory.
      Smak tłoczonych soków jest rzeczywiście dużo, dużo lepszy :)

      Usuń
  2. Jak widać to był bardzo bogaty czerwiec, ale nie ma co się dziwić, w końcu w najdłuższych dniach roku musi się dużo dziać:-). A u mnie tradycyjnie: dzień miniony, to dzień zapomniany i tylko byle do przodu więc czerwca już nie pamiętam, żyję lipcem, a konkretnie jutrem, bo mi się urlop zaczyna:-)
    Banały kryją w sobie prawdziwą życiową mądrość:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robię zdjęcia, żeby nie zapomnieć :D
      Wolę być banalnym, ale szczęśliwszym człowiekiem :)

      Życzę Ci udanego urlopu! :)

      Usuń
  3. Zjeść morelę razem z pestką - bezcenne! :D
    Padalce czają się nie tylko na Mazurach - w nadmorskich lasach również. A swoją drogą - zawsze straszą, że to żmija, wszyscy uciekają, a tu proszę... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo realistyczne te owoce. Pestkę można było wyjąć przed zjedzeniem, nie była na stałe wklejona :)
      Padalce są właściwie w całej Europie (na północy się kończą w pewnym momencie, ale w Alpach można je znaleźć). Nie są tylko zbyt towarzyskie :D Żmije widziałam, wiem gdzie ich sporo jest, ale nie podeszłabym dla zdjęć :)

      Usuń
  4. "Optymistki" zapisane do obejrzenia, białe kulki super na tym zdjęciu, z Dabura używałam pastę do zębów (bez fluoru), szpinak w cieście filo baaardzo smakowity:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Optymistek nie da się nie lubić :) Jeśli o pastę do zębów chodzi - obecnie używam Miswak z Dabura. Zrobiłam szpinak, bo nie mam cierpliwości do bakławy :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.