wtorek, 23 czerwca 2015

Jaka róża, taki cierń - nie dziwi nic


To nie jest tutorial. To nie przepis. Nie wyjaśnienie, jak coś się robi. To zapis serii niepowodzeń, kuchennej żenady, katastrofy na małą skalę.

Konfitura z płatków róży to bardzo elegancka konfitura. Arystokratyczna. Królowa konfitur, jeśli nie cesarzowa. W jakimś szale i zaćmieniu pomyślałam, że to fantastyczny pomysł. Jak to mówi jedna elegancka pani z Francji: Fabularny! Nie wzięłam pod uwagę faktu, że w mojej rodzinie się takich konfitur unika jak ognia. Nie pasujemy do siebie. Powinnam pamiętać, jak Pani Matka dawno temu usmażyła pączki nadziane właśnie tą konfiturą. To były ostatnie pączki, jakie kiedykolwiek zrobiła. Ale młodość rządzi się swoimi prawami. Postanowiłam ukręcić najpiękniejszą z konfitur.


Zebrałam róże. To było łatwe. Przeczytałam kilka przepisów na konfiturę i pomyślałam, że to też łatwe. Opłukałam kwiaty, oderwałam płatki, każdy sprawdzając, czy nie siedzi na nim jakiś robak, czy inne paskudztwo. Co to dla mnie? Pff... Odsączyłam wodę, osuszyłam płatki. Na próbę utarłam garść w małym moździerzu. Fajnie się rozdrabniały. Ale żeby tak wszystko? Masakra...


Wsypałam płatki do plastikowej miski. Zasypałam odpowiednią ilością cukru. Zaczęłam ucierać. Powstał glutek niezbyt ciekawy. Przepis mówił, że można wlać trochę wódki. Zabrakło określenia, ile to trochę. Wlałam cały kieliszek wódkowy. Nie ucierało się dobrze. Glut zaczął stroić złowrogie miny. Zmieniłam miskę na wielką ceramiczną filiżankę. Dalej do kitu.

Białe końcówki płatków powinno się odciąć, jeśli nie chce się goryczki w konfiturze.

W naczyniu nr 1...

...nr 2...

Makutra? Nie ma, bo gdyby była, od razu mieszałabym właśnie w niej. Pani Matka? Kiedyś miała, ale zatraciła się gdzieś. Pani Babcia? Jest makutra, ale z wywierconą dziurą, bo Pani Babcia chciała przerobić ją na doniczkę. Rozmyśliła się po przedziurawieniu. Pewnie, że pożyczy. Kto odbierze? Pierwszy pośrednik nie odbierał telefonu, drugi zgodził się na współpracę. W końcu dostałam antyczne akcesorium.

Dziurawa makutra.

Co z dziurą? Od zewnątrz została zaklejona taśmą malarską, od środka gorącym woskiem pszczelim. Podgrzewanie wosku zapalniczką na łyżce. Heroina, heroina... Bez sensu. Więc nad palnikiem. Heroina, heroina... Wosk się roztopił, dziura została zalana. Łyżka umorusana. Cudownie. Przesypałam gluta do makutry, zaczęłam ucierać. Nic dobrego, nic spektakularnego. Coś powoli zaczynało mnie już trafiać. Pewnie, że zrobiłam źle, nie trzeba było od razu wlewać wódki. Najpierw utrzeć, wlać na koniec, żeby zapach i smak się zakonserwowały. Co robić? Przerzuciłam gluta do blendera. Ostateczność. Zmieliłam na drobno. Pięć kwiatków utarłam w makutrze, dodałam część zblendowanej masy. Wymieszałam. Pogięte oszukaństwo.

Słoik po lewej - z dodatkiem ręcznie ukręconych płatków; słoik po prawej - zblendowane.

Zrobiłam ryżowe ciasteczka z tym czymś. O tej przygodzie opowiem następnym razem.

18 komentarzy:

  1. Świetna sprawa... za którą nijak nie mogę się zabrać już od kilku lat. W mojej okolicy trudno o miejsce, w którym rosłyby róże nie zanieczyszczone spalinami itp. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje róże są bio i eko, pochodzą z zacisznego ogródka. Ale i tak nie jestem zachwycona wynikami tej współpracy :)

      Usuń
  2. Kurcze no, ale w tych słoiczkach całkiem ładnie konfitura wygląda... Tych ciasteczek ciekawa jestem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Macocha Śnieżki też była najpiękniejsza na świecie ;)
      Do ciastek muszę jeszcze tylko opis zrobić. Pojawią się w tym tygodniu.

      Usuń
  3. Wygląda bosko! Teraz myślę, gdzie tu jakieś róże do ukradzenia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej jeśli róża jest dzika, a tak naprawdę pomarszczona. Moja to przedwojenna odmiana jakby-damasceńska, więc może dlatego taki koszmar.

      Usuń
  4. Pięknie wygląda ta konfitura. Kolor zachęcający. A jakby co, to róża ma ponoć właściwości bakteribójcze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja prawdopodobnie mam właściwości różobójcze.

      Usuń
  5. Bardzo zgrabne słoiczki Ci wyszły, a cały opis Twoich zmagań z różową materią dostarczył mi sporej dawki uśmiechu, takiego od ucha do ucha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc to nie do końca katastrofa, coś dobrego z tego wynikło :)

      Usuń
  6. No tak bywa z ta kuchenna "gimnastyka" nieraz jak sie za cos zabiore i mi nie idzie to potrafie sporo lez uronic a nawet osoby postdonne z kuchni przeklenstwami przegnac;) Ale sloiczki zachecajaco wygladaja nie powiem. Ten glutek jak konfiturke nazwalas ma sliczny kolorek. Jestem ciekawa zapachu bo rozane wonie uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami coś się wydaje łatwe i nieskomplikowane, ale kiedy się zacznie... :D
      Zapach konfitury jest silniejszy niż smak. Smak ogólnie nie jest ciekawy, moim zdaniem. Słodka trawa o lekkim, różanym poddekście. Namęczyłam się, a efekt raczej wizualny, niż degustacyjny. Kolejny argument przemawiający za "nigdy więcej!" :)

      Usuń
  7. Skąd Ty bierzesz te pomysły? W życiu bym nie wpadła na to, że z róży można zrobić konfiture! A też mam swoje ogrodowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To stary pomysł, gdzieś tam krąży po Wszechświecie. Nie wiem, jak jest z różnymi ogrodowymi, czytałam, że damasceńskie i zwykła róża pomarszczona są najlepsze.

      Usuń
  8. Kurcze.. masakra... i tak cię podziwiam za upartość. Chociaż dżem z kwiatka jakoś mi nie gra... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to fantastyczny wynalazek, ale cieszę się, że zrobiłam. Mam to za sobą i nie będę się już zastanawiała, co by było, gdyby... :D

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.