czwartek, 14 maja 2015

Pół-Przewodnik


Litwę lubię i odwiedzam. Dlatego dziwnym nie jest, że sięgnęłam po "Wielkie Księstwo Litewskie i Inflanty. Przewodnik historyczny śladami polskości Kresów". Tytuł długi, ale autor, Sławomir Koper, jest osobą poważną, więc ma prawo.

Przewodnik ma swoje momenty. Jednak za całokształt nie mogę wystawić oceny celującej. Trochę za sucho, za sztywno. Są też fragmenty dość... dziwne. Bo jak rozumieć utyskiwanie na smak zdrojowej wody w Druskiennikach? Piłam różne wody mineralne wydobywane z głębin ziemskich. Taki Zuber z Krynicy-Zdroju truskaweczką nie smakuje. Lecznicze wody zawsze są obrzydliwe.

Czytając miałam wrażenie, ża narrator miał już z góry wyrobioną opinię na temat miejsc, do których się udawał. Zanim stopa jego postanęła, on już wiedział co i jak. Wolę podróżników bez emocjonalnego nastawienia, niezaangażowanych predestynacyjnie. I cytat (str. 375, ak. 4), który postanowiłam skomentować:
Byłem w Wilnie wielokrotnie i mam nadzieję, że będę tu jeszcze wracał. I nawet mało entuzjastyczny (delikatnie mówiąc) stosunek miejscowych Litwinów do turystów z Polski nie potrafi zrazić mnie do tego miasta.
Przyznaję, nie byłam w Wilnie. Bywałam w innych miastach. Nawet tych bardziej litewskich. Nikt nigdy nie był mało entuzjastycznie (delikatnie mówiąc) do mnie ustosunkowany. Wiadomo, Litwini na mój widok nie wiwatowali z naręczami kwiatów podrzucanymi w górę. Nie spodziewałam się niczego poza zwyczajną ludzką uprzejmością. I tego za każdym razem doświadczałam. Myślę, że Litwini nie należą do silnie wylewnych ludzi. Nie mogę jednak mówić o całym narodzie, bo nie znam wszystkich. Stereotypy uważam za krzywdzące dla obu stron. Po co robić z nich rarogi, po co straszyć potencjalnych polskich turystów? Litwa to cywilizowany kraj.
W którymś momencie padła też uwaga, że wielu kowieńskich Litwinów ma nazwiska polskiego pochodzenia. Czegoś to dowodzi. Wielki kawał mojej suwalskiej rodziny to Polacy z litewskimi nazwiskami. To też pewnie czegoś dowodzi.

Żeby nie robić z siebie miary wszechrzeczy, zapytałam o zdanie znajomych i rodzinę, osoby, którym wędrówki wileńskie nie są obce. Nikt nie odczuł niechęci, czy wrogości ze strony tubylców.
Trochę dziwne wydaje mi się wymaganie od Litwinów wysławiania się po polsku. Uważam, że warto samemu nauczyć się chociaż kilku podstawowych zwrotów. I rozumiem tych Litwinów. Na Mazury zjeżdżają hordy Niemców, którym się wydaje, że każdy powinien szprechać. To tak nie działa. Ja sama do piętnastego roku życia potrafiłam powiedzieć tylko Hans Kloss i hände hoch. Później nauczyłam się jeszcze Ich weiss nicht...

Po stosunku Litwinów do Polaków przychodzi czas na zmierzenie się ze stosunkiem Litwinów do Jagiełły. Na stronie 386 możemy odczytać informację o tym, że w sercach rodaków tli się nienawiść do króla. Co więcej - Jagiełło uchodzi w oczach Litwinów za zdrajcę. Oddajmy głos ekspertowi (Kas z Le rose et le vert):
Jagiełłę, owszem, w podręcznikach do historii przedstawia się niezbyt pochlebnie, jak u nas Witolda. Ale generalnie zwykli ludzie jakoś tym nie żyją.
Jak wspomniałam na początku, książka ma zalety. Ciekawie opowiedziane są historie dotyczące Adama Mickiewicza, szczególnie pozłacana na lekcjach języka polskiego miłość do mitycznej Wereszczakówny. Szczególne brawa za zamieszczenie opisu pojedynku pomnikowego wieszcza z mężem Maryli. Zawsze byłam Team Puttkamer.
Bardzo podobała mi się również część poświęcona Pińskowi. Polesie zazwyczaj jest traktowane brzydko (delikatnie mówiąc). Jednak Poleszucy to ciekawa grupa ludzi. Wielu uważa, że ignorancją jest samookreślanie jako tutejszy mówiący po prostemu. Ja myślę, że taka świadomość pokazuje wyraźną przynależność.

Wolę jednak typowe przewodniki albo opowieści podróżnicze z osobistej, nie narodowej, perspektywy.

Następne w kolejce :)

8 komentarzy:

  1. Człowiek zazwyczaj dostaje to, czego sie spodziewa więc może to sam pan Autor miał takie nastawienie do spotkanych Litwinów? Szkoda, że zaraża nim nieświadomych niczego czytelników... Często przekonuję się, jak bardzo trujące bywają takie, sączące się pod płaszczykiem rzetelnych opracowań, negatywne opinie - czlowiek zaraża sie nimi całkowicie nieświadomie. Dobrze, że na temat Litwy czytam głównie u Ciebie, a to, co czytam jest zawsze bardzo zachęcające więc, jeśli kiedykolwiek wybiorę się w tamte strony, na pewno będę zachwycona:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że albo trzeba mieć strasznego pecha, żeby trafiać głównie na wrednych ludzi, albo to kwestia nastawienia :)
      Staram się nie być uprzedzona, wcielać w życie złotą regułę. Litwa wcale nie jest straszna. Największym problemem jest język, ale da się przeżyć ;) Warto odwiedzać, bo to mimo wszystko dość egzotyczny kraj, chociaż geograficznie bliski.

      Usuń
  2. Czytałam tego autora jedną ksiażkę dotyczącą życia codziennego artystów dwudziestolecia międzywojennego i uważam że są to książki dla niezainteresowanych tematem, takich co to przeczytają bo czemu nie, chętnie poznają ciekawostki ale jakoś wybitnie nie będą się zagłębiać w temat. Coś w rodzaju wyrobionej opinii też zauważyłam.
    Choć niewątpliwie pisze bardzo przystępnym językiem(przynajmniej te historyczne).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, język jest przystępny. W innym wypadku nie przebrnęłabym przez całość :) Ta ksiażka też nie jest dla ludzi, którzy się pasjonują. Nie znalazłam sensacyjnych ciekawostek, które by mnie całkowicie zaskoczyły. Ale widać miejscami przebłyski poczucia humoru, co się chwali.

      Usuń
  3. Tak to już bywa, że zwykli ludzie są niezwykli i się ze sobą dogadają. Najgorsze są nadinterpretacje i te prawie wszystkie "nad", a jeszcze dodane do tzw. dumy narodowej , czy innej choroby zwanej patriotyzmem. Wtedy, to już wojna gotowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo jest 'najgorszych' rzeczy :) Nie zawsze dobre jest wartościowanie inności. Ale z drugiej strony książka nawet tytułowo podąża "śladami polskości", więc może to jest powodem? Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby się cieszyć i lubić swoje pochodzenie, język, kulturę. Zawsze w jakimś stopniu przez ten pryzmat patrzy się na cały świat. Ale ten stopień nie powinien być na tyle wysoki, żeby patrzeć na ten świat z góry.

      Usuń
  4. W Polsce to dopiero można trafić na chamów i innych typków, co to kulturą nie grzeszą, bać się można. W Wilnie byłam, cudowne(dosłownie chyba) fluidy tam jakieś złapałam. Genialnie się czułam. W innych miastach tylko przejazdem w drodze na Łotwę. Ludzie jak ludzie. W sumie tylko raz była sytauacja, że ktoś na widok rejestracji polskiej na aucie komentował coś. Ale co, to nie wiem, bo litewski język, trudny język :)) Miny była ostre, owszem, ale ja też od razu zrobiłam podobną :D
    No, a pana Kopra czytałam, mam nawet dwie książki, podoba mi się, jak napisał o czasach i ludziach II Rzeczypospolitej. Swoim językiem, to fakt. Ale ja się dystansuję, odsiewam ziarna od plew. Wolę obiektywną treść, nie lubię być zbyt jawnie manipulowana :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Kownie samochód na polskich tablicach przenocował na osiedlowym, blokowym parkingu i nikt go nie zdewastował, lusterek nie porysował, szyby też ocalały. Nie było grozy, chociaż Kowno znane jest z arcylitewskości. Ludzie jak ludzie :)

      Planowałam sięgnąć po opowieści o ludziach II RP. Jeśli znajdę je u znajomych, czy w bibliotece, prawdopodobnie przeczytam.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.