poniedziałek, 16 marca 2015

Kremy, liście, troskliwe owoce

Nie potrafię pisać o kosmetykach, ale trzeba sobie stawiać wyzwania. Nie mogę cały czas obrazów malować i piec ciast.

Od kilku lat używam do twarzy jedynego słusznego kremu. Niestety, skończył się jakoś w połowie lutego, a ja zmuszona zostałam do dokonania szybkiego zakupu zastępczego. Nie znalazłam niczego lepszego, niczego nawet porównywalnego. Dlatego zaopatrzyłam się w następną dawkę. Bardzo lubię go za konsystencję, wchłanialność i poziom mawilżenia, jaki dzięki niemu osiąga moja skóra. Przystępna cena również jest zaletą.
Co ciekawego jeszcze zauważyłam? Kolor skóry wyrównał się, rozjaśnił (nie wiem, czy to nie będzie poczytane za rasizm, że niby jasne lepsze, ale w moim przypadku ciemne oznacza szaro-zaczerwienione, więc jasne zdecydowanie lepsze). Różnego rodzaju nagłe niedoskonałości przestały się usilnie pojawiać. Albo lubię ten krem do tego stopnia, że psychicznie zmuszam moją skórę do zachowań ze sfery wyobraźni, albo naprawdę jest dla mnie dobry.
Uwaga: krem pachnie intensywnie, co niektórych może drażnić. Ostrzegałam.



O mydle dla bani pisałam w ramach chwalipięctwa zakupowego. Wtedy jeszcze z powątpiewaniem spoglądałam na syberyjskie mazidło babci Agafii. Dzisiaj bez wyrzutów sumienia mogę stwierdzić, że jako mydło do włosów sprawdza się całkiem nieźle. Jest wydajne. Pachnie trzydziestoma siedmioma trawami. Nie pieni się jak szalone. Nie podrażnia skóry głowy, a podrażnienia tego typu przez długi czas były zmorą pożerającą moją cierpliwość. Trochę wysusza, ale z tym potrafię walczyć. Co prawda włosy bez odżywki się nie rozczeszą, nie okłamujmy się jednak - konieczność wsmarowania odżywki we włosy nie jest wielkim problemem. Jedynym znakiem zapytania dotyczącym baniowego mydła jest kwestia: co zrobić z tym jesiennym liściem, który tkwi na powierzchni?

Odżywkę mam dobrą, jajeczną. Lubię też ziajową intensywnie wygładzającą mocą jedwabiu. Przy moich szalonych włosach jej działanie jest zadowalające. Używam też wzmacniającej mgiełki farmońskiej z wyciągiem ze skrzypu polnego. Niektórzy ze względu na alkohol w niej zawarty, rezygnują ze spryskiwania się. Moje włosy jednak strasznie się awanturują, wszczynają patologiczne burdy, a ja nie mam odwagi wysłać ich na odwyk, więc ulegam.




W prezencie dostałam krem rokitnikowy do ogółu ciała Planeta Organica. Zdaniem Pani Matki wszystko, co rokitnikowe, musi być dobre. A wszyscy wiemy, że panie matki zawsze mają rację.
Konsystencja prawdziwie kremowa, wręcz deserowa. Charakterystyczny zapach nie należy do moich ulubionych, ale każdy musi mieć jakąś wadę. Na szczęście dość szybko się ulatnia. Krem zawiera witaminy, jest organiczny, szybko się wchłania i nie powoduje uczucia oblepienia (a niby oblepicha...). Nie mogę narzekać. Poprzedni mój specyfik, farmonowe masło, był o wiele bardziej niewchłanialny. Warto wspomnieć o wydajności. Mimo konkretnego zagęszczenia produktu, nie potrzeba czerpać jak z kopalni, żeby namaścić swoje ciało. Czy rzeczywiście pomaga zachować młodość? Nie czuję, żeby czas się zatrzymywał.



Mogłabym jeszcze wspomnieć o bielendowej pielęgnacji ust. Więc dlaczego nie? Od dłuższego czasu stosuję Masełko malinowe. Służy mi jako alternatywa kolorystyczno-zapachowa dla zwykłej wazeliny. Kolor jest rozsądnie delikatnie dozowany. Niby coś zwyczajnego, a człowiek od razu czuje się jak ktoś naprawdę wyjątkowy... Poważniejąc: tak, inwestycja nie jest ruinujaca finansowo, a opłacalna. W torebce funkcjonuje również Balsam do ust Troskliwa Brzoskwinia. Ze względu na troskliwość, pełni rolę koła ratunkowego. Bo pogoda, bo inne czynniki. Pachnie, nawilża, nie powoduje klejącej powłoki. Jestem zadowolona. Poza tym opakowania są ładne. To nie zdarza się często. Zawsze ktoś zaszaleje, zruinuje wizualność produktu. Tym razem się udało. Szczerze gratuluję, Bielendo.

PS. Moja znajoma bardzo długo była przekonana, że Belinda.

4 komentarze:

  1. Jeśli chodzi o kremy, balsamy i tym podobne - nie mam ulubieńców. Przez pewien czas byłam wierna Neutrogenie, ale ile można? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wierna jestem tylko w kwestiach twarzy. Reszta jest bardziej wymienna. :)

      Usuń
  2. Tą Bielendą do ust mnie zachęciłaś, mam straszne problemy i nie znalazłam jeszcze rozwiązania, ale w warunkach wyboru, gdy widzę całą ściankę w najróżniejszych pomadkach, zwyczajnie się poddaję i kupuję nivea, niewiele pomaga, ale przynajmniej znam;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskoczyła mnie sympatyczność tej serii. Masełko jest trochę za bardzo rozmięknięte, ale balsam spełnia się jako mobilna pomadka. Może to już starość i malkontenctwo, ale nivea kiedyś była lepsza... Próbowałam już różnych rzeczy, ale z Bielendy jestem najbardziej zadowolona.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.