poniedziałek, 9 lutego 2015

Król Lew i inni

Przykładowa ilustracja.

Z powodu różnych czasochłonnych zajęć nie mam tyle czasu na krysztallowanie, ile by mi się marzyło. I chociaż ubogo dziś w literki, obrazków własnych nie ma wcale, to mam nadzieję, że najgłówniejszy sens tego, co chciałam przekazać, zawarłam.
 
Kto nie płakał na "Królu Lwie", ten jest wywłoka bez serca. Oglądałam dawno, dawno temu, zaraz po wydaniu pirackiej kasety VHS. Pamiętam nawet, od kogo była pożyczona. Nie przypominam sobie, żeby mi oczy mgłą zaszły. Może się mylę. Stare dzieje, 20 lat minęło... Musiałabym przypomnieć sobie to wiekopomne dzieło, żeby sprawdzić, czy dzisiaj uroniłabym łezkę. Znam jednak inne animowane filmy, na których rozpłynął się mój już dorosły tusz do rzęs. I myślę, że są lepsze od "Króla lwa". Ale jest to zdanie całkowicie subiektywne.

Jako pierwszą wypada wymienić "Kurkę, która uciekłą z podwórka". O niej pisałam TUTAJ.

Niedawno miałam dzień nienajlepszy i przyszło mi do głowy, że miłe kino familijne mnie rozchmurzy. Dobrym wyborem nie okazała się "Zarafa". Piękny film, oczywiście, ale humoru nikomu nie poprawi. Historia chłopca przyjaźniącego się z osieroconą żyrafą złamała mi serce. "Król Lew" to kino familijne, "Zarafa" to kino smutku i melancholii. Nie polecam dzieciom. Chociaż teoretycznie treści najbardziej generujące płacz są zakamuflowane, dzieci niby nie zauważą. Nie ufałabym jednak, że niedorośli ludzie są niebystrą częścią społeczeństwa.

Moim ulubionym filmem z wytwórni Dinseya niezmiennie pozostaje "Lilo i Stich". Pisałam już o tym kiedyś, ale powtórzę. To opowieść o adoptowaniu skrzywdzonego psa. Przeżyłam niemal to samo, co Lilo, kiedy w moim życiu pojawił się jamnik Gustaw. Mój Stich już wie, czym jest rodzina. Prawdopodobnie największą rolę we wzruszaniu gra tutaj moje osobiste zaangażowanie.

Zawsze płaczę na filmach o zwierzątkach i od dziecięctwa wzrusza mnie "Mama dla mamuciątka". Tym bardziej, że to wielkie kłamstwo. "Zarafa" potwierdzi...
Pamiętam też książeczkę, ilustrowaną kadrami z tego jakże poruszającego filmu. Prawdopodobnie została oddana innym dzieciom, albo zaczytana na śmierć. Przez chwilę żyłam nawet obsesją na punkcie mamutów, marzyłam o rozmrożeniu sobie młodocianego zwierzaka, nie chciałam wierzyć w wymarcie gatunku. Wszystko przez radziecką bajeczkę. Stare dzieje, 20 lat minęło...

Dla kompletności chciałam dopisać jeszcze coś nr 5, ale trzeba walczyć ze swoimi nieuzasadnionymi aspiracjami. I zostawić miejsce innym. Stąd pytanie do Ciebie:
Który jeszcze film animowany wzrusza bardziej niż "Król Lew"?

13 komentarzy:

  1. ja buczałam zawsze na Epoce Lodowcowej. zawsze, jak bóbr...

    OdpowiedzUsuń
  2. Król Lew to jeden z moich ulubionych filmów animowanych z dzieciństwa do tego stopnia, że jak pojawił się ponownie w kinach w wersji 3D a ja nie byłem już dzieckiem to zaciągnąłem rodzinkę na ten film. A co do bardziej wzruszających filmów disney'a to zdecydowanie Bambi i dramatyczna śmierć jego matki, co było traumą mojej kuzynki i nigdy tej chwili nie zapomnę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kazałam rodzinie oglądać film o wyżej wspomnianej kurze :)
      Bambi jakoś nie odcisnął się w mojej pamięci. Ale traumę mam po psychodelicznym "Jak działa jamniczek?".

      Usuń
  3. W dorosłym życiu z przyjemnością obejrzałam tylko jeden film animowany - Shreka, za to w dzieciństwie najbardziej wzruszał mnie miś Colargol, zupełnie nie pamiętam dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś było w tym misiu. Może piosenki? Albo wewnętrzne rozterki?

      Usuń
  4. Wychowałam się na Kreciku (zwierzątka górą!), który potrafi rozbawić mnie do łez (czasem również wzruszyć). Wielkie disey'owskie produkcje jakoś mnie nie ruszają. Może faktycznie jedynie Shreka lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Krecik płakał, wszystkie dzieci płakały razem z nim :D Zdecydowanie moja ulubiona dobranocka z dzieciństwa.

      Usuń
  5. Nie płakałam na Królu Lwie... ale być może dlatego, że go nie widziałam. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Mała Syrenka. Tak sentymentalnie, z powodów niekoniecznie filmowych. No ale jednak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z "dorosłego" puktu widzenia, Mała Syrenka była rozpuszczoną smarkulą, której wydawało się, że wszystko wie najlepiej, a później osoby trzecie ucierpiały z powodu jej uporu i lekkomyślności. Ale śpiewała piosenki, więc pewnie to ją usprawiedliwia... ;)

      Usuń
    2. Samo życie ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.