środa, 18 lutego 2015

Cervus elaphus

Akryl, płótno, 30x40, motyw jelenia. Nie ma znaczenia symbolicznego, poeta niczego nie miał na myśli. Chodziło o zwierzę jasne na tle ciemnym z kolorkami. Wykończenie akrylowym złotkiem z połyskiem (mam nadzieję, że udało mi się to w miarę uchwycić). Inspirowałam się kredką do powiek Oriflame: Kajal Eye Liner w kolorze Magic Ivory, niebem rozgwieżdżonym i piosenkami Lany Del Rey. Ale specjaliści pewnie mieliby więcej do powiedzenia. Siedziałam sobie i pomyślałam: A może by tak jelenia namalować? Alles.
Z chęcią sprzedam. Nie mam już miejsca na ścianie.
Wcześniej powstał szkic próbny, z kolorkami, koncepcją kompozycyjną.

Początkowy obrazek.

Ostatecznie poza jeleniowa się zmieniła, ale reszta raczej bez różnicy. Nogi przednie trochę poplątałam. Poza tym nie czepiam się, jest jak miało być.
Cervus elaphus, jeleń szlachetny, zwierzem jest dość popularnym. Wbrew ludowym wierzeniom, sarna nie jest "żoną" jelenia. To gatunek zupełnie odrębny. Jeleniowa to Honorata* łania, a facecik sarny nazywany jest kozłem.


Odblask złotka.

*Zrozumieją tylko ludzie, którzy znają Janka Kosa i jego kolegów.

środa, 11 lutego 2015

Tough like rocks and sweet like pearls

Luty, luty, tra la la, nie mam czasu, tra la la... To piosenka o moim życiu. Śnieg napadał z nieba, robię 7 rzeczy jednocześnie. Ale spokojnie, nie tylko ja przecież.

Udziergałam sweter. Za trzecim razem. Albo za czwartym. Pierwszy źle leżał, drugi był brzydki, trzeci... chyba w połowie stracił istnienie, a czwarty zainspirował się jakimś japońskim wynalazkiem, bo ostatnio kilka japońskich filmów i seriali oglądałam. Robiony z jednego kawałka, ryżem, włóczka dostana z kilku źródeł. Przed zszyciem był to prostokąt kwadratoidalny z dziurą na środku (na głowę). Prościutka konstrukcja. Kolory: róż ciemny, róż pudrowy, błękit pudrowy. Nie bardzo nadaje się na obecną porę roku, ale wiosną będę nosić często.





Tak się skończyła sesja. Praca modelki bywa niebezpieczna.

Zdjęcia na Giewącie. Z jamnikiem w roli konsultanta kreatywnego. Piosenka pomocnicza - Renaissance Girls. Wbrew pozorom wcale nie było szczególnie zimno.
Poza swetrem mam na sobie zwyczajne ubrania. I stylowe gumaki Hunter Pro.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Król Lew i inni

Przykładowa ilustracja.

Z powodu różnych czasochłonnych zajęć nie mam tyle czasu na krysztallowanie, ile by mi się marzyło. I chociaż ubogo dziś w literki, obrazków własnych nie ma wcale, to mam nadzieję, że najgłówniejszy sens tego, co chciałam przekazać, zawarłam.
 
Kto nie płakał na "Królu Lwie", ten jest wywłoka bez serca. Oglądałam dawno, dawno temu, zaraz po wydaniu pirackiej kasety VHS. Pamiętam nawet, od kogo była pożyczona. Nie przypominam sobie, żeby mi oczy mgłą zaszły. Może się mylę. Stare dzieje, 20 lat minęło... Musiałabym przypomnieć sobie to wiekopomne dzieło, żeby sprawdzić, czy dzisiaj uroniłabym łezkę. Znam jednak inne animowane filmy, na których rozpłynął się mój już dorosły tusz do rzęs. I myślę, że są lepsze od "Króla lwa". Ale jest to zdanie całkowicie subiektywne.

Jako pierwszą wypada wymienić "Kurkę, która uciekłą z podwórka". O niej pisałam TUTAJ.

Niedawno miałam dzień nienajlepszy i przyszło mi do głowy, że miłe kino familijne mnie rozchmurzy. Dobrym wyborem nie okazała się "Zarafa". Piękny film, oczywiście, ale humoru nikomu nie poprawi. Historia chłopca przyjaźniącego się z osieroconą żyrafą złamała mi serce. "Król Lew" to kino familijne, "Zarafa" to kino smutku i melancholii. Nie polecam dzieciom. Chociaż teoretycznie treści najbardziej generujące płacz są zakamuflowane, dzieci niby nie zauważą. Nie ufałabym jednak, że niedorośli ludzie są niebystrą częścią społeczeństwa.

Moim ulubionym filmem z wytwórni Dinseya niezmiennie pozostaje "Lilo i Stich". Pisałam już o tym kiedyś, ale powtórzę. To opowieść o adoptowaniu skrzywdzonego psa. Przeżyłam niemal to samo, co Lilo, kiedy w moim życiu pojawił się jamnik Gustaw. Mój Stich już wie, czym jest rodzina. Prawdopodobnie największą rolę we wzruszaniu gra tutaj moje osobiste zaangażowanie.

Zawsze płaczę na filmach o zwierzątkach i od dziecięctwa wzrusza mnie "Mama dla mamuciątka". Tym bardziej, że to wielkie kłamstwo. "Zarafa" potwierdzi...
Pamiętam też książeczkę, ilustrowaną kadrami z tego jakże poruszającego filmu. Prawdopodobnie została oddana innym dzieciom, albo zaczytana na śmierć. Przez chwilę żyłam nawet obsesją na punkcie mamutów, marzyłam o rozmrożeniu sobie młodocianego zwierzaka, nie chciałam wierzyć w wymarcie gatunku. Wszystko przez radziecką bajeczkę. Stare dzieje, 20 lat minęło...

Dla kompletności chciałam dopisać jeszcze coś nr 5, ale trzeba walczyć ze swoimi nieuzasadnionymi aspiracjami. I zostawić miejsce innym. Stąd pytanie do Ciebie:
Który jeszcze film animowany wzrusza bardziej niż "Król Lew"?

poniedziałek, 2 lutego 2015

You make me sad with your eyes, you're telling me lies, don't go, don't go...

Pomyślałam, że podsumowanie miesiąca to nie jest zły pomysł. Nic to poważnego, raczej dla rozrywki. Lista rzeczy różnych. Moja wersja inspiracji z minionych +/- 30 dni. I inne sprawy nieistotne, których nie chcę łączyć z określonym tematem.

Tytuł całości z piosenki. Kto jeszcze pamięta takie hity?

Zima. Więc ulepiłam bałwana...


...na samochodzie. Niestety, śnieg zbyt szybko uległ przemianie, bałwan rozpadł się. Właściciel auta nie zdążył podziwiać mojego dzieła.


Jamnik się odchudza. Powoli traci nadprzyrodzone fałdy tłuszczyku. Jakby uśmiechać się zaczął...


Dostałam zegarek. Rakietę dwudziestoczterogodzinną i ponad dwudziestoczteroletnią. Z kontrolowanym podziałem na sześć segmentów czterogodzinnych. Marynarska sztuka. Tylko bransoleta jest za luźna. Na szczęście to da się zmienić.
Nakręca się na dwie doby.


Do wiosny jeszcze daleko, ale... co z tego?



Jamnik musi się wyspacerować po wertepach.


Nie jestem wielce perfumowaną osobą. Nie jestem znawcą w tej dziedzinie. Mam kilka zapachów, które mi się podobają. Bez szaleństw. Nic spektakularnego.
Nigdy nie myślałam, że Celine Dion ma u mnie jakieś szanse. Muzycznie lubię jedną piosenkę (bo mam sentyment z młodości). Najpierw dostałam balsam Sensational Luxe Blossom. Na niewielką butelkę płynu zapachowego była promocja w znanej drogerii. Tak się przejęłam balsamem, tak poprawił mi zamrożone samopoczucie, przypomniał o wiośnie, kwiatach, słoneczności i kolorach życia, że stwierdziłam - być musi zapach w formie tradycyjnej! Narkotyzuję się nim w chwilach smutku.


Panna Manna rozwija się, a ja pożyczam ją czasem. Powinnam wepchnąć ją do szafiarkowego świata, bo w swetrze, który ode mnie dostała i w brylantowym naszyjniku wygląda na prawdziwą ikonę stylu.



Postanowiłam też co jakiś czas reagować na ciekawsze słowa kluczowe.

gryka niczym swierzop biala
Konrad Górski mówił, że gorczyca. Ten drugi (Stanisław albo Stefan P-coś?), że rzepak. Więc tak czy siak żółty świerzop. Gryka jak śnieg! Lubię Mickiewicza. To sentyment po latach.

sentymentalny prezent na 18
Umówiłem się z nią na dziewiątą, nie na osiemnastą. Trzeba zaliczkę od szefa wyciągnąć na bukiet róż.

narysuje ilustrację do balladyny
Czemu nie? Szybko, szybko...! To już finałowa scena, tuż przed piorunującym finałem.