niedziela, 11 stycznia 2015

Łupy, czyli litewskie zakupy


Pamiątki z wyprawy. Po pierwsze ziołowe herbatki w pięciu rodzajach.
  • Pomarańcza+rokitnik,
  • róża+oregano+rumianek,
  • oregano+jarzębina+róża+czerwona porzeczka+skórka cytrynowa,
  • róża+rokitnik+tymianek+mniszek lekarski,
  • korzeń ślazu+tymianek+skórka jabłkowa.
Ładne opakowanie to nie wszystko. Herbatki nie zawierają różnych dziwnych dodatków, skład skupiony jest raczej na zielskach popakowanych w torebki. Pachną wyśmienicie, smakują wspaniale.

Surelisy jak zwykle. Różnorodność!

Biedronka wzbogaciła niedawno swój asortyment o surelisy. Wyboru nie ma (waniliowe i czekoladowe), ale to pierwszy krok człowieka w kosmosie. Magija występuje podobno w Piotrze i Pawle. Ale to i tak biednie. Dlatego z każdej litewskiej wyprawy należy wracać z worem surelisów wszelkiej maści.

Ciekawym zjawiskiem jest gruzińska lemoniada estragonowa. Kupiona jako kot w worku, bez świadomości, co dokładnie zawiera butelka. Nie potrafię czytać gruzińskich literek, a litewska naklejka z tyłu też wiele nie wyjaśniła. Wiadomo było tylko, że jest to bezalkoholowa lemoniada. Kolor napitku zaskoczył mnie ("przeraził" to lepsze słowo). Całość jest dla mnie zdecydowanie zbyt słodka. Po rozwodnieniu wydobywa się ziołowy smak.


Kosmetyczne zakupy.
Olej awokado(wy?) - do wypróbowania. O użytkowaniu tego typu produktów postaram się napisać coś dłuższego. Obecnie działam na migdałowym i kokosowym.


Inne rzeczy:
Peeling. Używam już pianki do twarzy. Można powiedzieć, że Himalaya uzależnia. Głównym bohaterem obu czyścideł do twarzy jest miodla indyjska, zielsko antybakteryjne, przeciwgrzybicze, antywirusowe. Pianka jest bardzo wydajna. Mam nadzieję, że peeling też będzie. Póki co jestem z niego zadowolona. Dozuje się z umiarem, nie pieni, całkiem ładnie czyści.
Krem pierwszej pomocy. Ze srebrem koloidalnym, wyciągiem z żywokostu, kwasem hialuronowym. Na meduzie oparzenia (to zdarza mi się prawie codziennie!), na ukąszenia owadów, oparzenia termiczne i słoneczne, mechaniczne uszkodzenia skóry. Jeszcze się na tyle nie uszkodziłam, żeby sprawdzać działanie.
Oczyszczający szampon marokański. Z wulkaniczną glinką (zawierającą krzem i magnez), olejem arganowym, wszystkimi możliwymi witaminami (A, B, C, D, E, F, K), oliwą z oliwek, białkami, solami, antyseptycznymi cudami. Ma oczyszczać i uwalniać od toksyn. Obecnie posługuję się szamponem ziołowym tybetańskim, ale czasem warto spróbować czegoś nowego. O tybetańskim mogę powiedzieć, że ma wpływ na jakość. Odkąd go używam, moje włosy są bardziej miękkie, lśniące i mimo zimy/szalików, nie kołtunią się. A może to tylko zasługa odżywki?
Mydło do bani. Jeszcze nie mam pojęcia, co z tego wyniknie.


14 komentarzy:

  1. Dla mnie to egzotyczne produkty, haha Jestem bardzo ciekawy smaku jak i zapachu. Szczerze mówiąc zazdroszczę Ci tej wyprawy ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma czego zazdrościć, stawiaj sobie cele i pojedź (ale wiosną/latem, teraz naprawdę nie ma sensu). Warto. Szczególnie, jeśli chodzi o jedzenie ;)

      Usuń
  2. Zamówiłam kiedyś kilka ruskich kosmetyków i do dziś na sam widok tych pokracznych literek dostaję uczulenia. Po kremie pod oczy ze jonami srebra tak spuchłam, że budząc się myślałam, że straciłam wzrok. Dziś nawet butów bym tymi produktami nie czyściła.

    Lemoniada wygląda trochę jak absynt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to kwestia geograficzno-edukacyjna, ale nie mam problemu z literkami. Co do kosmetyków - kiedyś dałam się oszukać jakiejś skandynawskiej ekologii i okazało się, że mam alergię, gęba urosła do rozmiarów księżyca w pełni i nawet odzwierciedlała jego plamistość. Z rosyjskimi kosmetykami mam już tyle doświadczenia, że wiem, co jest dla mnie w miarę dobre, co pasuje, jakie składniki wywołają reakcje nieporządane. A mój "ruski" krem ze srebrem jest produkowany w Polsce, żeby było śmieszniej.

      Może w lemoniadzie o to chodziło? Absynt dla nieletnich?

      Usuń
  3. Herbaciane mieszanki bardzo oryginalne, u nas nie spotkałam jeszcze kopozycji z oregano i tymiankiem. Bardzo intrygujące!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak ładnie opakowane, bo pewnie nie zwróciłabym uwagi, gdyby wyglądały mniej atrakcyjnie :) Może te kompozycje są zbyt odważne na nasz konserwatywny rynek? ;)

      Usuń
  4. herbatek i himalayi zazdraszczam niemożebnie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Himalaya jest jak najbardziej do zdobycia w Polsce, więc nie musisz zazdrościć ;) Herbatki są fajne, ale pewnie znalazłyby się jakieś odpowiedniki.

      Usuń
    2. ojtam, ojtam. zazdraszczam, bo nawet nie mam siły szukać, serio serio...

      Usuń
    3. Himalaye w zalinkowaniu są, nie musisz szukać. ;)

      Usuń
  5. Litewskie krówki są przepyszne. Od niedawna można dostać je również w polskich filiach Biedronki (bardzo mnie to zdziwiło) - różnią się jedynie napisami zarówno w litewskim, jak i angielskim języku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedronki ostatnio bardzo zadziwiają. Krówek poszukam. Ale wiem, że były też łotweskie przekąski serowe, czy coś w tym rodzaju. Cywilizacja zaczyna do nas docierać :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.