piątek, 2 stycznia 2015

Hej!



To nie było łatwe, ale chodziło za mną tyle czasu, że radość sprawia mi zrealizowanie pomysłu. Ludowe akcenty to nie nowa obsesja. Jestem w trakcie realizacji jeszcze kilku zdarzeń z tej dziedziny.
Melanżowe drechy zakupione zostały w formie czystej, nienaruszonej. Następnym krokiem było naszycie parzenicowych wzorków. Posłużyłam się sznurkiem do sutaszu. Kolor czarny wydawał się najbardziej odpowiednim. Inne kolory też są fajne, ale czarny najważniejszy.

Orawa to historyczna kraina umiejscowiona wśród zachodnich Karpat. Nie było mnie tam nigdy. Jednak tamtejsza parzenica spodobała mi się znacznie bardziej niż jej sławna krewniaczka z Podhala (tam akurat byłam kiedyś). Parzenica jest sercowatym motywem ozdobnym. Haftuje się go czarnym, wełnianym, specyficznie ułożonym sznureczkiem lub wąską taśmą. Historia parzenic orawskich ma swój początek dopiero około 1892 roku, kiedy zaczęto je naszywać przy przyporach. Początkowo takie portki służyły bogatszym gospodarzom. Warto też parę słów poświęcić przyporom, bo do niedawna sama bym nie wiedziała, co to takiego. Zdjęcie ze zbiorów Państwowego Muzeum Etnograficznego pomoże zrozumieć.


Coby portki dobrze leżały, nie były zbyt obszerne i nie było dociekań (Right now you probably thinking how she get in them jeans), fundowano pionowe rozcięcia w górnej części. Dolne plecy najczęściej nie są wklęsłe, więc trzeba było radzić sobie. Wokół tych rozcięć naszywano różnego rodzaju zdobienia, co też nie było głupie, bo podnosiło walory estetyczne oraz zabezpieczało przed powiększaniem się rozcięć.
Ewolucja stroju postępowała. Teraz jakaś nizinna istota bez zrozumienia tradycji ludzi gór, naszyła sobie parzenice na dresiwo. Nie jest wybitnie zgrabnie, ale jak na pierwszy raz - nie najgorzej. Zauważyłam też, że zaaplikowałam dość małe wzorki, ale uważam, że to przez niewielką wysokość nad poziomem morza. Inne powietrze.


Ślizg!



Zdjęcia wykonane podczas dłuższego spaceru w ramach akcji odchudzania jamnika. Od połowy jesieni stawał się fat, teraz czas na fit.
Poza spodniami nic ciekawego się w "stylizacji" nie dzieje, więc pominę milczeniem lament nad kurtką (niby drogocenna, ale funkcjonalność słaba). Zatem to wszystko.

Hej!

4 komentarze:

  1. Ale dałaś czadu :D Pamiętam, jak pisałaś, że Ci chodza po głowie. Pierwsza fotka oddaje ducha ciucha, hej! Super! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I udało się! :) Z tym pierwszym zdjęciem strasznie się namęczyłam. Prób było wiele, ale efekt taki, o jaki chodziło.
      Dzięki! :)

      Usuń
  2. Wszyscy teraz chcą być tylko fit, haha Ale bardzo dobrze, że dbasz o zdrowie swojego czworonoga :) zdjęcia super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jamniki muszą być fit, żeby nie mieć problemów z kręgosłupem. To główny powód. Trochę go żałuję, kiedy musi po schodach się wspinać :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.