sobota, 13 grudnia 2014

Poradnik: Jak być dobrą ciocią?

W poniedziałek pojawił się właściciel kocyka, który z zapałem dziergałam. Dlatego z okazji postanowiłam spisać moje przemyślenia na temat bycia dobrą ciocią. Nie uważam się za ideał, ale nie ustaję w staraniach.

Na początku pragnę zaznaczyć, iż nie jestem specjalistą w dziedzinie, bazuję jedynie na obserwacjach własnych i wrodzonej nieomylności. Nie uzurpuję sobie prawa do jedynej słuszności. Wszystko zależy od sytuacji, kontekstu i wielu, wielu czynników.

Odpowiedź na pytanie zadane w tytule mogę zamknąć w jednym zdaniu. Kwestia nie jest skomplikowana, nie wymaga wysiłku fizycznego, czy intelektualnego. To nie budowa statku kosmicznego, to budowa dobrych relacji z otaczającymi nas ludźmi. Trzeba się starać, to fakt, trzeba być dokładnym, nie należy iść na łatwiznę. Ludzie są ważniejsi od statku kosmicznego. (Moja rada znajdzie zastosowanie również jeśli jest się wujkiem.) I brzmi: Współpracuj z rodzicami.

Mam kilka tych niewielkich dzieci i kocham je sercem całem. Ale moja wrodzona nieomylność nie dotyczy ich wychowywania. Tym zajmują się rodzice. Nie forsuję swoich racji, szanuje to, co mamy i tatusiowie tych smarkaczy chcą wtłoczyć swym pociechom w małe łebki. Nie podważam zasad obowiązujących w ich domach. Jeśli bobas kładzie się spać o określonej godzinie, to kładzie się spać o określonej godzinie. Jeśli nie ogląda telewizji, to nie ogląda telewizji. Nie ma miejsca na: Weź, przestań, Matko Dziecka, co złego się stanie, jeśli raz pójdzie spać o północy zaraz po tańcu z gwiazdami... Chcesz być dobrą ciocią? Nie dyskutuj z zasadnością zasad.

Są też prezenty. Wszyscy lubimy obdarowywać małych. Osobiście jestem przeciwna wręczaniu smarkaczom słodyczy. Uważam, że jest to sprawa do przedyskutowania z rodzicami. Jeśli kupuję Pięciolatkowi żelki, daję je mamie Pięciolatka. Nie częstuję też cukierkami nikogo poniżej dziesiątego roku życia. Cukierki i czekoladki są zabójcze. Rozumiem rodziców, którzy sobie nie życzą. Irytują mnie współciotki, które ignorują protesty znajomej Mamy. Co ty? Przesadzasz... A przestań! to lekceważenie mocy rodzicielskiej. Nie znaczy nie. Tyczy się to również różnego rodzaju zabawek. Jeśli dziecko nie bawi się imitacjami broni, nie kupuj mu karabinu. Jeśli rodzice nie akceptują trupiaszczych lal, odrzuć myśl o Monster High. Przedyskutowanie z opiekunami dziecka tego, jaki prezent jest zgodny z ich systemem wychowawczym, nie jest najgorszym pomysłem. Można też postawić na neutralne, edukacyjne zabawki. Bądź dobrą ciocią, pomagaj młodocianym w rozwoju.

Trzecia sprawa - nie traktuj dziecka jak niepełnej jednostki ludzkiej. To już jest człowiek, nie rób z niego idioty. Nie śmiej się z niego, wysłuchaj od początku do końca. Jeśli zauważysz coś niepokojącego, o ile nie jesteś w stanie rozwiązać problemu, donieś rodzicom. Mają prawo wiedzieć. Nie ma jednak sensu zbytnie rozdmuchiwanie błahych spraw. W tym przypadku trzeba zachowywać zrównoważenie i rozsądek.

Cały czas rozmawiamy o normalnych rodzinach, w razie patologii i krzywdzenia reaguj zdecydowanie, żeby przynieść jak najwięcej korzyści dziecku.

To są moje rady. Jeśli ktoś jest równie nieomylny lub (co lepsze) posiada odpowiednie wykwalifikowanie, zachęcam do pozostawienia swoich spostrzeżeń lub naukowych faktów w komentarzu.

6 komentarzy:

  1. Mam siedmioletną praktykę. Teoretycznie wydawałoby się ,że te sprawy nie wymagają tłumaczenia,... teoretycznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z teoria zawsze są jakieś problemy :)

      Usuń
  2. ooo, z tymi słodyczami to serio, cukier z najspokojniejszego dzieciaka może zobić psychopatę, widziałam na oczy własne, straszne to było :-D
    nie jestem dobrą ciocią ludzką, pewnie nigdy nie będę, za to psieskową ciocią jestem najfajniejszą :-D utulę, wyspaceruję, nie przegnę ze smaczkami, no po prostu samo szczęście! polecam się :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz więcej jest grubych dzieciaków, dzieciaków z próchnicą i innymi chorobami wynikającymi z nadmiaru słodyczy. A do tego ataki psychozy... ;)
      Bez bicia się przyznaję, że nie jestem ostatnio dobrą pańcią dla jamnika. Karygodnie zaniedbuję spacery.

      Usuń
  3. Ja myślę, że Twoje porady powinny przeczytać babcie! Czyli w większości przypadków jednostki niereformowalne przyjmujące za życiowy cel psucie rodzicom dzieci i krwi, przynajmniej tak wynika z mojej obserwacji.
    A w temacie cioć, pomagam bratanicy w nauce czytania (co powinna robić w szkole, ale nie robi) i niestety lekko nie ma, bycie ciocią zwłaszcza dobrą to wyzwanie w takiej sytuacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One chcą dobrze, ale cel nie uświęca środków.
      Bycie ciocią to nie tylko przyjemność, to też obowiązki ;) Życzę Ci cierpliwości i wytrwałości.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.