sobota, 6 grudnia 2014

Azjatycka filozofia okołopierogowa


Zdjęcie powyższe już wcześniej pojawiło się. Ale będę poruszać temat, który się na nim znajduje. Chodzi mianowicie o pierogi gotowane na parze. Nie chcę opisywać całego procesu twórczego. Nie chcę opowiadać o nadzieniu. Chcę nakreślić podstawy, na których sama się opieram. Coraz lepiej wychodzi mi produkcja, coraz bardziej jestem z niech zadowolona.

Wykonanie ciasta nie jest skomplikowane. Jest trochę czasochłonne, potrzeba też energii. Skład przedstawia się następująco:
  • 260 g zwykłej, uniwersalnej mąki pszennej;
  • 0,5 łyżki soli;
  • 120 ml wody.
Wystarcza na 8 gigantycznych, lub 16 normalnych pierogów.
(Przeliczyłam na ludzkie jednostki skład znaleziony tutaj.)

Ciasto miesza się, ugniata i maltretuje aż do otrzymania gładkiej, nie tak bardzo kleistej, ale elastycznej materii. Następnie podzieliłam na 16 w miarę równych kawałków, rozwałkowałam je i schowałam do lodówki na kilka godzin. Ale normalne i wskazane będzie użycie od razu (ja byłam w sytuacji niepotrzebującej jeszcze obiadu).

Ciekawostką jest moje wypełnienie garnka parującego. Niestety nie dostrzegłam możliwości zakupu papieru go gotowania na parze, dlatego z papieru do pieczenia wyciełam odpowiednie koło (pasujące do rozmiaru mojego garnka), a następnie za pomocą dziurkacza biurowego uczyniłam na nim dziurki. Pełen profesjonalizm!




Po nadzianiu, złożeniu, sklejeniu i ułożeniu w garnku, pierogi parują się przez 15 minut. Dzięki papierowemu wkładowi nie przywierają do podłoża. Ostatnio pękło mi ciasto tylko w jednym. Kształtowanie nadal na poziomie niekoniecznie wizualnie przyjemnym, ale coraz lepiej. Forma tradycyjnego polskiego pieroga też się nieźle sprawdza.

Kwestię nadzienia uznaję za indywidualną. Ostatnio użyłam gotowanego indyczego mięsa (zmielone po ugotowaniu), warzyw (marchew, cebulka), posiekanego gotowanego makaronu ryżowego (nareszcie się skończył), przypraw, oleju sezamowego. Jak dla mnie może być. Zabrakło jakiejś zieleniny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.