poniedziałek, 6 października 2014

Rijeka i Opatija

Statek widziany z podziemnego parkingu pod Tower Center Rijeka.

Rijeka to trzecie co do wielkości miasto Chorwacji i najważniejszy, największy port morski.  Obecność wielkich statków nie powinna więc dziwić. Jeśli chodzi o logistykę lądową - Rijeka jest głównym węzłem komunikacyjnym Kvarneru. Nie da się jej więc przeoczyć. Legendarną atrakcją jest wzgórze Trsat, do którego zabrakło nam ambicji. Aby wspiąć się na czubek ukoronowany ruinką, pokonać trzeba 561 stopni. Podobno niektórzy czynią to na kolanach, z powodu wartości pielgrzymkowej miejsca.
Miasto zbudowali Ilirowie (oczywiście), Rzymianie przejęli, a w latach 1466-1918 zdalnie z Wiednia panowali tam Habsburgowie. Włochy przejęły Rijekę w 1924, a po II wojnie światowej stanowiła ważny, jugosławiański port. Wszystko to wpłynęło na wygląd miasta (II wojna nadgryzła port). Poza tym ważnym wydarzeniem było trzęsienie ziemi w 1750, które zniszczyło większość zabudowań.


Najpopularniejszą ulicą miasta jest Korzo. Jeśli ktoś lubi porównania - ulica Szeroka w Toruniu pełni podobną funkcję. Ino mniejsza jest i wcale nie taka szeroka... Korzo usytuowano w miejscu, w którym przed trzęsieniem ziemi były mury miejskie.

Korzo

Pizzeria, ale tak droga, że uciekłam po zrobieniu zdjęcia.


Stare spotyka nowe.

Kawiarnie są ważnym tematem w chorwackim kraju. Po pierwsze muszę zauważyć, że przy kawie można było oglądać sport. Niestety tylko piłka nożna Chorwatów obchodzi, ewentualnie jakiś wydumany tenis. Siatkówki zabrakło, dlatego przegapiłam finał mistrzostw. Kogo obchodzi piłka nożna? Ale to uwaga na marginesie. Kawa jest dobra. Najlepszą piłam w Crikvenicy, a była to ledena kava (ale o tym przy okazji Crikvenicy). Głównie jednak skupiałam się na kawie ze śmietanką (kava sa šlagom). Początkowo wydawało mi się, że to będzie coś zwykłego, a jednak śmietena była bita (nie zgłosiłam odpowiednim służbom). Do niewielkiej filiżanki wypełnionej gorącym, aromatycznym, czarnym naparem i zimną, tłustą, ale nie słodką białą breją ułożoną na kształt rozetki, bez łaski dostaje się szklankę wody. Pewnie kranówa, ale liczy się gest. Nie wygłupiałam się też, nie siliłam na zagraniczność, złożenie zamówienia po chorwacku nie jest skomplikowane. Co ja się będę wyrywać, że coffee, jak kava to kawa.
Ogromny minus - nie ma zakazu palenia. Chyba nigdzie. Na ulicy, w knajpach, wszędzie doświadczyć można przykrego smrodu papierosowego. Trzeba naprawdę kombinować, żeby znaleźć sobie niezaśmiardłe miejsce, w którym nie zawieje tytoniowym dymem prosto w twarz. Nie spotkałam się też z podziałem na sekcje palące i niepalące. Wszystko w jednym worze, wszyscy muszą się wędzić.

Kava sa šlagom.

A teraz pizzeria, którą polecam. W przeciwieństwie do vrbnickiej Morskiej Vili, rijecka Delta wypadła zadowalająco. Lokal znajduje się przy ulicy Ivana Zajca 2, jest to róg Zajca i Ribarskiej. Wystrój ładny, obsługa profesjonalna, jedzenie smaczne. Pizza frutti di mare, czyli plodovi mora trochę słona, ale może dobrze nie odwirowali tych płodów po wyłowieniu z morza... Fruttów nie było specjalnie dużo, ale całość została nasycona aromatycznym zielskiem, dobrze wypieczona, nie przeładowana serem. Ciasto przepyszne. Średnia pizza na dwie głodne osoby zdecydowanie wystarczyła.

Końcowa faza konsumpcji.

Opatija nie została silnie uwieczniona na zdjęciach, ponieważ w żaden sposób nie byłam przygotowana na fotografowanie nocne. A szkoda. Najpierw jednak historyczna notatka.
Do pierwszej połowy XIX wieku Opatija była rybacką wsią nie słynącą zupełnie z niczego. W 1844 wybudowano tam pierwszą willę letniskową, która trwa do dnia dzisiejszego. Nazywa się Angiolina i trudno powiedzieć, czy ją widziałam, bo było już naprawdę ciemno. W 1873 do rozwijającego się miasteczka dotarła kolej żelazna. W 1890 cesarz Franciszek Józef (Franjo Josip) wydał dekret uznający Opatiję za uzdrowisko klimatyczne monarchii austro-węgierskiej. Łagodny klimat sprzyjał gruźlikom. Miejscowość słynie również z botanicznego względu - warto zwrócić uwagę chociażby na nadmorskie bambusy. Prawdziwe, wysokie bambusy.
Opatiję odwiedzali: Piłsudski, Sienkiewicz, Witkiewicz, Mahler, Czechow, Puccini.
Jeśli spacerować, to nadmorską promenadą - lungomare. Dotrzeć można do Lovranu (stopa moja nie dotarła, było już za późno na taką wyprawę), który słynie z jadalnych kasztanów i jest miejscem śmierci Stanisława Witkiewicza, który chyba tam miał jakąś letnią rezydencję. Ja bym miała, gdybym była Witkiewiczem.

Opatija w ciemności i ja (chociaż raz się uczesałam, trzeba to pokazać).

W Rijece i Opatiji byłam w tych samych spodniach, co na wyspie Krk. Przypadek?

Na koniec plakat Franza Lenharta z lat 40. zachęcający do odwiedzenia Opatiji (wtedy jeszcze włoskiej Abbazii). Oczywiście podkradnięty w sieci:

11 komentarzy:

  1. żeby nie te płody z morza, to bym zazdrościła tej pizzy, bo wygląda jak marzenie :-D
    fajoska wycieczka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak zakazu palenia to zło! I pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu w Polsce też próbowano protestować przeciwko jego wprowadzeniu, a dziś chyba nikt nie chciałby powrotu do sytuacji sprzed i żaden restaurator przez to chyba nie zbankrutował.
      A wycieczka boska i slinię się do tej kawy:)

      Usuń
    2. A ja bardzo lubię płody z morza. Były jeszcze inne pizze do wyboru, ta jest kompromisem. Była pizza z kulenem, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to jest i wolałam nie ryzykować. Teraz też nie wiem, czy bym zaryzykowała.

      Brak zakazu palenia uważam za największą niedogodność całej wyprawy. Jeśli o to chodzi, to w Polsce nie ma na co narzekać. I nawet przed wprowadzeniem był podział na strefy palące i wolne od dymu. Tam nikt o tym nie słyszał.
      Kawa była wspaniała :)

      Usuń
  2. Choć lubiłam siedzieć sobie ze znajomymi w knajpie przy piwie i szlugach, bardzo się cieszę, że mamy zakaz palenia w takich miejscach. Byliśmy w ten weekend w Toruniu :)) no i mamy fajne wspomnienia kulinarne... ech, ja to bym tak mogła jeździć i żreć. Chorwację mamy w planach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię Toruń i tam też mam swoją ulubioną pizzerię. Nie wiem, czy jeszcze funkcjonuje na starych zasadach, ale swego czasu była najlepsza. Na ul. Franciszkańskiej, niedaleko Planetarium i Muzeum Podróżników.
      Polecam Chorwację. Jest, co jeść, wspomnienia kulinarne się tworzą, burek z nadzieniem serowym jest świetnym drugim śniadaniem.

      Usuń
  3. Po "Opatiję odwiedzali: Piłsudski, Sienkiewicz, Witkiewicz, Mahler, Czechow, Puccini." należało dodać : i ja. Pewnie Gesslerowa ich tej pizzy uczyła(albo poprostu mają bliżej do Włoch) :) ja wolę taką jak kiedyś była, zanim pani Magda zaczęło wprowadzać włoskie zwyczaje. ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie aspiruję do tego grona, tym bardziej, że wszyscy już nie żyją ;)
      Nigdy nie jadłam pizzy Magdy Gessler, nie jestem jej też za bardzo ciekawa. Dla mnie liczy się dobre ciasto, ciekawa kompozycja przyprawowa w sosie, estetyka wykonania, ogólne wrażenie smakowe (zgodne z nazwą) i to, żeby lawina sera nie grała głównej roli.
      Ale jak focaccia, to focaccia.

      Usuń
    2. To się nie dogadamy, gdzyż jeśli o pizzę chodzi lubię się bezczelnie nażreć, nawet jeśli połowa miałaby zostać... może trzeba temu jakąś nową nazwę wyślić- placek na bogato. :)

      Usuń
    3. I bardzo dobrze. Bo gdyby wszyscy ludzie mieli ten sam gust kulinarny, wszyscy jedliby to samo do znudzenia, i co najgorsze, nigdy by nam się to nie znudziło.
      Nie lubię nie zjadać wszystkiego, tak mnie wychowano.

      Usuń
  4. Pizza nie jest moim ulubionym daniem, ale taką na cieniutkim cieście zjadłabym z przyjemnością, w dodatku sztućce takie same mam po babci, chyba przedwojenne, więc tym bardziej by mi smakowała:)
    Na zdjęciu wyglądasz jak Kleopatra! Przynajmniej od ramion w górę:)
    Kawa z taką śmietanką jest najlepsza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo lubię pizzę, ale właśnie na takim cieście. Jeśli chodzi o sztućce, to mam słabość do widelców z długimi, smukłymi ząbkami, najlepiej w liczbie 4. Bo u mojej babci takie były :) Ciekawy temat na naukową rozprawę - Wpływ babcinych sztućców na życie człowieka.
      Dziękuję za komplement! Czasami warto się uczesać...
      A kawa faktycznie wspaniała.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.