środa, 1 października 2014

Novi Vinodolski


Wracam do codzienności. Do rytmu dni. Posegregowałam zdjęcia. Choruję powoli, szukam mebla łazienkowego (jeden już znalazłam) i planuję sto tysięcy rzeczy. Radość życia mimo niewydolności oddechowej. Ale to nudy. Urlopowe zdjęcia są ciekawsze.
Miałam przez te 2 tygodnie dostęp do internetu, ale jak się żenić, to się żenić, jak wakacje, to wakacje. Używałam tylko do kontaktowania się z najbliższymi i sprawdzania, co po chorwacku znaczy samo malo (tylko trochę, ale nie tylko, bo wiele osób używa zwrotu jako prośby o usunięcie się z drogi, szczególnie w sytuacjach sklepowo-półkowych). Chorwacja popularna wśród Polaków jest, więc i ja uległam. Nie mam czego żałować, wypoczynek uznaję za udany. Finał trochę dramatyczny, ale nie jest źle.
Odcinek pierwszy: Novi Vinodolski. Początkowo w planach była Istria, jednak ostateczne zatrzymanie nastąpiło w Kvarnerze. Przypadek. Nie miałam okazji oglądać amfiteatru w Puli. Nie żałuję jednak. Z tego co wiem, nikt nie planuje rozbiórki w tym roku, może jeszcze kiedyś się uda. A Kvarner, o którym nigdy nie słyszałam, okazał się krainą malowniczą.
Ciekawostek na temat miasta nie jestem w stanie z siebie wykrzesać, bo czas głównie upływał nam na plaży, z której roztaczał się widok na wyspę Krk (o której kolejnym razem).


Z braku piasku na plaży - budowałam zamki z kamienia.


Deszcz padający w oddali.


Są tam gdzieś podobno piaszczyste plaże, ale nie mogę tej informacji potwierdzić.
Novi Vinodolski to miasto bardzo pod górę. Chociaż jeszcze nie ekstremalnie. Poza główną częścią, dużo jest wąskich uliczek i różnego rodzaju schodkowych przejść między budynkami. Myślę, że mieszkańcy nie mają problemu z utrzymaniem niezdyszanej kondycji.




Novi Vinodolski i kawał lądu w oddali.

Wyspa Krk

Nie skusiła nas plaża w samym mieście (może to ta legendarna, piaszczysta?), spokojniejsze tereny peryferyjne wydały się bardziej atrakcyjne. Ze znalezieniem sobie miejsca nie było problemu (tłumy raczej przeminęły, bo połowa września). Bardzo przydało się obuwie wodne, ponieważ kamienistość nadmorska jest jednak dość konkretna.

12 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia z pięknego zakątka:) Bardzo zachęcające miejsce na urlop, szczególnie, że nawet posezonowy wrzesień jest tam miesiącem pogodowo całkiem atrakcyjnym. Chętnie bym pojechała, a najchętniej z kimś na doczepkę, kto by wszystko załatwił i dowiózł, bo załatwianie i droga, to jest coś, co mnie w wakacyjnych przedsięwzięciach najbardziej zniechęca...
    (Mój szwagier parę dni temu też wrócił z wakacji w Chorwacji, kto wie, możeście się nawet gdzieś na plaży minęli:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, ja się właśnie tak doczepiłam ludziom do urlopu na tydzień przed wyjazdem ;) Więc z dowozem nie było dużego problemu. Co do załatwiania noclegu - wszystko odbyło się na miejscu, nikt niczego nie rezerwował, nie przedpłacał... Była z nami osoba, która bardzo wyraźnie macha rękami, reszta znała trochę niemieckiego i udało się dogadać z panią wynajmującą apartmany turystom. Droga jest długa, ale warto.
      (Jeśli Twoim szwagrem jest Krzycho, mąż Agniechy, to widziałam, doświadczyłam ich małżeńskich kłótni na plaży...)

      Usuń
    2. Jestem za kombinowaniem noclegów na miejscu, po uprzednim nie aż tak dociekliwym rozpoznaniu terenu pod względem "gdzie będziemy spać". To wszystko jest o dużo łatwiejsze niz się wydaje. Wystarczy kilka dni wolnego, kasa na benzynkę(po drodze bywa piękniej niz u celu niekiedy). Fajnie, kiedy nie trzeba się trzymać utartych szlaków i planu. Dogadać się można, [rzeciez my bracia Słowianie, ten sam rytm, ta sama porywczość i gościnność

      Usuń
    3. Dla mnie to nowe doświadczenie. Rozpoznanie terenu było na Istrię, a przypadkiem wyszło inaczej. W sumie przekonałam się do kombinowania tu i teraz, bo przynajmniej dokładnie wie się, co się bierze, jak to wygląda, gdzie jest umiejscowione. I nawet można coś utargować. :)

      Usuń
    4. A jak coś nie teges, to można się zmyć :)

      Usuń
    5. I ta możliwość jest bardzo radosna. Szukać można do upadłego, zamiast zgrzytać zębami, bo zapłacone.

      Usuń
  2. zajefajne fotki! :-) bardzo bardzo bardzo! weź się udziel na jakimś flickr..com albo co :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Nie mam czasu bloga ogarnąć, życia własnego, nie dałabym rady się jeszcze gdzieś udzielać :)

      Usuń
  3. Jak się żenić to się żenić w równe nogi wskoczyć w studnię... ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chopin gdyby jeszcze żył, toby pił. ;)

      Usuń
    2. Zabrakło: to tak jakby w uniesieniu w równe nogi wskoczyć w studnię
      A Chopin jakby żył to by się leczył... ;p, podejrzewam że przy dzisiejszym stanie medycyny nie tak łatwo pozwoliliby mu na zejście ;p

      Usuń
    3. Chopin był taką niunią, że nie wiadomo, co by zrobił. Wesela Wyspiańskiego by pewnie nie przeżył.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.