środa, 22 października 2014

Monako w Hollywood

Każda kobieta marzy o tym, by być księżniczką. Niech nikt nawet nie stara się zaprzeczać. Być księżniczką jak kopciuszek, Kate Middleton lub Barbie. Piękne suknie nie tylko na wesela, biżuteria skrząca się diamentowym blaskiem. Uosobieniem tego marzenia jest Grace Kelly. Z hollywoodzkiego filmu pt. Grace of Monaco dowiedzieć się możemy, że księżna (czy tam księżniczka) to funkcja polegająca nie tylko na ładym wystrajaniu się. To też odpowiedzialność. I różne inne zajęcia, jak nauka języka i historii, jak hartowanie ducha i łzy w oczach.
Gdy nie ma się głowy koronowanej z urodzenia, trzeba sobie zasłużyć na tytuły. Bo inaczej wieśniacy oraz notable patrzeć będą na ciebie z góry. Co z tego, że zgarnęłaś Oscara, a tatko nauczył cię wyrażać własne zdanie? Póki nie zabłyśniesz sprytną intrygą, jesteś tylko dodatkiem estetycznym zwiększającym atrakcyjność kurduplowatego męża. Na szczęście można liczyć na podstępnych Francuzów pod wodzą drapieżnego de Gaulle'a. Rodzi się konflikt podatkowy, nasza Grace może się wykazać.


Lubię filmy biograficzne. W tym przypadku muszę jednak stwierdzić, że wolę oglądać Grace Kelly niż Nicole Kidman w roli Grace Kelly. Nie przypadła mi do gustu banialuka o Super-Princessie, która ratuje swoje małżeństwo oraz księstwo przed francuską inwazją. W tym celu ciężko pracuje nad tym, by opanować język urzędowy i to trudne "rrrrrrrr". Uczy się też manier. Rozpracowuje szpiega ukrytego wśród swych dworzan.
W filmowej Grace brakuje życia. Czasem płacze, trochę się złości, ale to wszystko wygląda tak bardzo na niby.


Książę również rozczarowuje. Nudny, ociężały, głupkowaty nawet. Bez żony nie zawiązałby butów. Postać tła, której rolą jest łapanie się za głowę i retoryczne lamentowanie "Aj waj, co tu zrobić?". Nie zauważa, że oto pod jego nosem z hollywoodzkiej gwiazdy rodzi się Gwiazda, Superbohaterska Księżna, Mistrzyni Zjednywania Sobie Plebsu Poddanych i Zagranicznych Ważniaków.


Rozczarowałam się. Film nie jest skierowany do odbiorcy inteligentnego. Grymas na ustach wywołuje przemowa finałowa, kiedy Grace dokonuje samookreślenia, kiedy utożsamia się z nową ojczyzną, kiedy łzami zachodzą jej dobroczynne oczy... Dramatyczny glitter słodzony syropem glukozowo-fruktozowym wylewa się na mózg. Hurra! Księżna pokonała Francuzów! Kocha męża! Hurra!

Przeczytałam, że miłościwie panująca monakijska rodzina wyraziła sprzeciw, film okrzyknęła komercyjną interpretacją niezgodną z wydarzeniami historycznymi i zrezygnowała z udziału w festiwalu w Cannes (na którym zawsze się pojawiali), gdzie miała odbyć się premiera. Jeśli oni się odcinają od obrazu, to coś w tym musi być.


14 komentarzy:

  1. Też lubię biografie, a ten film pewnie i tak sobie obejrzę, bo Twoja miażdżąca krytyka mnie mimo wszystko zaciekawiła. Choć już na pierwszy rzut oka nie spodobała mi się Nicole Kidman jako Grace Kelly...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole Kidman to dobra aktorka, o czym świadczy chociażby "Portret damy", ale jako Grace Kelly się nie sprawdziła. Czas akcji to początek lat 60., bohaterka lat ma domyślnie 30 z małym plusem, a Nicole 50 z małym minusem. Po drugie - brakuje tego charakterystycznego, dziewczęcego uroku. Kidman to nie ten typ.
      Czekam na Twoje wrażenia po obejrzeniu.

      Usuń
  2. Nie pamiętam czy chciałam być księżniczką. Mam tylko jedno pytanie, wymień jakiś amerykański, niesmutny i nieoffowy czyli wychodziłoby, że w głównym nurcie, film wyprodukowany w ciągu ostatnich 5 lat, który jest przeznaczony dla człowieka inteligentnego, chętnie obejrzę. :) I się odniosę, być może nawet na miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością chciałaś! Musiałaś ;) Hipnoza Hollywood!
      Z tym niesmutkiem to jest problem, bo chciałam napisać, że "Blue Jasmine". W takim razie "Służące" i "Moonrise Kingdom". Ostatnio więcej nieamerykańskich oglądam, dlatego takim szokiem kulturowym była "Nicole księżna Monako". Mogłam się przecież spodziewać... Ale po "Dianie" myślałam, że nic mnie już nie zaskoczy.

      Usuń
  3. Szkoda tylko, że tak mało pięknego Monaco w filmie było. Monaco mogło spokojnie grać rolę drugoplanową i wzmagać efekt wyjątkowości. Niestety twórcy nie skorzystali z tej możliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga! Zamiast skupiać się na sukienkach księżnej, można było wyściubić nos z pałacu i pokazać spektakularne okoliczności przyrody.

      Usuń
  4. Amerykański nieoffowy, choć smutny, acz wart obejrzenia i przeznaczony dla inteligentnego odbiorcy jest "13 years a slave".
    Kurczę, nie mogę pisać odpowiedzi w drzewie :( Ja nie krysztally, ja tylko chciałam polecić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamierzam kiedyś zobaczyć, ale muszę się psychicznie przygotować. Póki co wolę te mniej smutne.

      Usuń
  5. dlatemu ja oglądam tylko filmy fantastyczne :-D i seriale, o!
    w życiu bym pewnie nie dotrwała do końca w kinie, ych... bardzo zacna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym chciała, żeby każdy film, który oglądam, był fantastyczny ;)
      Dzięki! :)

      Usuń
  6. Księżniczką być... u mnie było z tym różnie, od fascynacji różowym tiulem aż po chęć zostania zakonnicą w III kl. podstawówki... Miałam także dylemat moralny dotyczący służby Bogu i bawienia publiczności jako akrobatka cyrkowa. Przez chwilę marzyłam o weselu w wytwornym, pałacowym stylu. Dokładnie to przez jedne wakacje, później mi przeszło ;)) Mimo krytyki, z jaką odnosisz się do filmu [zakładam, że słusznie, bo i mnie Kidman nie przekonuje w roli Grace Kelly], chyba obejrzę ten film. Tak dla popatrzenia sobie na ciuchy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka osób po lekturze mojego sprawozdania z oglądania stwierdziło, że bardzo zachęciłam do bliższego zapoznania się z filmem. Dlatego polecam, oglądaj, sukienki są warte podziwiania. :D
      Jako zakonnica-akrobatka zrobiłabyś furorę :)

      Usuń
  7. A miałam na ten fil iść... I dobrze że nie poszłam. Co prawda często zdarza mi się oglądać film zupełnie odcinając się od treści i skupiając jedynie na kostiumach i makijażach, ale coś czuję ze nie tym razem. Wszak suknie księżniczek nie są już niczym niedostępnym i wyjątkowym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kostiumy są świetne, szczególnie dla osób zainteresowanych epoką :) Ale treść jest tak banalna, aż trudno się od niej odciąć całkowicie. Zadziwia i powoduje wytrzeszcz niedowierzania.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.