niedziela, 28 września 2014

Powrót nie bardzo triumfalny


Wróciłam wczoraj. Było to okropne doświadczenie (powrót, nie całe wakacje), ponieważ w ciągu ostatnich dni urlopowych rozchorowałam się, jak prawie nigdy. Sprawozdanie kilkuodcinkowe będzie, pojawi się, ale jak już dojdę do siebie. Na szczęście w kościach czuję, że nastąpi to prędzej, niż mi się początkowo wydawało.

środa, 10 września 2014

Pierwszy krok człowieka w Kosmosie


Pustynny krajobraz z innej planety. Zdjęcia inspirowane najpopularniejszą powieścią Franka Herberta*. Mazury to w umysłach ludzi lasy oraz jeziora. O pustyniach nie pomyśli raczej nikt. Ale jest na Mazurach piramida, więc dlaczego nie pustynia?

(¬‿¬) Być jak Neil Armstrong...

Ciekawostka:
Neil Armstrong urodził się w miejscowości noszącej nazwę Wapakoneta. 
 
Ślady byka (pan jeleń). Sezon rykowiskowy już oficjalnie trwa.


Mam nadzieję, że żaden rolnik nie będzie mnie ścigał z powodu nabijania kilometrów w terenie polnym (a to nawet było pole jakiejś szychy lokalnej). Muszę przestrzeń do biegania dla pana jamnika kombinować, bo biedaczysko zleniwiało i tyje. Jak jego pańcia...

*Mam problem z nazwiskami. Nigdy nie mam pewności czy Herbert Franck, czy Frank Herbert, albo czy Douglas MacArthur, czy Arthur MacDouglas... Czekam na komentarz Kas o Czesławie Miłoszu.

niedziela, 7 września 2014

Serce i pazur

Profesor Simona Kossak była biologiem wykształconym, wylęgniętym z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Na życiu i pracy postanowiłam się nie skupiać, bo to już tysiąc razy powiedziane i napisane zostało. Zainteresiwanych odsyłam tutaj i tutaj.


Książka wciąga. Parę lat temu słuchałam co prawda gawęd na antenie Radia Białystok ("Dlaczego w trawie piszczy?"), ale w wersji książkowej są równie interesujące. Tym bardziej, że do zbioru "Serce i Pazur" wybrano tematycznie, te dotyczące uczuć zwierząt.
Po pierwsze - książka wydana jest pięknie, co czyni dwustustronnicowy tom trochę ciężkim. Mówić można o albumie. Dobrej jakości papier, wydanie graficznie miłe dla oka, zdjęcia ilustrujące fantastyczne. Książka trochę kolekcjonerska. Dobrze się czyta, dobrze się ogląda.
Ale nie tylko forma, bo jest i treść. Fragmenty bardziej mnie interesujące nawet pozaznaczałam (właśnie tak czytam książki).


Kossak pokazuje, że człowiek może (a nawet powinien) się od zwierząt wiele nauczyć. Uważamy się za istoty najbardziej inteligentne, cywilizowane, wspaniałe. To nam należą się hołdy i poddaństwo. W wielu kwestiach to jednak te dzikie stwory, które nie mają o niczym pojęcia, przejawiają więcej ludzkich uczuć. Obce im jest "bezinteresowne chamstwo", jak nazwała to autorka. Żadna normalna bestia nie zdzieli kogoś w łeb dla zabawy, nie zniszczy czegoś bez powodu. Zwierzęta bywają bardziej kulturalne niż ludzie.

Bardzo podoba mi się rozdział mówiący o radości zwierząt. Przytoczone przykłady zachowań poświadczają, że nie tylko ludzie odczuwają i potrafią okazać radość czy zadowolenie. Biorąc pod uwagę ekspresję słoni, psów, pawi lub goryli, ludzkie "hurra!" wypada naprawdę blado. Poza tym zwierzęca radosć bardziej wydaje się być bardziej społeczna, bardziej grupowa.

Odniosłam wrażenie lekkiej personifikacji, ale nie było to na tyle wyraźne lub bezcelowe, żeby powodowało silny zgrzyt. Chodzi o to, żeby zrozumieć, żeby przenieść zwierzęcość na płaszczyznę zrozumiałą dla czytelnika. Doszukiwać się analogii, i uznać w końcu, że dzika przyroda ma z człowiekiem więcej wspólnego, niż ten człowiek może się spodziewać.

Myślę, że zdjęcia, barwne opisy, ciekawy język są niezłym materiałem do zainteresowania (lub poszerzania wiedzy zainteresowanych) fauną dzieci. Ale nie tylko. Bo człowiek powinien uczyć się przez całe życie. Dlatego książka jest zdecydowanie dla każdego.


czwartek, 4 września 2014

Wyprawa pociągowa Węgorzewo-Kętrzyn-Mamerki


Początki zazwyczaj bywają trudne. Dotarcie do dworca kolejowego w Węgorzewie przez rozkopane ulice Zamkową i Jaracza było malutkim wyzwaniem. I tutaj uwaga - jeśli ktoś lekkomyślnie planuje urlop na Mazurach (a bywają tacy ludzie) - trasa Mrągowo-Kętrzyn-Węgorzewo-Gołdap jeszcze jest usiana utrudnieniami (teraz już przeterminowanymi).
Kilka razy znaki obwieściły, że przejście dla ludzi chodnikiem po drugiej stronie. Jest taka gra, że żabą trzeba przebiegać między samochodami. W tym przypadku trzeba było wyczekiwać momentu, kiedy po obu stronach rozbłyśnie czerwone światło. Połowiczna ulica pustoszała i bez stresu można było przejść na drugi brzeg.

Kanał Młyński i kaczka.

Na węgorzewskim dworcu funkcjonuje muzeum kolejowe. Można podziwiać relikty poniemieckie i polskie. Do ciekawostek należą tablice, makiety lokomotyw i pancerne maszyny liczące. Na zdjęciu tablica poniemiecka wydmińska i rozkład jazdy (chyba węgorzewski).


31 sierpnia był ostatnim dniem funkcjonowania pociągu na tej trasie. Ale podobno jeszcze jest nadzieja.
Zebrała nam się spora grupa podróżnicza i wydaje mi się, że pociąg poczekał chwilę, zanim nasze 2 osoby dotrą na dworzec. Czy pociągi kiedykolwiek czekają na pasażerów? Chyba, że arcyksiążę... A tu dla nas, normalnych ludzi, taka uprzejmość. Bilet w obie strony (2x33km) kosztował 26 złotych od dorosłej głowy. Zniżki dla dzieci i innych uprawnionych przewidziane. Mogłabym nawet z jamnikiem jechać, bo przewóz psa to tylko dodatkowe 2 złote. Ceny więc bardzo w porządku.
A teraz o trasie. Odcinek jest to dla mnie sentymentalny. Kanał Mazurski, wszystkie te wioski... 20 lat temu jeździłam tą trasą na przykład do dentysty. Oczywiście zmieniło się wiele (jeśli nie wszystko).

Nad rozkopem. Widok z wiaduktu w Przystani.

Las zalany przez bobry.

Dworzec w Kamionku Wielkim.

Operatorem jest Grupa SKPL. Kombinowaliśmy, jak rozwinąć skrót, jednak Spacerowe Kolejowe Pociągowe Linie to nie są...
Stacjami głównymi były punkty turystyczne. Regularne dworce oznaczono jako przystanki na żądanie.

Stacja Mazurolandia - park miniatur.

Gierłoż (tak, ta od bunkrów). Przystanek na środku drogi.

Wnętrze pociągu. Był bufet i wc.

Na dworcu w Kętrzynie.

W Kętrzynie mieliśmy ok. 30 minut czasu wolnego (przed odjazdem w stronę powrotną). Udaliśmy się więc na zamek (a obok zamku jest restauracja, przed którą zamontowano twarz Magdy Gessler). Na zwiedzanie muzeum nie było czasu, więc tylko zakręciliśmy się na dziedzińcu w celu wykonania pamiątkowych fotografii.

Kawałek zamku krzyżackiego w Kętrzynie.

Krzyżacki grajek na zamku.

Kawałek kolejowego budynku poniemieckiego przy ul. Dworcowej w Kętrzynie.

(✿◠‿◠)

Obdrapany wagon wśród mazurskich pól.

Wyprawę uznaję za nadzwyczajnie udaną. Nigdy się tak dobrze nie bawiłam jadąc pociągiem. Nigdy nie jechałam pociągiem jedynie w celu jechania pociągiem. Ciekawe doświadczenie, kiedy droga sama w sobie jest celem.

poniedziałek, 1 września 2014

Welcome to the School



Z okazji kolejnego roku szkolnego, który szczęśliwie mnie nie dotyczy. Chociaż właściwie rozglądam się za szybkim kursem uprawniającym. Człowiek nigdy się nie wygrzebie z systemu edukacyjnego. Nawet emerytom uniwersytety kolejnych wieków otwierają.

Z okazji roku szkolnego - krysztallowa stara szkoła. Siliłam się na artyzm, a jakże. Modelką jest wyciągnięta z pudła Joan Crawford (nie wiem, w którym mam jej obuwie, więc zdjęcia są bezstopowe). Pudło z ubraniami miałam w zasięgu oka, dodatkowo znalazłam ozdobę nagłowną inspirowaną czapką chińskiej cesarzowej. Przypomniałam sobie, że marzy mi się kokosznik. Pewnie skończy się na tym, że zrobię jakiś dopasowany do kopuły Little Joan.

Tytuł całości z piosenki, która namówiła mnie do oglądania serialu. Wątek przyjaźni był dość nieciekawy, wątek nauczycielki dobry, i wątek bandziorstwa szkolnego też mi się podobał. Wątek klasowego prymusa świetny, a przemiana nauczyciela niezaangażowanego w bardziej społeczną istotę - ładnie ujęta.