piątek, 4 lipca 2014

(Nie) mam w co się ubrać



Można się śmiać, ale problem "nie mam w co się ubrać" marnuje cenne minuty życia. Niby wiem mniej więcej, co mieszka w mojej szafie, ale estetyczne znerwicowanie nie zawsze pomaga dopasować spodnie do bluzki. A jeśli będzie padało? A jeśli upał? Albo gradobicie lub atak niedźwiedzi polarnych? W najgorszym wypadku będę się czuła niekomfortowo, bo coś układa się nie tak. I nerwica estetyczna wybucha z taką mocą, że mózg samobójczo wskakuje pod mordercze koła rozpędzonego, smutnego autobusu. Nie umrze, ale poobija się trochę. Jakby mało było poważnych powodów do zmartwień.

Skrzynkowe wnętrze szafy.
Wypracowuję system. Jestem już na etapie zaawansowanym. Moja odzież w formie normalnej (po wypraniu) składowana jest w skrzynkach. Skrzynki stoją sobie na półeczkach. I leżakują sobie, cuda materialne, czekając na swoją kolej. Która w końcu nadejdzie...

Raz na dwa tygodnie prasuję. Wybieram ze skrzynek ciekawsze eksponaty, dobieram je, dopasowuje, staram się poskładać z nich tak zwane stylizacje. Na różne okazje, ewentualności, możliwości meteorologiczne. Tak na 10 wieszaków. Wtedy następuje prasowanie. Przy okazji oglądam serial, film, cokolwiek. Żeby za szybko nie zanudzić się w krainie bluzek, żeby nie dać się lenistwu, które uważa żelazko za narzędzie tortur. Gotowe zestawy odwieszam. W miarę możliwości (to znaczy: jak mi się chce) uzupełniam zasoby pojedynczo w niezobowiązującym terminie. I mam w co się ubrać przez dwa tygodnie. Inną zaletą jest to, że zaczęła występować jakaś rotacja. Rozgrzebuję szafę regularnie i zauważam rzeczy, o których istnieniu zapomniałam. Na bieżąco wyrzucam niepotrzebne/zniszczone/szkaradne szmatołaki. Robię listę tych, które by się przydały. Nie wpadam w panikę, bo nagle okazuje się, że czegoś nie mam, albo nie wiem, gdzie jest, albo wygniecione jest niczym nieumiejętna konstrukcja origami. Zasypiam bez roztrząsania w głowie, co włożę na siebie następnego dnia. System się sprawdził.


Nie chodzi mi o to, żeby udowodnić światu, jak perfekcyjnie zorganizowana jestem. Bo nie jestem. Ale staram się walczyć z samodzielnie generowanym chaosem. Od marca trwam przy tygodniowym planie działania (było o tym tutaj). Zauważyłam, że marnuję mniej czasu. Ogromna to zaleta.

23 komentarze:

  1. właściwie skąd się wziął ten przymus, żeby mieć tonę ciuchów i nie pojawiać się w tym samym? szczerze, mam syndrom jednych portek (jednej bluzki/kiecki/sweterka itd.) i jak w czymś się dobrze czuję, to noszę do zdarcia. ubolewam nad niezrozumieniem otoczenia dotyczącym mojego minimalizmu odzieżowo-kosmetycznego, bah! :-)
    świetny pomysł btw :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli ograniczam moją tonę ciuchów. Przerzucanie takiej hałdy to żadna przyjemność. Przestrzeń mieszkaniowa jest zbyt cenna, by robić z niej magazyn. Na takim etapie życia jestem.
      Ale jeśli chodzi o kosmetyczny minimalizm, to jestem jak najbardziej za. Popieram i rozumiem.

      Usuń
    2. mój kosmetyczny nie dotyczy lakierów do pazura, aczkolwiek ograniczyłam liczbę do jednej kosmetyczki :-D btw. co do tony ciucha: jeśli masz koło siebie jakiś dom samotnej matki, albo schronisko dla bezdomnych kobiet, to oni wszystko przyjmą w darze :-) również czajniki,naczynia, koce itd. itp.

      Usuń
    3. Bardzo mnie rozpraszają tusze do rzęs. Nie lubię mieć dużo, bo nie wiadomo, czego używać, a oczy tylko dwa, które do tego trzeba malować tak samo, bo nie jestem Harvey Dent z Batmana.
      Dzięki za sugestię :)

      Usuń
  2. Kurde, muszę przyznać, że mam totalnie odwrotny system cjuchowy... Prasuję od razu po praniu(no, czasem na prasowanie ciuchy trochę czekają w tzw.misce). Do szafy trafi wszystko gotowe do użycia, mało kiedy wywalam ciuchy, chociaż nie noszę niektórych latami(ale wiem że ich czas generalnie jeszcze nie minął). Mam maleńką szafę, ledwo to upycham wszystko. Ale w sumie ciuchów tez nie mam tak duzo, jakby sie mozna było spodziewać po szafiarce" :))) Ale liste robię jak Ty. Tylko zanim coś kupię, to mi się tego odechciewa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na liście mam obiecnie jeden sweter i nadzieję, że kiedyś go znajdę. Miałam kiedyś dużo ciuchów, ale część oddałam, część wyrzuciłam.
      A system trzeba dopasować do siebie. Własnych preferencji i trybu funkcjonowania. Ja się nie nadaję do prasowania od razu po praniu.

      Usuń
  3. Zaskakująca metoda! O różnych już słyszałam, ale Twoja jest naprawdę wyjątkowa:) Moja koleżanka zawsze przygotowuje sobie ubrania dzień wcześniej wieczorem. Ja jestem leniwa i generalnie niczego nie prasuję, ani nie przygotowuję - co rano idę na żywioł i mam czas tylko na jedną próbę - jeśli coś założę, to musi tak zostać, czasu na przebieranki nie przewiduję... Niestety, czasem z tego powodu bywa niekomfortowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różnych próbowałam, ta sprawdziła się najlepiej. Też bym niczego nie prasowała, gdyby nie film, czy serial. Sama z siebie nie jestem zdolna do takich wysiłków. Ale jeśli coś obok gada, dzieje się akcja, to mogę prasować.

      Usuń
  4. Moja mama tak mi kiedyś robiła w podstawówce, ale nie przejęłam tego zwyczaju. No i źle, bardzo źle. O niebo łatwiej się ubierać jak masz w co i nie musisz się zastanawiać nad zestawieniem ciuchów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama robiła to samo :)
      Najbardziej gubiłam się w poszukiwaniu czegoś, co miałam na myśli, ale jakimś cudem gdzieś zginęło. Teraz problem zniknął. Życie mam spokojne chociaż w tej dziedzinie ;)

      Usuń
  5. Jakże ja bym chciała być taką zorganizowaną, nietycie daleko mi do Marthy Stewart :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stewart ma gosposię. Ja na jej miejscu bym miała ;)

      Usuń
  6. Zapewne słuszne to oraz godne pochwały oraz ochów i achów, ale niestety jestem zbyt leniwa nawet na to oby docenić...eh ;p.

    OdpowiedzUsuń
  7. Teoretycznie wydaje mi się to mądre... ale w praktyce nie zastosuję. Jestem pedantką i estetką, a po uformowaniu moich ubrań w takie stosiki i załadowaniu ich w jakże estetyczne skrzyneczki chyba nie potrafiłabym zasnąć. Powiem wprost: te skrzynki kojarzą mi się z ładowaniem warzyw w osiedlowym warzywniaku. Albo w Biedronce. Albo gdziekolwiek indziej. Nie umiałabym przechowywać w nich ubrań. Ani w jakichkolwiek innych podobnych cudeńkach. Wolę moją bialutką szafę; mam co prawda częściej niż czasem ubraniowe dylematy, ale nie uważam ich za tak poważne, by decydować się na podobne kroki. Jest szafka, są pokładane ciuszki, jest pięknie i czarująco, estetyka wizualna powala. A że zdarza mi się stać przed szafą i marnować czas na zastanawianie się... no cóż, widocznie w moim przypadku tak musi być.
    Pozdrawiam.

    PS. Nie bierz sobie do serca tych skrzynek z warzywniaka - nie są takie złe... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale zdaję sobie sprawę z ich "urody". Ale jeszcze nie wiem, jakie bym chciała, dlatego opcja ekonomiczna. Kiedyś je wymienię na lepsze, na wymiar, z przegródkami, estetyczne. Póki co jest to dla mnie sprawa o znaczeniu marginalnym. Wieszaki mam ładne, a je widuję częściej. :)

      Usuń
  8. Akurat zamierzalam się do posta w tej tematyce, bo tez mam problem. Mój problem polega na tym, ze mam dwie mebloscianki. Jedna zajmują dzieci. W drugiej luby ma jedna polkę na ciuchy i cześć wieszakowa. Ja mam 4 polki na ciuchy, nie wliczając szuflad na bieliznę. Problem w tym, ze te polki nie foremne jakieś, nie bardzo wiem jak złożyć ciuchy żeby się wszystko pomiescilo, nie pogniotlo i nie marnowalo miejsca.. W dzieci owej mebli ściance mam jeszcze posciele kocei swoje torebki. Wieszzakow mam kilka w części lubwgo i kilka u dzieci. W swojej szafie mam rzeczy latowe i zimowe. Niczego nie wynosze bo za bardzo nie mam gdzie. Ostatnio córki dopadły mojaszafe i wszystko wyrzuciły żeby sobie posiedziec na półkach. Miałam wiec okazje do przejrzenia szafy. Ogólnie myślałam, ze nie będę miała w czym chodzić bo przytyje po ciąży, okazało się, ze jeszcze schudlam i kilka rzeczy na mnie wisi, ale szkoda mi wyrzucić, bo mam nadzieje przytyc. Poza tym koleżanki mam raczej większe i moje rzeczy SA za male na moja 13 letnia siostrę, ktora zawsze miała po mnie rzeczy. Chciałabym sobie wszystko ładnie poukladac, tak żebym widziała co mam w szafie po jej otwarciu, a mam wszystko upchniete. Chcialambym sobie wszystko wyprasowaac,bo zwyczajnie przed wyjasciem, nie mam na to czasu. Tylko przy takim Układzie jaki mam i przy małych modnisiach, które często się strona w moje rzeczy (chociaż komuś SA za duże) to znowu nie ma sensu. Znalazłam kilka rzeczy przy okazji o których zapomnialam, ze mam. Skompletowalam kilka zestawów. Ogólnie chórze wciąż w tym samym. Bardziej się skupiam, żeby dzieci były starannie ubrane. Miałam zamiar przewertowac szafę pod katem ubrań które juz mi nie pasują z racji wieki. Pomyslalam, ze powinnam się ubierać bardziej poważnie, żeby dodać sobie lat, bo jak się ubiore zbyt mlodziezowo to wygladam jak dziewczynka a nie kobieta która ma dwójkę dzieci. I czasem tak jestem traktowana. Mój system wygląda tak, ze po prostu otwieram szafę łapie to co pierwsze wypadnie i dopasowuje resztę. Często planowalam sobie jakiś zestaw ale zawsze się okazywało ze albo nie mam butów, albo ciuch jest pognieciony, albo pogoda nie ta. Z tego te powodu wiele ciuchow leży nieużywanych, bo sa pogniecione. Ręce opadają. Marzy mi się duża szafa z wieszakami i więcej polek. A może ciuchow mam za dużo.....aaaaaa zwariuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój problem jest o wiele bardziej rozległy niż mój :) A z ubraniami, które nie pasują ze względu na wiek też miałam dylemat. Trochę zmieniłam mój wygląd wyjściowy. Szukam kompromisów. Największym jest to, że prasuję ;) I dzielę ubrania sezonowo. To wiele ułatwia. Ale mam 2 szafy tylko dla siebie, więc mogę.

      Życzę Ci spełnienia szafowego marzenia! :)

      Usuń
  9. Ten The Buggles jest świetny! Nie określiłabym tego mianem klasycznego piękna, ale oryginalnością (i pomysłem) na pewno. Dziś kręcą podobne klipy (często nieudolnie) inspirując się tamtymi latami, a to pierwowzór, jedyny i niepowtarzalny. Jak tu nie chwalić? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawy system :)
    Mój polega na tym, że prawie wszystko wisi na wieszakach :D Nie znoszę prasować i stąd ten pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba polubiłam prasowanie. Nie mam szczególnie negatywnych odczuć z tym związanych :)

      Usuń
  11. Ja kiedyś spotkałam się z takim pomysłem, że dziewczyna w wolnym czasie (lub raczej specjalnie na to przeznaczonym) robiła zestawy ubraniowe, łącznie z butami i biżuterią i je fotografowała i potem były jak znalazł, bo wiedziała co z czym pasuje. Bardzo mi się to spodobało, u siebie nie zastosowałam, bo ja raczej z tych, co na co dzień chodzą ubrane monotematycznie, wiec problemów wielkich z zestawieniem nie mam, ale czasem na tzw. wyjście by się przydało takie zestawienie sprawdzone.
    Pytanie mam: który z tych zestawów jest najbardziej komfortowy w przypadku ataku polarnych niedźwiedzi, bardzo mnie to zainteresowało:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Butów nie dopasowuję rygorystycznie, bo w sumie nie dysponuję ogromną armią. A z wyjściami to chyba każdy ma problemy :)
      Ten na atak niedźwiedzi polarnych akurat "nie wszedł", chociaż został udokumentowany fotograficznie. Tutaj go widać (chociaż obecnie wisi trochę zmodyfikowany) i to na człowieku. Najlepsze, co można zrobić, to oszukać niedźwiedzia, że jest się jednym z nich, albo chociaż chodzić w ich barwach narodowych.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.