wtorek, 15 kwietnia 2014

Hollywoodzkie oliwki

Obiecywałam ładne tutoriale.

Nazwisko do zapamiętania - Paul Hollywood. Jeśli miałabym wybrać najpożyteczniejszego celebrytę, byłby to właśnie ten pan. Dzięki niemu udoskonaliłam moją piekarniczość, weszłam na kolejny poziom operowania mąką i drożdżami, przytyłam i moja gęba stała się jeszcze bardziej okrągła.

Zdjęcie zaczerpnięte.

Przepis podkradnięty tutaj, ale trochę dodałam i odjęłam, żeby dopasować do gustów własnych i przyjacielskich. Oczywiście pierwotna recepta jest genialna, można posiłkować się wskazówkami w niej zawartymi, ale ja przedstawię moją wersję.

Dla zainteresowanych - bardziej kruche grissini tutaj.

Do przepisu! Let's go!  Давай! (Nie znam włoskiego, a chciałam zachęty międzynarodowe zamieścić, żeby uświadomić, że włoskie grissini, angielski piekarz i polski blog, więc zachęta jest wypadkową).

Olive breadsticks, czyli paluchy oliwkowe, czyli grissini mit Oliven (takie znam języki, przepraszam).

Co robi Paul, mamy w zalinkowanym przepisie. Co robię ja?

Składniki (to moja wersja, więc odbiega od prawdziwej):
  • 1 kilogram mąki;
  • 1 łyżeczka soli;
  • 2 łyżeczki drożdży;
  • 800 mililitrów letniej wody (lililililitry, ile li można?);
  • 4 łyżki oliwy;
  • około 0,5 kilograma oliwek bez pestek;
  • dodatkowo: mąka krupczatka do posypania i 2 łyżki stołowe przyprawy ziołowej do ciasta, w tym przypadku czubryca zielona z ziołami prowansalskimi.
Nie wiedziałam, jakie zioła dosypię, więc na rodzinnym portrecie ich nie ma. W puszce po herbacie jest sól.

Przygotowanie ciasta. Można mieszać łapkami, to nawet wskazane, ale raczej tego nie robię. Składniki połączył za mnie mechanizm mieszający.

1. Wsypałam do miski mąkę. Dosypałam do niej drożdże i sól, po przeciwnych stronach, bo Paul mówi, że tak trzeba, bo sól obok drożdży jest niewskazana, źle działa. A jak się pomieszają? Nie wiem...


Kuchenne światło jest wielopunktowe, dlatego takie światło i cień, dym i ogień...

2. Dolałam 2/3 wody, uruchomiłam maszynę mieszającą. Kiedy składniki podstawowe połączyły się, dolałam resztę, czyli pozostałą 1/3, co razem dało 3/3. W przepisie był podział na 3/4 i 1/4, ale jestem dyslektykiem.

3. Mieszała maszynka ciasto, mieszała, aż stało się miękkie i rozciągliwe. Wtedy dodałam oliwę i poczekałam parę minut, aż się wchłonie. Maszyna nadal mieszała.

4. Naoliwiłam pojemniki prostokątne do przechowywania żywności.



5. Przerzuciłam oliwki do pojemnika po wodzie, odsączyłam je i wrzuciłam do ciasta. Dosypałam przypraw. Wymieszało się wszystko w miarę ładnie.



Czubryca.

Mieszu-mieszu...
 

6. Ciasto rozdzieliłam na dwa pojemniki, zamknęłam je i odstawiłam do lodówki (tak, do chłodnej lodówki, nie w ciepłe miejsce). Zajęłam się ważniejszymi sprawami. Na wyrośnięcie ciasta potrzeba około 2 godzin. Pośpiech nie ma sensu.






7. Stolnicę posypałam mąką krupczatką. Nie dysponuję semoliną. Jeśli krupczatka jest dobra do bełtania pizzą, jest też dobra do innych włoskich wybryków. Nastawiłam piekarnik na 225 stopni.


Kwiatek! :)

8. Wywaliłam ciasto z pierwszego pojemnika na przygotowany plac. Nie ma problemu z odczepianiem się masy od ścianek. Naoliwienie robi swoje. Wybrany placek posypałam krupczatką i lekko przypłaszczyłam.




9. Sprytną łopatką-krajaczką odcinałam paski ciasta i układałam je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Nie wyszły równe, ale nerwowo się nie załamałam. Mam gorsze obsesje.




10. Plastusie piekły się przez 15 minut. Na ciepło są najlepsze.




Tak wygląda ta historia. Czas na napisy i piosenkę końcową -



16 komentarzy:

  1. Od samego patrzenia przytyłam 2 kilo i dostałam ślinotoku! Wszystko wygląda bosko i tak apetycznie!
    Czy oliwki można pokroić, ma to jakieś znaczenie dla powodzenia przedsięwzięcia? Bo szczerze mówiąc nie lubię takich wielgachnych porcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Któregoś razu kupiłam oiliwki z pestkami (oszukałam się, że niby taniej, a nie doczytałam informacji na opakowaniu), więc musiałam je pociąć, żeby wypestkować. Nic wielkiego się nie stało, smak właściwie ten sam. Myślę, że to nie ma znaczenia. Piekłam też wersję z oliwkami nadziewanymi papryką i wszystko przebiegło pomyślnie. Nie widzę też specjalnej różnicy w procesach, jeśli oliwki są czarne. Wszystko zależy od osobistych preferencji smakowych :)

      Usuń
  2. Nie jestem fanką takich wypieków (kłania się mania wypiekania wszystkiego - nawet pierogów - z mąki pełnoziarnistej i dodatkiem otrębów, a jakże inaczej), więc pozwolę sobie nieco nagiąć temat komentarza... Czubryca! Uwielbiam ją :) Od kiedy moja mama pierwszy raz upolowała ją w którymś z internetowych sklepów, zaczęłam dodawać czubrycę niemal do wszelkich dań (oczywiście oprócz tych 'niesłonych'). A muszę dodać, że wyjątkowo pasuje do dań jajecznych i/lub z pomidorami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno przez pomyłkę upiekłam bułeczki z mąki z prosa. Całkiem nieźle wyszły.
      Czubryca do pomidorów jest idealna. Używam już od dłuższego czasu. W wersji czerwonej (czyli urozmaicona papryką) świetnie nadaje się do pieczonych kartofli. Wydaje mi się, że przyprawa staje się coraz bardziej popularna, a co za tym idzie - dostępna. Spotkałam czubrycę w warzywniaku na wagę.

      Usuń
  3. O i jeszcze żebyś do mnie przyszła i takie coś upiekła, to by miło było ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam taki plan, żeby zostać terrorystą, porwać Paula i zamknąć go w mojej kuchni na wieki. Ale tak się składa, że nie mam drzwi do kuchni, więc nie mogłabym go skutecznie zamknąć, zatem cały plan spalił na panewce. Ale nie mam nic przeciwko temu, żeby ktoś inny go zrealizował ;)

      Usuń
    2. Będzie problem, nie mam tendencji do terroryzmu po pierwsze, a po drugie ten pan nie mówi po polsku, wobec czego na wstępie traci dla mnie cały swój urok, więc podejmowanie działań celem zmiany miejsca jego pobytu nie ma dla mnie sensu.

      Usuń
    3. Prawie Ci współczuję ;)

      Usuń
  4. I do tego wszystkiego jeszcze rysujesz w mące!
    Wiesz co, nienawidzę Cię za ten przepis i te zdjęcia; po takiej porcji apetycznych wrażeń nie mam pojęcia, jak przetrwam cały, długi dzień postu;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oliwki są postne ;)
    Jestem typkiem, który rysuje na wszystkim. Ściana, mąka, piasek, drzwi od garażu... Tyle miejsca! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale smakowitości:) Wyglądają bosko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są zdecydowanie zbyt smaczne. Za dużo się ich zjada :)

      Usuń
  7. Jeśli zawierają oliwki to już je uwielbiam:) Spróbuję upiec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliwki to słony odpowiednik czekolady - lubię wszystko, do czego można je dodać.
      Powodzenia! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.