sobota, 8 lutego 2014

Przeczytałam

Chciałam już nie czytać o wojnie. Ale z drugiej strony mam kryzys czytelniczy, nie chcę niczego "nieprawdziwego". Lubię też różnego rodzaju regionalne opowieści, więc był to kolejny argument za. Ponadto "Dziennik z Prus Wschodnich" Hansa Lehndorffa został mi udostępniony z rekomendacją. Przegłosowane.



Po pierwsze, mam uwagi natury technicznej. Tłumaczenie jest fajne. To dobre słowo, bo akcja rozgrywa się około 70 lat temu, w ostatnich miesiącach drugiej wojny światowej i tuż po jej zakończeniu. Nie wiem, co kierowało tłumaczem, ale moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie użył w niektórych przypadkach zbyt współczesnego słownictwa. Mój dziadek tak nie mówi, a książkę napisał rówieśnik jego rodziców. Mam wydumane wymagania, wiem... I jeszcze nazwy. Nie zostały w tekście przetłumaczone, posługujemy się niemieckimi, a indeks miejscowości znajduje się na końcu. To przypomniało mi drogę przez mękę, jaką przeszłam czytając (i tak za trzecim podejściem, "Wojnę i pokój". Wszystkie przypisy znajdowały się w ostatnim tomie. A kto czytał, ten wiem, że wielcy arystokraci, wszystkie te Mikołaje i Natasze, co drugie zdanie wtrącają po francusku. Qui le fait? Irresponsable!
Dziennik nie został też wyposażony w konkretną mapkę, co w razie tułaczki jest dla mnie ważne. Czytałam z mapą google. Właśnie ta wirtualna wędrówka sprawiła, że latem mam zamiar spędzić kilka dni wśród jezior i lasów opisanych w dzienniku. Na własne oczy zobaczyć szczątki pałacu Finckenstein ("chodzi o najpiękniejszą posiadłość w całych Prusach Wschodnich i Zachodnich" napisał Hans).
Wspomnienia młodego (kwestia sporna, czy 35 lat to jeszcze młodość? kolorowe magazyny plotkarskie zrugałyby mnie za takie takie stwierdzenie) chirurga to nie łzawa historyjka, sentymentalna pieśń przegranych, czy coś w tym rodzaju. To krajobraz zniszczenia i przemian opisany z perspektywy szeroko otwartych oczu. Prosto i na temat. Nie ma narzekania, rozpamiętywania. Liczy się teraźniejszość, aktualna chwila. Ponadto wydaje mi się, że dużo o autorze mówi jego notatka z 24 marca 1946 roku:
Podczas przechadzki po Małym Lesie przepełnionym nawoływaniem ptaków spotkałem garbarza. Małe i średnie dęby odziera strugiem z kory, którą wykorzystuje się przy garbowaniu. Na pniach powstaje pas metrowej szerokości, czego prawdopodobnie drzewa nie przeżyją. Próbuję mu tłumaczyć, że lepiej i wygodniej byłoby ściąć kilka dębów i obedrzeć je w całości z kory. To jednak go nie przekonuje. Takim ludziom jest przecież zupełnie obojętne, co stanie się z różnymi rzeczami. Skąd się jednak bierze takie lekceważenie porządku, taka arogancja wobec istnienia? Nie spotyka się tego nawet u zwierząt - może poza pozbawioną instynktów zwierzyną domową, która jednakże kieruje się strachem. [...]



Nie jest to książka, którą odkłada się zaraz po przeczytaniu. Pobudza do myślenia o ludziach - zupełnie zwyczajnych Polakach, Niemcach, Rosjanach. Bo jednak niezależnie od perspektywy, najbardziej godni uwagi są najbardziej codzienni ludzie.

Teraz zacznę czytać jakiś słownik. Koniec z tematyką wojenną, przygraniczną, transformacyjną. Miał być Juozas Šikšnelis, ale poczeka.


14 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam nic o wojnie. Teraz czytam Dzieci Darwina, takie trochę science fiction. A ostatnio przeczytałam Chemia śmierci. Jeśli lubisz kryminały to polecam. Niespodziewane zakończenie i trochę patologii (w sensie badania zwłok, a nie nałogów).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żartowałam ze słownikiem. Czytam teraz "Leksykon sztuki kulinarnej" :) Kryminałów raczej nie tykam, szczególnie tych nowoczesnych, bo moim zdaniem bazują na rozłupywaniu czaszek, a nie intrydze. Wysiadłam na przystanku Agatha Christie i nie jadę dalej :) A "Dzieci Darwina" to ciekawy problem, musiałabym jednak zacząć serię od początku. Poza tym, z przyczyn regionalnych, jeszcze Max Toeppen i Arno Holz uśmiechają się do mnie.

      Usuń
  2. Jasne, że młodość. Wiek to kwestia względna, zależy tylko i wyłącznie od stanu myśli, nie cyfr w dokumentach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się tak wydaje :) Ale wszechobecny kult dziwnie rozumianej młodości wtłacza ludziom do głów inne wnioski.

      Usuń
  3. Również jestem na etapie kryzysu czytelniczego! Po dawce literatury naukowej i około naukowej zapragnęłam teraz, gdy mam nareszcie! czas, czegoś lżejszego i co? Wybieram tytuły zbyt lekkie! i się zadręczam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeśli niczego się nie czyta, to jeszcze gorzej :) Przeczytałabym "Wielkiego Gatsby'ego", ale nie lubię kilka razy czytać tych samych książek.

      Usuń
  4. Moja ciotka, kobieta około sześćdziesiątki twierdzi nawet, że 35 lat to wciąż pierwsza młodość. Na moje protesty, że człowiek nie żyje 140 lat, odparła, że jakby chciał to dałby radę. Naukowcy twierdzą, zaś że jest to moment przejścia na biologiczny wiek średni, co miało by sens skoro twierdzą również, że starość zaczyna się od 70-tki. Jest też pewna różnica wynikająca z przemian społecznych i rozwoju medycyny. Wówczas 35-letni człowiek był bliski wieku wnukodajnego, dziś dość często nie ma nawet dzieci. Trudno mi stwierdzić czy to jeszcze młodość. Wszystko zapewne zależy od perspektywy ;p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Twoją ciotką, a nie jestem koło sześćdziesiątki.
      Naukowcy twierdzą różne rzeczy. Myślę, że człowiek do 40 jest młody, do 60 w wieku średnim, a później powinien iść na emeryturę, żeby jeszcze móc rowerem przez pół kontynentu przejechać nad ciepłe morze. Nie ma bardziej słusznej koncepcji. Ten wiek wnukodajny był dla wielu kobiet nieosiągalny, bo jak zaczęła rodzić po 11 i więcej dzieci od czternastego roku życia, to umierała bez włosów i zębów przed trzydziestką.
      :)

      Usuń
  5. Jeśli jeszcze nie jesteś to może zarejestrujesz się na portalu lubimyczytac.pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem, ale nie wiem, czy chcę być. Wszystkie te narzędzia ułatwiające strasznie utrudniają moje życie. Nie nadążam z komentowaniem nowości na blogach, które czytam, a jeszcze wciągnęłabym się w lubimyczytać.pl i nie miałabym już czasu na jedzenie chrupek i płakanie na koreańskich filmach. Może jak mnie dopadną jakieś wakacje, czy coś. :)

      Usuń
  6. Ależ Ty mieszkasz w ciekawym historycznie regionie! A u nas tylko puszcza przez całe wieki była...
    Z przypisami na ostatniej stronie zetknęłam się podczas czytania dzienników W. Kossaka - rzeczywiście to była mordęga, nie wiem dlaczego wydawcy to robią. A w "Dziedzictwie" Zofii Kossak brakowało mi mapki i też musiałam czytać z internetem, co było trudne, bo czytam zazwyczaj w łóżku... Nawet Władca Pierścieni ma mapkę w książce! I Opowieści z Narni też mają...
    Bardzo ciekawa recenzja! Zachęcająca nie tylko do przeczytania lektury, ale też do odwiedzenia miejsca, o którym opowiada. Bardzo chciałabym się wybrać kiedyś w te strony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto zajrzeć, czy nie ma jakiejś historii pod korzeniami puszczy? U nas też była puszcza, tylko wielonarodowościowe stopy przemierzały ją w różne strony i z różnymi zamiarami.
      Bardzo trudno się czyta z internetem. Ale bez mapki jeszcze trudniej. Wydawcy czasami nie zdają sobie sprawy, jaką krzywdę wyrządzają czytelnikom. Zapomniałam jeszcze ponarzekać, że zdjęć było za mało i, jeśli już tak zwracano uwagę na słynną rodzinę autora, ktoś mógł się pokusić o umieszczenie drzewa genealogicznego uzmysławiającego jak bardzo modelka Veruschka jest z nim spokrewniona.
      Książka jeszcze bardziej zachęca do odwiedzenia wszystkich tych miejsc. :)

      Usuń
  7. Z literaturą związaną z II wojną światową mam pewien problem - co jakiś czasu muszę robić sobie dłuższą przerwę bo bardzo mnie dołuje. Widzę, że nie tylko ja tak mam:)
    Tytuł zapisałam i chętnie przeczytam. Powinnaś zamieszczać więcej recenzji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że bardzo wiele osób reaguje podobnie.
      Życzę udanej lektury. Żeby zamieszczać więcej recenzji, czytać więcej wartych recenzowania książek ;) Ale to dobry cel! :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.