środa, 12 lutego 2014

I want to be a cowboy's Sweetheart


Słowo na dziś: dirndl. A raczej Das Dirndl (nie mylić z Das Bombshell). Strój ludowy, bajecznie kolorowy, do picia piwa, jodłowania i hasania wśród alpejskich hal. Jawohl! Nosiłabym ja ci sukienkę, tylko w wyższych partiach oddechowych nie mogłam dopiąć zamka. Germańskie góralki chyba noszą gorsety, albo nie noszą biustu. Każde równanie ma rozwiązanie, zatem don't give up, Sie können nicht aufgeben (tak?). Rozczłonkowałam dirndla, przetransformowałam i powstała Glockenrock, czyli rozkloszowana spódnica. Ludowość nie wyparowała, kolorowe kwiatki nadal nadają tradycyjnego wydźwięku tej granatowej kreaturze.
Pasek powstał z dirndlowego fartuszka aksamitnego (nie miałam niczego innego, co pasowałoby kolorystycznie). Wzmocniłam flizeliną, przyszyłam dzielnie, dopełniłam zamkiem z tyłu. Zapięcie miała uzupełniać haftka, ale nie kupiłam, w domu nie było, guzik z pętelką zajął jej miejsce. Krzywo jest, ale jeszcze nikt nie zauważył.


Piosenka tytułowa związana jest z tematem poprzez jodłowanie (klik klik klik).



14 komentarzy:

  1. zamiast strojów germańskich trzeba było pokazać jakąś rodzimą zapaskę opoczyńską czy mazowiecką... a o jodłowaniu to pan Andrzej się wypowie -> http://www.youtube.com/watch?v=xL5_fopAHrA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzą mi się spodnie z parzenicami. Ale dla mnie to tak samo rodzime, jak huculski kożuch. Do górali to ja zdecydowanie nie należę, słabo też rozumiem, o czym wysokogórski lud przemawia.
      Germański strój dostałam, a darowanej ludowości nie zagląda się w zęby.

      Usuń
  2. Śliczny jest ten haft! Szkoda, że sukienka wymagała poprawek, na pewno była świetna, choć jako spódnica również ciekawie się prezentuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wynagrodziłam sobie, kupiłam dzisiaj zupełnie inną, ale równie granatową sukienkę, która leży na mnie idealnie :)

      Usuń
  3. To jest moje ulubiona Twoja spódnica! :D Wiesz, o co chodzi ;)
    Dirndla chciałam, nawet byłam bliska kupienia sobie takiego z New Yorkera, ale mój specjalny wysłannik doniósł mi, że poliester jak fartuch woźnej i tylko w fotoszopie na stronie producenta wygląda godnie :( Nic, może dorwę w lumpeksie, jak Ty, albo sobie uszyję (jak będę miała jak i umiała).
    Ale folk jest :) Lepszy niż u pewnej piosenkarki (chociaż jej kiecka, gdyby była ciut dłuższa, byłaby świetna :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę jeszcze skończyć żółtą i będzie druga :D
      Dla Ciebie mogę się porozglądać po lumpkach. Czasem się trafiają takie ciekawostki.
      Folk pani piosenkarki był na swój sposób fajny, ale jednak czegoś tam brakowało.

      Usuń
  4. Razem z tą spódnicą w kwiatki, mam nadzieję, że wiosna już na dobre zagości. I nie interesuje już mnie, czy to jest zgodne z pro- czy też anty-ekologią. Lubię wiosnę :)
    Spódnica jest super. A region, z którego pochodzi zdecydowanie nieistotny. Ktoś miał fajny pomysł i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kraj pochodzenia jak każdy. Trzeba zauważać pozytywne aspekty, takie jak Julie Andrews wyśpiewała w "My Favorite Things".

      Usuń
  5. Ładna ta spódnica, niebieski do ciebie pasuje :)
    http://wuess.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam kiedyś taką sukienkę niemiecką ze szmateksu, ale brązową. Są bardzo ładne.

    Ania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi się podobają ;) Dawno temu miałam jeszcze bluzkę do kompletu, ale gdzieś zaprzepaściłam, albo oddałam.

      Usuń
  7. Ludowość zdecydowanie nie wyparowała, spódnica jest taka, że hej!!! Ja mam fioła jakiegoś na punkcie ludowszczyzny, ale nie objawia się on noszeniem chust w kwiatki, a na zasadzie bardzo luźnych skojarzeń. Miałam już kierpce (ale niewygodne jak cholera, pewnie szyte w Chinach, chociaż u góralki kupowane). Szukam natchnień w tym temacie cały czas.
    Widziałaś to: http://folkdesign.pl/. Ja właśnie odkryłam! A portki góralskie, wyszywane po ichniemu - moje marzenie! Tak że ten - zachwycam się Twoją kiecą :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam wcześniej folkdesignu, dzięki za to wielkie! Ale tym się zachwycałam: http://www.hafcik.com/ :) Co do portek wyszywanych - zastanawiałam się, czy nie kupić jakichś jasnych drechów i nie naszyć sobie wzorków samodzielnie... To by było coś ciekawego! (Albo nie...) Marzy mi się jeszcze ukraińska soroczka i coś ciekawego wyhaftowanego po kaszubsku. I holenderskie chodaki :D
      Chustek w kwiatki mam kilka, ale moją ulubioną jest indyjska w słonie. To też ludowość na swój sposób.

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.