poniedziałek, 24 lutego 2014

Wersja poprawiona, ale nie ostateczna



Była sobie jakaś południowoazjatycka męska część garderoby. Nieznanym zrządzeniem losu znalazła się w odwiedzanym przeze mnie lumpku. Bezmyślnie zakupiłam. Zszyłam boczne rozpęknięcia (mam jeszcze do tego spodnie, ale będę nosić latem, bo bawełna lekka, zwiewna). Chciałam tam wstawić koronkę, ale dobrze, że tego nie zrobiłam. Póki co jest sukienka, ale mam zamiar skrócić ją do długości tunikowo-koszulowej. Bo chyba nie lubię nosić takich sukienek i nie mam zamiaru tego zmieniać. Bez powodu.
Podoba mi się stójka i ozdobność przyguzikowa, ciekawym elementem jest kieszeń. Poza tym odzienie posiada również kieszenie boczne, więc jak już będę skracać, muszę je ocalić. Takie rzeczy się przydają.
Materiał jest przyjazny, eko i w kolorze nawet w miarę niby naturalnym. Będzie coś fajnego do spodni bądź legginsów.

Quo vadis?

Nikt by sam nie zauważył, ale przyciemniłam sobie włosy. Trochę przypadkowo, ale wygląda to całkiem nieźle. Zrezygnowałam z odcienia rudości, który zagościł z powodu zimowego znudzenia. Teraz jest eko, przyjazny brąz bardzo zbliżony do mojego naturalnego. Koniec o włosach, chociaż mogłabym jeszcze godzinami.
PS. Grzywka mi już odrosła! Niedługo będę mogła wyrównać niesprawiedliwość, którą uczynił fryzjer. Naprawa całości planowana jest na lipiec.

Do spięcia się w pasie użyłam odrębnego paska w kolorze ciemnym. Sukmana jest luźna, nie podkreśla niczego, o talii nigdy nie słyszała.
Przy przeglądaniu wybiórczym zdjęć (zawsze z kilkudziesięciu zostaje jedno...) przyszedł mi do głowy pomysł:


Chciałam coś dzisiaj opublikować, bo lubię datę. Też bez większego powodu.

sobota, 22 lutego 2014

Także o tym, że nie należy się poddawać i spisywać na straty

Pies Rambo II z drugim numerem Mollie

 W styczniu pisałam o pierwszym numerze "Mollie Potrafi". Luty prawie się kończy, więc nadszedł czas na drugi numer. Kolejne 12 złotych trafiło w pazerne łapki sprzedawcy, a ja w zamian otrzymałam 108 stron do zrecenzowania. Tyle samo, co poprzednim razem, a jednak miałam wrażenie, że jest ich więcej.

Na początek podsumowanie statystyczne, jak w przypadku pierwszego numeru. Stron poświęconych ogłoszeniom reklamowym mamy 13,5 z czego na 12,5 znajdują się ogłoszenia branżowe. Więcej niż poprzednio. 2 strony z tych 12,5 zaliczone przeze mnie do reklam to "Patchworkowy niezbędnik" prezentujący narzędzia potrzebne (moja mama ich wszystkich nie używa i sobie radzi, ale to ninja ze stażem w PRLu, więc nie ma co się dziwić) przy zabawie z tą techniką. Dodatkowo rabatem 10% zachęca się czytelnika do zakupów w dziale "Patchwork" pewnego internetowego sklepu. Nie jest źle, czytelnicy lubią rabaty. Kolejna reklama to ogłoszenie o nadchodzącym wydaniu specjalnym poświęconym rękodziełu z filcu. W sumie z malutkich drobniutkich odnośników do sklepów zamieszczonych pod artykułami można uzbierać pewnie jeszcze 0,5 strony, więc właściwie mamy 14 stron z reklamami.



Powściągnąć ostry osąd pomoże lepsza forma tutoriali. Poza tym, że zamieszczono zdjęcia krok po kroku, które wzbogaciły opisy, na końcu czasopisma znalazły się szablony, wykroje, ale i schematy. Hurra! Szydełkowe schematy, nad brakiem których rozpaczałam ostatnim razem. Co ciekawe, znajdziemy też 4 strony spod znaku "Przewodnik dla początkujących". Poruszone tematy - dzierganie warkocza oraz rozszyfrowanie maszyny do szycia. Zacna to koncepcja, nawet taka maruda jak ja potrafi ją docenić.

Co mnie jeszcze ucieszyło? Pojawili się polscy twórcy. Pokrzepiająca informacja, Mollie potrafi przełamać swoją zagraniczność, usiłuje zakorzenić się na lechickiej ziemi. Jaki będzie efekt? Poczekamy, zobaczymy... Brawa też dla redaktor naczelnej, której nazwisko pojawiło się pod wstępem. Tradycja być musi, to nie abstrakcyjna Mollie przemawia na powitanie, to Marta Białecka. Osoba, człowiek.



Drugi numer jest bardziej poukładany, nie zieje już chaosem. Widać tendencję rozwojową. "Nie zamierzamy być tylko lustrem brytyjskiej Mollie..." czytamy we wstępie. Głos klienta został wysłuchany, krytyka przyjęta. Nie jest jeszcze prefekcyjnie (a ja uwielbiam perfekcję, bo mam źle w głowie), ale za dobre nastawienie należy się pochwała. Brakuje mi na przykład felietonu z przytupem, dobrego tekstu, który stałby się charakterystyczny dla polskiego wydania. Mamy "literki", których autorką jest Sarah Monterose, pięknie zilustrowane przez Emmę Block, i jest bardzo fajnie, ale poza tym powinno być jeszcze Coś. Warto też zainwestować w jakieś tradycyjne hendmejdy. Rękodziało to nie wynalazek młodych. O czymś jeszcze chciałam wspomnieć, ale zapomniałam. Zatem zakończę wyrażając nadzieję, że Mollie będzie sięgać coraz wyżej.

I tyle na ten temat. Jest poprawa, jest radość. Pracuję nad okazywaniem pozytywnych emocji. Przez kilka dni bolała mnie głowa z tego powodu. Poza tym mam dużo ksiażek do przeczytania i przekartkowania, co również ugniata mój mózg.
Czasami jest takie uczucie we wnętrzu człowieka, kiedy bardzo chce coś zrobić, ale widzi, jaka duża jest hałda węgla i od samego patrzenia bolą ręce, ramiona, kręgosłup. Peter i Kate, tuląc się na tle słoneczka, nawołują: don't give up, nie ma takiej góry, której nie dałoby się przerzucić.

Na koniec mój lans książkowy. To nie wszystkie. Ale Hans i dwa tomy tajemnic są już opracowane. Jak to wszystko ogarnę, może zostanę przewodniczką turystyczną dla cyklistów. Już teraz mogę udzielać rad osobom, które chciałyby się dowiedzieć, w którym jeziorze są najsmaczniejsze ryby, a którymi nie warto zawracać sobie głowy.

poniedziałek, 17 lutego 2014

Dwa lata krysztallów



Przegapiłam moment, ale na retrospekcję nigdy nie jest za późno. To już 2 lata... Nigdy nie brałam pod uwagę, że czas mija w blogowym świecie, a tu jednak, taka ciekawostka. I żeby nabić sobie posta. postanowiłam zrobić przegląd moich ulubionych zdjęć z tych ostatnich 2 lat.

Zanim pojawił się obecny nagłówek (który i tak planuję zmienić, były inne).



Pojawiało się jedzenie:







Moda i styl (nie tylko w ludzkim rozmiarze):










Były jamniki:









Były króliki:








I cała masa innych rzeczy:












Jednak przesłanie zawsze pozostawało niezmienne:


Dziękuję za te wspólne dwa lata. I życzę wszystkim dużo dobrego w przyszłości. Szczerze i niezawistnie.