środa, 22 stycznia 2014

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami

Kolejne zdjęcie z cyklu "Świat u stóp".


Chciałam napisać recenzję filmu biograficznego. Nie napisałam. Mogę za to wyznać, co jest powodem nienapisania. Film to "Diana" o księżnej, królowej ludzkich serc (jak mnie śmieszy ten tytuł, ale to inna historia). Z oglądania wyniosłam niewiele. Kto mnie śledzi na twitterze, ten wie... Odniosłam również wrażenie, że Diana była strasznym nieludkiem. Przedstawiono ją w sposób jednowymiarowy, płaski, wręcz pusty. Film Madonny był ciekawszy.
Mogę obsmarować filmową Dianę. Rozwydrzona królewna, egoistka, jakaś taka psychiczna, hipokrytka udająca słodką niunię, niebezkrwiście dążąca do swoich celów. Taki się wyłonił obraz. Dzieci niby ważne, ale gdzieś z boku. Może chodziło o to, żeby żyjący członkowie rodziny się nie obrazili, może nie wolno naruszać dobrego imienia monarchów, ale w takim razie, po co robić film? Odechciewa się oglądać również z powodu ludzkich odruchów. Zdawało mi się, że główna bohaterka jest strasznie zmęczona całą historią, śledzeniem jej ruchów. Że ma już serdecznie dość widzów. I że tak naprawdę nie może określić, o czym marzy. Nie jest pewna, czy jeszcze zostały jej jakieś marzenia. Ona już tylko dąży. Zamiast odwiedzać kolejne szpitale, przemawiać, rozminowywać, powinna iść do dobrego psychiatry. Diana miała psychikę zniszczoną przez fryzjera. Z całą pewnością.

Żeby nie było nudno, oto zdjęcia z mojego życia ostatniego. Duże formy mnie załamują, więc ich nie będzie. Za to pojawiają się zdrowotne soczki, które staram się pić często. Sama ukręcam, już dawno nie konsumowałam kupnego (cóż za duma!). I jeszcze coś - zdechł mój dobry aparat, a ten, który pożyczałam, utonął (z winy właściciela, nie mojej). Zostały mi dwa złe fotonarzędzia, więc spektakularnie nie będzie. Przez jakiś czas. Jeśli ktoś ma ochotę, może mi podarować jakiś sprzęt, czemu nie, nie obrażę się... Jeśli leci z nami milioner... Proszę się nie krępować. Tak w poważniejszy ton uderzając - zła trochę jestem, bo festiwal nieszczęść. Włosy, aparaty, laptop coś pokasłuje, prostownica również padła, zapominam kupić żarówkę do mojej specjalistycznej lampki (żarówka też jest specjalistyczna), nie mogę znaleźć stopki do lamowania, podczas sprzątania zgubiły się nici haftownicze, a jamnik zrobił się nerwowy i upierdliwy. Ze mną też trudno wytrzymać. Jak ja to robię? Postanowiłam napisać recenzję książki, którą teraz czytam. Choćby króciutką. To nastąpi dopiero w lutym (tak myślę). Poza tym Sivka sprawiła, że postanowiłam ubrać się jak zniszczone miasto. Trochę to nie w porządku względem miasta.

Zieleninka pitna z rukolą w roli głównej.

Zastanawiam się nad odrzuceniem pszenicy. Zanim jednak zaczęłam, wpadłam w szał pieczenia. Powstał stollen, z marcepanem, suszonymi owocami, słodki i uroczy. Ale może jednak przerzucę się na żytnie drożdżówki? Też są dobre, zjada się mniej. Eko, fit i cudowność. Czego chcieć więcej?

Stollen przed pieczeniem.

Stollen w trakcie konsumpcji.

Narysowałam i oddałam obiecany przed laty portret. Czyli kolejne postanowienie spełnione. Portret powstał w dwóch wersjach, do wyboru. Poniżej wersja koloryzowana kredkami bambino.


Co jeszcze? Te moje utrapione włosy. Na zdjęciu w wersji spiętej. Jak widać, kok na czubku bardzo jest rozleciały. Nie mogę stworzyć gładkości. Grzywka jest średniej jakości, wydaje mi się, że krzywa (a może to astygmatyzm?). Na szczęście kolor podoba mi się bardzo. Jednym problemem są szybko uwidaczniające się odrosty. Jednak przy odcieniach rudościowatych ten problem jest nie do rozwiązania. Rita Hayworth też tak miała... ;)


I na koniec prace ręczne. Królik i Miś są już znani. Ale zrobiłam też kwiatek próbny. Rezultat nie należy do najgorszych, tym bardziej, że cięłam na tak zwane oko. Zrobię szablon i zacznę masowo produkować takie kwiatki. Zimą trzeba. Poza tym planuję znowu zrobić lodowe kule ozdobne. Mróz jest, aż gwiazdy w nocy trzaskają na niebie, dlaczego nie zmrozić kolorów?



To był taki krótki wgląd w sytuację kryzysową. Jednocześnie dziękuję za wsparcie i dobre słowa.

10 komentarzy:

  1. Nawet nie wiesz, jak jestem ciekawa Twojej ubraniowej wersji zniszczonego miasta!:D
    Grzywkę masz bogatą. Zawiera w sobie tyle włosów ile ja mam na całym ciele (łącznie z ogolonymi!). Krzywości nie widzę, fryz ogólnie OK jest!
    Sytuacja kryzysowa? Gdzie? Bo ja tu widzę kobietę, która dwoi się i troi, i na miejscu nie usiedzi. :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba wybrałam odpowiedni zestaw, teraz muszę pomyśleć o dobrej lokalizacji.
      Krzywości nie widać, bo jest perspektywa, ale lewą stronę mam trochę krótszą. Reszta włosów wygląda gorzej.
      Sytuacja kryzysowa jest, ale w kamuflażu ;)

      Usuń
  2. Przyznam szczerze i bez bicia, zaczęłam czytać aż nie zobaczyłam ciasta, ślinotok sprawił, że poszłam coś zjeść a teraz zrobiło się za późno na czytanie więc zrobię to jutro. Morał taki, że robisz tak dobre ciasta, że nawet na zdjęciach biją wszystko wokół na głowę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest bardzo dobre ciasto, aż za dobre, dlatego nie planuję go więcej robić. Tyłek rośnie od samego patrzenia :)

      Usuń
  3. Ha, ja też pomyślałam o kulach:) Ale poczekam aż więcej śniegu spadnie, bo mróz to za mało - potrzeba śniegu, by barwność kul wyeksponować. Ponadto czuję się zawiedziona brakiem Twego widoku a la zniszczone miasto, choć rozumiem, że bez fotonarzędzi trudno... No a księżna Diana... brytyjska rodzina królewska nigdy nie była w kręgu moich zainteresowań, jak zresztą żadna inna rodzina królewska... może z wyjątkiem Śnieżki bardzo dawno temu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam śnieg, więc kule będą pięknie wyeksponowane :) Zniszczone miasto będzie, tylko przeczytam książkę do końca. Nie wiem, co ze mną jest nie tak, ale często czytam książki emocjonalnie wyniszczające. Dobre są, bardzo dobre, ale człowiek czytając czuje się jak to miasto.
      Film o Dianie oglądałam tylko dlatego, że na stopach miałam skarpety z maską relaksująco-regenerującą, co ograniczyło możliwości poruszania się. Odsiedziałam swoje, stopy pięknie podziękowały... A mogłam czytać książkę.

      Usuń
  4. A mnie się Twoje włosy podobają :) Fajne takie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale u Ciebie pyszności:) Aż zgłodniałam. Ja swego czasu planowałam porzucić gluten. Wiele się o nim złego naczytałam i nasłuchałam. Rozpoczęłam akcję przygotowawczo-logistyczną. Gdy już mniej więcej wiedziałam, co czym zastąpić i ułożyłam jak to będzie przebiegać pojawiły się nowe badania według których gluten to ściema. Teraz jem produkty z glutenem i jakoś tak mi lżej na sumieniu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam czasami takie pomysły, żeby na miesiąc porzucić jakiś składnik diety. I wtedy widzę, czy są jakieś zmiany, czy to ma jakiś wpływ. Zastanawiam się nad tym glutenem, póki co trochę ograniczę, przerzucę się na żytnie... Poza tym trzeba szukać nowych smaków. Stollen jest bardzo dobry, przepyszny, ale trochę za tłusty i za słodki. :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.