czwartek, 2 stycznia 2014

Różowy miś

Plan jest prosty. W tym roku napiszę o najlepszych filmach o strażakach (czy kogoś to interesuje?), najlepszych i najgorszych filmach o zwierzątkach z problemami, kwiatkach, gwiezdnym szalu, wychowywaniu jamnika. Póki co jednak opowiem o różowym misiu.

Różowy miś nazywa się Wojtek i jest moim rówieśnikiem. Zawsze był najmocniej ulubiony. Przeżył wiele, utracił oczy (chyba dwa razy), pogryzł go pies łajka, który zapomniał polecieć w kosmos. Ach, jak stary jest ten miś! Lepiej niż ja pamięta przemiany ustrojowe. Ja byłam wtedy zajęta nową siostrą, on z nudów oglądał czarno-białą telewizję.
Teraz oczy ma z białych guzików, całkowicie ślepe. Puchate futerko też się wytarło. Właściwie nie jest już nawet różowy. To kolor w rodzaju szarej pozostałości różu. Duży pies oderwał mu kiedyś głowę. Nie chodziło o to, że miś był wrednym królem Francji. Wręcz przeciwnie - zawsze miły, dobry i przykładny. Najdłużej ze wszystkich mechatych zwierzątek chronił mnie, kiedy spałam. Za to ja przyszywałam mu głowę, kolejne oczy. Nawet zrobiłam sweter, którego przez kilka lat nie zdejmował. Taki miś zdarza się raz.
Czasami o nim zapominałam. Najdłużej nie pamiętałam za ostatnim razem. Długo mieszkał w pudle na najwyższej półce w szafie. Na początku lipca wrócił. Żeby przypominać, że najbardziej traci się wtedy, kiedy zapomina się, że można stracić. Chcę nie przegapiać i nie lekceważyć.
 

Na zdjęciu razem z misiem widoczny jest filcowy królik i mały filcowy miś, który ma trochę złowieszczą mordkę, ale popracuję nad tym, żeby rysy mu zmiękczyć.

18 komentarzy:

  1. Przyznam ,że też mam misia schowanego i żal mig o wyrzucić :)

    emeraldsandnutella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrzucaj :)
      Mój miś jest dla mnie ważny ze względu na to, od kogo go dostałam.

      Usuń
  2. Królik w towarzystwie nie wygląda już na wystraszonego:) A miś może znów przejrzeć na oczy dzięki protezom, w sklepach dla rękodzielników można kupić bardzo fajne plastikowe oczęta dla pluszaków. Tylko czy jest gotowy na to co zobaczy?;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Różowy miś ma doświadczenie w budowaniu poczucia bezpieczeństwa, dlatego królik taki spokojny ;)
      Chyba nie chciałabym już zmieniać oczu, niech zostaną guzikowe. Biedny staruszek jeszcze się rozpadnie, jak zacznę przy nim majstrować. I faktycznie, nie wiem, czy jest gotowy, żeby widzieć.

      Usuń
  3. Są zdjęcia świadczące o tym, że misia posiadałam, za to pamiętam z własnej woli kota, koniko-osła i małpę... wszystkie gdzieś zapodziała babcia historia, najbardziej tęsknię za małpą... prawdopodobnie moją młodą psychikę kształtowały te zwierzątka, o których pamiętam w związku z czym można zrozumieć pewne odstępstwa od normy... nie wiem czy małemu misiowi powinnaś coś zmieniać -> będzie taki bardziej halloweenowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś jamnikowego na dodatek... http://cantinhodasartess.blogspot.com/2013/01/porta-cachorro-quente-em-eva.html

      Usuń
    2. Tym bardziej zmienię, nie będę hodować haloweenowych miśków w domu. Nie ma na takie kreatury miejsca w moim życiu.
      To jedyny miś, który przetrwał. Z dzieciństwa został mi jeszcze szary kot, którego dostałam od Babuszki. Tylko zabawki, które mają znaczenie. :)

      Usuń
    3. PS. Dzięki za jamnikowy dodatek :D

      Usuń
  4. W dzieciństwie się nie przywiązywałam. Pewnie dlatego teraz nadrabiam zaległości i z niczym nie potrafię się pożegnać... Ale pamiętam takie dwa swoje najstarsze misie. Idę o zakład, że są gdzieś w czeluściach przepastnego strychu mojej mamy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się bardzo przywiązywałam, ale z czasem mi przeszło. Miś pozostał, bo najstarszy, a później doceniłam go bardziej, zyskał nowe znaczenie, przypomniał o upływającym czasie. Bo nie ma już osoby, która go podarowała.

      Usuń
  5. "własnego" miśka niestety nie posiadam i mam obawy czy przetrwałby tyle lat ile ja mam, ale mam za to miedziwedzia mojego syna, który ma najprawdopodobniej tyle lat co Ty i kiedyś jak już na prawdę "dorośnie" to mu go oddam i .......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że mój Tata miał swojego misia, może młodszego od siebie, ale jak na miśka wiekowego, więc może nie doceniamy ich zdolności przetrwania? Latem zwiedzałam muzeum zabawek w Karpaczu i też kilka egzemplarzy archiwalnych tkwiło w gablotkach :)
      Dobrze jest mieć takiego świadka dzieciństwa, jakiś dowód na to, że było się kiedyś kimś małym ;)

      Usuń
  6. Ja też mam takiego miśka, jest niebieski, kupiłam go sobie na 26 urodziny, od 10- ciu lat mieszka w pokoju mojego syna (pasuje kolorem). Ale lepszy numer jest taki, że Twój różowy ma na imię tak, jak mój mąż :D Wojtki to fajne chłopaki! Pierwszy, który mnie "prosił o chodzenie" też był Wojtkiem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie spotkałam złego Wojtka :D Gdyby Jeff Brigdes był Polakiem, miałby tak na imię ;)
      Człowiek, który wynalazł miśki, przysłużył się dla ludzkości nie mniej, niż ten, który zbudował pierwsze koło.

      Usuń
  7. Każdy ma chyba takie zabawki z dzieciństwa:) Ja mam dwie i przez wiele lat dumnie stały na honorowym miejscu. Teraz przekazałam je mojemu dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Międzypokoleniowe zabawki :) Początkowo nie każdy dzieciak to docenia, ale z czasem nabierają znaczenia. Może też kiedyś przekażę mojego misia dalej :)

      Usuń
  8. Mam dla Ciebie noworoczny prezent, wyróżnienie na moim blogu. Pozdrawiam i zapraszam do zabawy:)
    http://malafarmaaniki.blogspot.com/2014/01/wyroznienie_6.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nie spodziewałam się czegoś takiego :)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.