niedziela, 19 stycznia 2014

Kryzys


Znowu nie to, co chciałam, ale tak się jakoś składa. Poza tym ostatnio moje różne plany się rozplanowują, rozkładają zupełnie zwyczajnie, nie mam wpływu, a życie się toczy. Wszystko płynie. Bardziej niż przy wiosennych roztopach, do których jeszcze daleko (tak twierdzi prognoza pogody). Ludzie marudzą, że zima, zimno, śnieg (albo nie), wiatr, deszcz, brak słońca, za dużo słońca... Są lepsze powody do niezadowolenia. Poniższe obrazki mają to uświadomić. Historia powstała na podstawie prawdziwych wydarzeń. Moje życie.





Wiem, że niektórzy ludzie mają prawdziwe problemy. Ja też mam. Ale czasami dobrze porozpaczać nad jakąś bzdurą. Nie za mocno, z dystansem, ale prawdziwie porozpaczać. A później pomyśleć, że to przecież nie jest nic strasznego, nic wielkiego, że da się żyć. Ciężar zrzucić i narysować trzy kolorowe wykrzykniki.

PS. Chciałam zgłosić krysztallowy blog do konkursu blog roku (nie, żeby wygrać, miałam inne plany), ale im dłużej o tym myślałam, tym głupsze wydaje mi się to nawet od płakania nad podciętym włosem. Poza tym walczę z afektywnym dwubiegunowym kryzysem twórczym. Im więcej rzeczy usiłuję zrobić, tym bardziej beznadziejne mi się wydają. Nie podobają mi się efekty. Nic mi się nie podoba.

21 komentarzy:

  1. Żeby tak wszystkie marudy marudziły tak jak Ty! :D Bardzo mi się podobają te Twoje wykrzykniki i myślę, że z nich możesz być zadowolona. No pokaż te włosy, pokaż, zanim odrosną :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj przeżyłam koleją falę załamań. Ale w końcu pewnie pokażę włosy. Dla potomności uwiecznię, ku przestrodze.
      :)

      Usuń
    2. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jak mnie kiedyś opitoliła fryzjerka (do której poszłam z niecierpliwości, że "moja" nieobecna), to było mi słabo przez dłuższy czas. Zapuszczałam wtedy, byłam blisko celu, a ta mnie obciachała za króko i krzywo, że na dwie poprawki biegałam. Z zapuszczania nici. Ale za to nastąpił szereg ciekawych posunieć w moim włosowym życiu (króciutka grzywka, aż do obecnych obcinań), który mi uświadomiły w jakiej fryzurze najbardziej czuję się jak ja :) Tak więc, może czemuś to posłuży, coś odkryjesz... :)

      Usuń
    3. Trafiłam w życiu na tak genialną fryzjerkę, że mam już koncepcję dopasowania. Poza tym bardzo jestem konserwatywna w tej kwestii. Ale może faktycznie jest coś jeszcze do odkrycia?
      Dzięki! :)

      Usuń
  2. Najlepsze jest, że nieraz sami do takich kryzysów doprowadzamy. I z perspektywy czasu nie pozostaje nic innego jak wyrwać sobie bok ze śmiechu. Chociaż mnie to nawet poczucie beznadziejności sytuacji przyprawia często o głupawkę:P Nie rób nic na siłę, to minie. A włosy, wiadomo, nie zęby. Gdyby nie to, że hoduję swoje na perukę, pewnie zaliczyłabym już milion wpadek w ciągu minionego roku:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko dlatego, że uciekła moja ulubiona fryzjerka. Ludzie kogoś polecili, a rezultat wcale nie jest tak perfekcyjny, jak się spodziewałam. Najgorzej to się spodziewać.
      Od paru miesięcy w chwilach wściekłości wyobrażam sobie, że kopię pałac z pobliskiego parku miniatur. Czasami kilka razy. Widzę oczyma wyobraźni, jak ten budynek leeeeeeeci pod niebo i już mi lepiej na sercu i umyśle.

      Usuń
    2. Mam kolegę fryzjera i kiedyś w salonie, w którym pracował, była taka praktyka, że włosy obcinano za pomocą maszynki. Czy krótkie czy długie, zjeżdżasz grzebieniem po włozach i ziuuut, to co poniżej masz obcięte. I zrobił mi parę lat temu ten kolega grzywkę. A że grzywka ma do siebie to, że szybko odrasta, to żeby nie było efektu schodów na czole, który już zdążyłam zaliczyć przy pierwszym własnoręcznym podcięciu, postanowiłam skosić grzywę maszynką. Pożyczyłam ją od brata, zamknęłam się w łazience, grzebieniem zaznaczyłam pożądaną długość i ziuuut. Grzywka była idealna, równa, długość jak trzeba, ale z nią trochę przygoliłam sobie brew:D Mam ciemne i dość grube, więc było widać, a grzywka tego nie zakrywała:D:D:D

      Usuń
    3. W ramach eksperymentu młodości zgoliłam sobie kiedyś brew, aż musiałam zrobić sobie grzywkę. A chodziłam wtedy do głupiej szkoły, więc było mi ciężko żyć :D
      Muszę kiedyś spróbować z maszynką, jakąś maskę na twarz dla bezpieczeństwa założę, ale jeśli efekty są zadowalające... :)

      Usuń
    4. Są są, po maszynce ta linia ścięcia jest taka łagodniejsza, wygląda normalnie. Bo po nożyczkach mi jednak zostawały schody.

      Usuń
  3. Włosy nie zając... a może to była inna bajka. Czasem lepiej płakać nad nadszarpaną koafiurą niż nad szambem, w którym człowiek się nurza. Rysunki świetne. Zazdroszczę umiejętności władania kredką/pędzlem/ołówkiem (odpowiednie skreślić). Ja niestety zatrzymałam się na etapie dziecka w przedszkolu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Rysunki wykonane ołówkiem, kolorowanie i zefektowanie - Gimp 2.8 (akurat przy tym się nie wysilałam). Cieszę się, że wyszło ponadprzedszkolnie :D
      Wydaje mi się, że płakanie nad włosem pokazuje, że przynajmniej gdzieś się cywilizacyjnie doszło, skoro można nad czymś takim płakać... ;)

      Usuń
  4. a propos kryzysu, tak mi się przypomniało http://www.youtube.com/watch?v=QHa90gRoPmk

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz talent do komiksów! W zabawny sposób oddajesz obrazkami nastrój, nawet jeśli on sam nie jest szczególnie zabawny...
    Też obcięłam włosy. Nawet bardzo. Ale jestem zadowolona. Szybciej się myją i krócej suszą, a najważniejsze, że w taki bardzo mini kucyk też dają się upiąć:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Może powinnam częściej się zajmować rysowaniem? ;)
      Wszystko wina fryzjera (bo przecież nie moja) - jakoś tak nieskładnie mnie podciął, zupełnie się nic niczego nie trzyma, wyglądam jak król lew. I muszę odczekać trochę, zanim odrosną, żeby poprawić. Wydaje mi się, że trafiłam pod nożyczki niedoświadczone w kwestii cięcia bardzo gęstych włosów.

      Usuń
  6. Zobrazowałaś stan swego niezadowolenia i frustracji fantastycznie. Aż mam ochotę ukraść Ci te obrazki i pokazywać za każdym razem jak jestem u fryzjera. Problem mam podobny, moja fryzjerka uciekła dawno temu, nie tylko daleko ode mnie ale nawet z zawodu. I od lat chodzę nie do końca zadowolona (że się tak raczej delikatnie wyrażę) z efektów pracy jej następczyń/ców. No cóż, ponoć takie jest życie ;). (Takie tam gadanie).
    Ale humor potrafi skutecznie zepsuć :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dobrego fryzjera trudniej niż o dobrego dentystę. Mam jeszcze jedną panią na oku, też z polecenia, ale poczekam, aż włosy trochę odrosną. Takie życie... Ale przynajmniej kolor mam ładny.

      Usuń
  7. Ja tez miałam kryzys i to tez wina włosów. Jak urodziłam druga forcie, skrocilam dready ( z długości do pasa - do ramion). Wszystko byłoby fajnie gdyby nie to ze od roku ich nie dokrecalam. Na głowie odrosty i koltuny, kawałek dreada i pedzelki, bo dready w naturalne y sposób się rozplatuja. Coraz bliżej mi było do wizerunku wscieklej czarownicy, bo rudej. W końcu zaplakalam. Poszlak do sklepu po grzebień, bo w domu nie mam. Kupilam dwa. Rozczesalam pol dreada - jednej sztuki - grzebienie połamane. Znowu płacze. Z nowym rokiem Zawzielam się i dokrecilam dready, właściwie trochę doszylam, bo nie mam czasu się nad tym cackac. Na razie dokrecilam pol głowy, ale i tak jestem mega zadowolona. Te krótsze można łatwo zakamuflowac. No i odrazy lżej na duszy, cieplej na serduszku. Niby to tylko wygląd, ale jak działa. Niby to tylko włosy. Można ściąć na lyso. Odrosna. A jednak boli. Co do fryzjera tez zawsze byłam niezadowolona i wiecznie musialam poprawiać, odkąd mam dready jestem happy. Swoja droga ciekawe co, gdybym poszła do fryzjera podciac końcówki :) kryzys przeczekaj, przelez, przerelaksuj, nerwy tu nic nie pomogą. Głowa do gory - włosy niekoniecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda głowa ma swoją historię :) Ja miałam krótki epizod z dreadami, długo nie wytrzymałam, aż tak przekonana nie byłam. Łysa nie byłam nigdy (nawet urodziłam się z włosami), ale w którymś momencie zdecydowałam się na krótkie, paromilimetrowe ostrzyżenie. Nie była to dobra decyzja. Teraz dążę do bollywoodzkiego celu, dbam, olejuję, masuję, niuńciam się na wszystkie możliwe sposoby. Aż nadeszła chwila, fryzjer pojawił się na horyzoncie i ciachnął według własnego uznania. Słyszałam, że picie roztworu z drożdży daje dobre rezultaty porostowe, może się przełamię i popiję trochę...
      Każdy ma inne wyobrażenie na temat włosowego szczęścia. Dobrze jest spotkać fryzjera, który zrozumie i w trafny sposób uwzględni to podczas cięcia.
      Akurat z włosami do góry nie mam teraz problemu. Żyją własnym życiem, każdy rośnie w swoją stronę. Jak u młodej Hermiony Granger (od której blisko do wściekłej czarownicy). ;)

      Usuń
  8. ooooo pofryzjerska deprecha dopadła nie martw się włosy nie zęby odrosną a może pokazałabyś zdjęcie przed i po to wtedy mogłybyśmy ponarzekać z Tobą jakiego masz paskudnego fryzjera i go/ją ofukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy mam zdjęcia przed. Jakoś nie pomyślałam, żeby zrobić coś takiego. Na szczęście człowiek nie królik, zęby nie rosną mu na długość :)
      Jak już się zdystansuję, może opiszę moją fryzjerską odyseję ;)

      Usuń

Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Jeżeli leży to w mojej mocy i kompetencji, staram się odpowiedzieć na wszystkie komentarze.
Śmiało, wytknij błąd ortograficzny, literówkę, cokolwiek. Będę dyslektycznie wdzięczna.
Pamiętaj, że nie wszystkie chwyty dozwolone. Proszę o wypowiedzi kulturalne i nie raniące oczu/uczuć osób zainteresowanych bądź trzecich.